Wojewoda Miller odwiedził Wadowice

_ Miller w Wadowicach

Dobry gospodarz z przyjacielską wizytą

Jerzy Miller odwiedził dziś Wadowice. Najpierw uczestniczył w Konwencie Wójtów i Burmistrzów, potem poszedł na budowę, gdzie przyglądał się pawilonowi szpitala powiatowego. Świadkiem gospodarskiej wizyty był radny Mateusz Klinowski i nadesłaną do nas relację publikujemy.

W Wadowicach odbywał się Konwent. Przy sesyjnym stole Rady Powiatowej zasiedli dziś burmistrzowie i wójtowie. Było tłoczno, duszo i nudno. Krążyły eleganckie kanapki, w powietrzu ważkie myśli.

Jerzy Miller nie miał już srogości cesarza, z jakiej go zapamiętałem, w zamian stanowiąc udane wcielenie się w rolę sekretarza komitetu przyjeżdżającego z „gospodarską” wizytą. Skansen polityczny, jaki nieczęsto można zwiedzać w innych krajach na zachód od Wisły.

Rekordowe na tle Małopolski bezrobocie w Powiecie, szczególnie wśród młodych, zapaść komunikacyjna i brak planów czy możliwości finansowych rozwoju malowniczego, acz zapuszczonego regionu, nie zaprzątała myśli podróżnika. Wojewoda martwił się za to niewielką liczbą krów w Powiecie Wadowickim. Proponował, żeby krowy paść wspólnie, organizować się w gromady. Takie obrazki pamiętał z dzieciństwa i w dusznej sali starostwa znów zapachniało sianem.

Niestety, nie tym sianem, którym można np. sfinansować budowę szpitala, choć o 5 mln złotych też oczywiście była mowa. W tej wysokości dofinansowanie inwestycji szpitalnej otrzymał Powiat, choć burmistrz Wadowic przypisała sukces sobie. To kłamstwo, które zdemaskowano gdzie indziej, więc zbywam je milczeniem. Pieniądze „przywiózł” jednak sam Donald Tusk, zlatując z nieba niczym anioł stróż politycznego układu, którego pozbyć w referendum próbują się teraz mieszkańcy. I to akurat warte jest podkreślenia.

Sporo czasu poświęcił Wojewoda sarnom i dzikom. Okazało się, że pogłowie saren o 300% przekracza założenia uchwalone przez Sejmik Województwa, dziki zaś złamały prawo nadmierną rozrodczością na poziomie +30%. Słyszałem od mieszkańców okolicznych wsi, że burmistrz Wadowic alarmowana o szkodach, znalazła rozwiązanie – wycinajcie dęby i kasztany, nimi bowiem żywią się te kłopotliwe zwierzęta. Nie będzie dębów, nie będzie dzików i ich ostrych zębów. Jerzy Miller, obrońca przyrody, zaproponował jednak coś innego – zabijanie samych nadmiarowych zwierząt. Na sali zasiano wątpliwość. Jak przytomnie stwierdził jeden z obecnych wójtów – nie będzie co robić z mięsem. Stanęło więc na tym, że sarny i dziki wyzabijają myśliwi z zagranicy, skoro miejscowi nie chcą. Prawo w końcu jest prawem, a norma normą, nawet jeżeli uchwala ją jakiś sejmik. Wójtowie uroczyście poprosili Wojewodę o pomoc w zaproszeniu rzesz zagranicznych zabijaków, którzy zadbają o polską przyrodę. Grozę czuć było w powietrzu.

O innych sposobach rozwiązania problemu pogłowia dzikich zwierząt mowy oczywiście nie było – wymagałoby to wiedzy oraz przygotowania jakichś planów. Czyli czegoś, czego na szczeblu polityki gminnej i powiatowej raczej nie znajdziemy. Wojewoda apelował więc do sumień – planujcie mądrze przestrzeń wokół powstającej zapory,  nie sprzedawajcie ziemi dla zysku, zachowajcie publiczną własność. Całym sercem jestem tutaj z Wojewodą, który niedawno chciał rozjechać buldożerami wadowicką przyrodę promując niezgodny z prawem projekt południowego wariantu BDI przez Wadowice. Ale przecież poglądów nie zmienia tylko… krowa.

