Znów sprzątaliśmy Wadowice

 

daj przykład
Czy dawanie przykładu jest godne Burmistrza Wadowic?

 

Członkowie Inicjatywy Wolne Wadowice posprzątali w „czynie społecznym” tereny zielone Wadowic. Była to kolejna edycja akcji obywatelskiego dbania o to, o co wadowiccy urzędnicy przestali już dawno dbać – o Gminę, z której pieniędzy są utrzymywani. 

Wiosenna demonstracja miała podobny przebieg, jak poprzednia – szeroko opisywana w mediach. Grupa mieszkańców posprzątała okoliczne pola, łąki i rowy, aby następnie zebrane śmieci przynieść na główny miejski deptak, a potem złożyć pod drzwiami Urzędu Miejskiego.

Czytaj: Inicjatywa posprzątała Wadowice

Celem pikiety jest uzmysłowić mieszkańcom skalę niewywiązywania się ze swoich obowiązków przez urzędników. Żyjemy w brudnym, zaniedbanym mieście, ale władza udaje, że problemu nie ma. Zebrane odpady to jedynie czubek góry lodowej. – napisał po akcji sprzątania Mateusz Klinowski, organizator.

Tym razem jednak burmistrz postanowiła pójść po rozum do głowy i śmieci pokornie odebrała. Sama oczywiście nawet się nie pokazała. Odwagi nie miał żaden z jej urzędników, ani radnych. Wątpliwe również, że burmistrz spróbuje kogokolwiek za sprzątanie karać. Jak pamiętamy, sąd umorzył postępowanie w sprawie poprzedniego obywatelskiego sprzątania, które Ewie Filipiak i Stanisławowi Kotarbie wydało się „czystym zaśmiecaniem”. Również przesłane do Mateusza Klinowskiego, słynne już „wezwanie do ZAPATY” okazało się nieskuteczne. Klinowski nie „zapacił” i nadal nie doczekał się szumnie zapowiadanego procesu o 300 zł.

Na wadowickich samorządowców można jednak zawsze liczyć – i tym razem więc nie uniknęli kompromitacji. „Znakomitą” kontr-demonstrację przygotował Stanisław Kotarba, podpierający się swoim Piotrem „Statywem” Hajnoszem. W miejscu wystawienia zebranych śmieci wymienieni rozkleili na tablicach informacyjnych Centrum Kultury „apel”. Apel podpisał sam Kotarba.

plakat rzecznika

Jaki rzecznik, taki apel

„Nie pojąłem niestety jego treści. Rzecznik ani nie rozumie istoty naszego protestu, ani nie potrafi pisać po polsku.” – podsumował radny Klinowski. Istotnie, odezwa rzecznika zawiera niezrozumiałe słowa, a sama zdaje się zaś sugerować zupełne oderwanie od realiów. I tak, sprzątanie miasta miało mieć cel propagandowy, realizowany za pomocą przywiezionych skądś śmieci. Rewelacje na temat pochodzenia zebranych odpadów potwierdził nieoceniony gadzinowy dziennikarz. Marcin Płaszczyca (zwany z racji rzetelności „prostytutką”) zadał ciekawe pytanie:

Naprawdę nie do końca jesteśmy przekonani co do pochodzenia tych odpadów. Ileż opon samochodowych można znaleźć w szuwarach nad Skawą? – napisał na swoim portalu Wadowice24.pl

Nie wiemy, czy jakieś szuwary rosną już nad Skawą, ale z opowieści aktualnych mieszkańców Gminy wynika, że opon jest tam wiele, podobnie lodówek, telewizorów, pralek, czy nawet płyt eternitowych (o „zwykłych” śmieciach nie wspominając). Kotarba i jego dwór, jak widać, w mieście przebywają rzadko.

Rzecznik ratusza nadał ton akcji Klinowskiego i niejako ją zdemaskował, bo ten wielokrotnie się do tych słów odnosił. – podsumował sens „apelu Kotarby” asystent burmistrz Płaszczyca.  Zapachniało absurdem rodem z PRL.

_wadowicki syf

Ileż opon można znaleźć nad Skawą?

Komentując w czasie trwania pikiety kolejny wygłup rzecznika samorządu radny Klinowski apelował: Likwidując jeden fikcyjny etat rzecznika Kotarby możemy wysprzątać całe miasto. Mniej asystentów to mniej śmieci”. Czy to już obietnica wyborcza? Klinowski i pozostałymi uczestnikami demonstracji rozdawał też ulotki, rozmawiał z mieszkańcami. Uczestnikiem tych rozmów znów okazał się nieobecny na Zatorskiej Płaszczyca.

