Zwyciężył strach, przegrały Wadowice

zbita szyba

Niszczenie banerów, plakatów, a na koniec samochodów – w taki sposób władze Wadowic walczyły z groźbą odwołania w referendum

Referendum za odwołaniem władz miasta już za nami. W Wadowicach nadal rządzić będzie rada złożona ze statystów i burmistrz oskarżana przez część opinii publicznej o korupcję. Kasa nadal będzie płynąć do wybranych, szemranych biznesmenów oraz krewnych i znajomych królika rozsianych po wszystkich gminnych (i nie tylko) instytucjach. Przegrało społeczeństwo obywatelskie, zwyciężył strach i konformizm.

Z odległości przyglądamy się i wspieramy zmagania grupy Wadowiczan o zmianę oblicza samorządu. Referendum było ku temu doskonałą okazją – okazją unikalną i realną. Podziękowania należą się grupie osób, w większości już nie najmłodszych, którzy postanowili czynnie zmienić coś w Wadowicach. Wielkie gratulacje zaś tym, którzy pomimo szykan i zastraszania odważyli się głosować. Te ponad 4 tys. oddanych za odwołaniem samorządu głosów to wielki kapitał – pozwala z optymizmem patrzyć na wynik wyborów za rok. Pytanie, dlaczego głosowanie zlekceważyła większość – prawie 26 tys. mieszkańców?

referendum - wyniki

Referendum wygrane strachem

Odpowiedź na to pytanie jest chyba jednoznaczna – w wyniku deklaracji burmistrz i urzędników, w trakcie referendum nie funkcjonowała zasada tajności. Burmistrz dopuściła się szeregu nieprawidłowości i łamania prawa. Każdą osobę, która pojawiła się przy głosowaniu, traktowano zaś jak wroga. W obwodowych komisjach zasiadali urzędnicy, dyrektorzy szkół, mężami zaufania byli prezesi spółek itd. Dochodziły głosy, że kierownicy jednostek gminnych, prezesi spółek zapowiedzieli, iż do zwolnienia jest każda osoba, która pojawi się przy urnie. Czy dziwne jest, że pracownicy gminy, nauczyciele, przedszkolanki nawet nie próbowali oddawać głosu?

Dodatkowo wchodzących do lokali obserwowali radni. Kuzon i Stopa pilnowali Kleczy, Kubata siedział w zaparkowanym samochodzie w Ponikwii. Komisje w Wadowicach objeżdżał rzecznik burmistrz Kotarba i fotografował z ukrycia wchodzących do lokali.

Dochodziło także do nieprawidłowości w pracy niektórych komisji – ich członkowie aktywnie zniechęcali przychodzących do udziału w głosowaniu.

Pisaliśmy o niszczeniu materiałów referendalnych i braku reakcji miejscowej policji. Policja od 3 tygodni nie potrafiła złapać osób kradnących i niszczących banery referendalne w całej gminie Wadowice, pomimo nagrań i innych dowodów. Inicjatorzy referendum sami za to na gorącym uczynku złapali radnego – przewodniczącego Komisji Praworządności RM Wadowice Kazimierza Lichwiarskiego, który niszczył ulotki referendalne. Do najbardziej zdumiewających zachowań doszło jednak w okresie ciszy referendalnej. Nieznani sprawcy zniszczyli samochody członkini Miejskiej Komisji Wyborczej z ramienia inicjatorów. Zniszczono również wielki baner o treści „W niedzielę referendum”. W pobliżu tego miejsca w piątek na nocnej przechadzce widziano m.in. Piotra Hajnosza czy Mirosława Nowaka, do niedawna członka zarządu komunalnej spółki EKO.

Jak widać, zdaniem poszkodowanych sprawcy są znani. Próżno również liczyć, że dzielna policja zdoła kogoś pociągnąć do odpowiedzialności, skoro na przestrzeni 3 tygodni nie zdołała powstrzymać spirali przemocy i niszczenia mienia, często wręcz przy tym asystując.

Organizatorzy referendum mogą się teraz spodziewać, że to oni staną się przedmiotem rozlicznych procesów sądowych i postępowań policyjnych, gdzie urzędujący w Wadowicach układ za wszelką cenę będzie starał się im udowodnić, że wywieszając informacje o nadchodzącym głosowaniu dopuścili się wykroczeń, czy szerzyli „kłamstwa i pomówienia”.

Z jednej strony można zrozumieć, że w tej sytuacji większość mieszkańców uległa gangsterskim metodom władz i w obawie przed nimi wolała pozostać w domach, ze wstydem omijając lokale do głosowania. Z drugiej strony, szkoda, że mieszkańcy Wadowic, którzy w biały dzień okradani są z publicznej własności przez grupę politycznych cwaniaków, nie potrafili wziąć spraw we własne ręce i pozostali głusi na los własnej gminy. Przyjdzie im za to słono płacić – dalszym życiem w zaścianku, bez pracy i obywatelskich praw.

Z trzeciej strony… jest wiele powodów do optymizmu. Ponad 4 tys. głosów oddanych w referendum to prawie 30% głosów oddawanych zwykle w gminnych głosowaniach. Zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach wydaje się być blisko. Wadowiczanie, odwagi!