Happening, który miał być jednak sukcesem Klinowskiego, niemal nie przerodził się w całkowitą jego porażkę. (…) Sam Klinowski usłyszał na ulicy Zatorskiej kilka cierpkich słów o tym, że „zajmuje się głupotami” i „robi sobie cyrk” we własnym mieście. Wytykano mu też podobieństwo do sposobu działań Janusza Palikota i jego partii. Wyrzucanie śmieci na rynku poza samymi zainteresowanymi nie spotkało się z pozytywnymi komentarzami. Jakby tego było mało, Stanisław Kotarba rzecznik Urzędu Miasta, zanim pikietujący dotarli pod ratusz wywiesił na budynku planszę z dużym transparentem.

Pytani przez nas członkowie IWW, którzy brali udział w pikiecie, nie mają pojęcia, o czym pisze Płaszczyca. Rodzi to obawy o stan jego umysłu. Bycie polityczną prostytutką szkalującą uczciwych ludzi za pieniądze to jedno, życie w fikcyjnym świecie to już jednak coś zupełnie innego…

_radio krakow

Radio Kraków opowiedziało po raz kolejny o akcji na antenie

W urzędowej propagandzie pojawił się również wątek rzekomo małego zainteresowania mieszkańców akcją. Tymczasem, pikieta miała znacznie większą widownię, niż poprzednio – przez akcję przewinęło się kilkaset osób. Napisały o niej również wszystkie lokalne media, Radio Kraków nagrało o niej krótki felieton. O problemie śmieci znów było głośno.

Mieszkańcy w komentarzach zwrócili również uwagę na dodatkowy efekt –

Efekt najważniejszy jest niewidoczny na fotografiach. Wyobraźcie sobie mobilizację w urzędzie. Narady w gabinecie najważniejszym. Wymyślanie jak zareagować, co napisać, w jakiej formie ogłosić? Kocicho i Filipiak widzą, że są sami, że nie mają na kogo liczyć. Szczury, Salachny i inne nie mają nic do powiedzenia, nic nie wymyślą. Kocicho musi sam banerki kleić, wieszać, drukować durne apele i fatygując się z nimi po mieście, wystawiać się na ośmieszenie. Śmiechu warte apele, śmiechu warci ich autorzy. Cel osiągnięty, władza się ośmiesza i musi dojrzeć swoje osamotnienie w chwilach próby dla niej.

Niewątpliwie efekt kolejnego ośmieszenia bezradnego samorządu i burmistrz chowającej się za apelami Kocicha został osiągnięty. Tydzień wcześniej Ewa Filipiak uciekała przed rowerzystami, dziś chowała się w urzędzie przed taczkami i brudami, jakie jej rządy zostawiły w „szuwarach nad Skawą”.

W tego rodzaju proteście nie chodzi o frekwencję organizatorów, lecz o liczbę widzów. Nie wymagam, aby prowincjonalni politycy byli w stanie to zrozumieć – skomentował zarzuty radny Klinowski – Obiecaliśmy sprzątać miasto i to robimy. Obiecaliśmy obnażać niekompetencję i arogancję Filipiak oraz Kotarby, i to również znakomicie się udaje. Ich czas dobiega końca. Najpierw sprzątamy „w szuwarach”, potem wysprzątamy urzędy.

_jozek patrza

Łaskawie wyśmiał i pożałował, a przecież… mógł dać w ryło!

Złożone pod UM Wadowice śmieci błyskawicznie uprzątnęła ekipa pracowników interwencyjnych. Przyglądał się temu radny Józef Cholewka, który jednak potrzeby sprzątania miasta nie podziela. Jego słowa zapisał Płaszczyca.

Trochę mi go szkoda. Jest młody i mógłby naprawdę przysłużyć się miastu, ale w ten sposób daleko nie zajedzie. – miał powiedzieć o Klinowskim Cholewka. A przecież mógł po prostu dać w ryło.

Akcję Inicjatywy Wolne Wadowice wsparła m.in. radna Janina Kamińska, lokalni blogerzy, a nawet przygodni jej uczestnicy. Wszystkim należą się podziękowania. Tak trzymać!

O akcji napisali także: Obywatel Wadowic, MamNewsa oraz Wadowiceonline.pl