BDI pojawiła się jako jeden z tematów – przed wyborami Minister Transportu nastawi wszystkie swoje zegarki i wpisze BDI „na listę rezerwową”. Z „rezerwy spoza listy”. To słowa samego Wojewody.

Skoro już o sianiu mowa, kilkadziesiąt minut rozmawiano o chwastach i sposobach ich zwalczania. Jerzy Miller i tu nauczał, robił to zresztą bardzo sensownie. Podobnie w przypadku ochrony powodziowej. Wojewoda podał przykład supermarketu „Biedronka” nad Skawą i „parkingu na sto samochodów obok”. Po dachu ścieka woda, w parking nie wsiąka i… zalewa Zaskawie. Zalewa, choć trwa susza, zmiana klimatu jest zaś przereklamowana – tłumaczył. Retencja, Głupcze! Zgromadzeni słuchali tych słów z uwagą, podjadając kanapki z łososiem i salami. Ja zaś zastanawiałem się nad retencją sianych przez Wojewodę w ich głowach myśli…

Kwestii kadr, fatalnego zarządzania, kiepskiej klasy polityków lokalnych i ogólnego bagna porośniętego partyjnym chwastem Wojewoda w ogóle nie poruszył. Choć gdyby nie owe kwestie, jego nauki w znacznej mierze nie byłyby potrzebne. Retencja, chwasty, krowy i drogi mogłoby by zostać załatwione. A może i samo bezrobocie. Miller jednak tak nie sądził, przeciwnie, stwierdził nawet, że miejscowe samorządy wzorowo przestrzegają prawa, a kierownik Wydziału Nadzoru Prawnego Mirosław Chrapusta, świetnie się z nimi dogaduje – praktycznie niczego nie uchyla, a niezadowoleni odsyłani są do sądów. Ot co!

To akurat prawda – dokładnie wszystkie przypadki łamania prawa przez Radę Miejską Wadowic zostały przez Wojewodę uznane jako zgodne z prawem. W tej sprawie skarżyłem jego decyzje do Ministra Administracji, interpelowali posłowie. W odpowiedzi otrzymaliśmy krwisty stek bzdur, choć akurat o krowach i chwastach nic w nich nie było.

_zamiast burmistrz EF

Reprezentanci Ewy Filipiak. Jeden ani pisnął, drugi ani miauknął.

Słowa pochwały lokalnych samorządów padające z ust Wojewody ostatecznie przekonały mnie, że czas na obiad i wyszedłem. Nim to się stało wójt Mucharza stanowczo zapowiedział, że zapora nie zostanie próbnie napełniona, dopóki nie powstanie konieczna dla gminy droga komunikująca ze sobą jej krańce. Zagroził organizacją protestów i wstrzymaniem planów Donalda Tuska. Nie pierwszy raz widać, że facet ma jaja. Co za to dostanie? Wójt Wieprza podniosła wszystkich na duchu raportując, że Wieprz nadal krowami stoi (jest ich ponad 300). A jak z wieprzem? Burmistrz Wadowic nie była obecna. Reprezentował ją duet Zdzisław Szczur i Stanisław Kotarba. Szczur ani pisnął, Kocicho nie miauknął.

Podsumowując, konwent to ciało, które z pewnością jest potrzebne, choć nie w tej formie (gdybanie i spotkania o niczym). Jacek Jończyk to kulturalny starosta, a kanapek nie spróbowałem. O dzisiejszym spotkaniu mało kto wiedział, bo władza lubi obradować i rozprawiać o ważkich kwestiach bez świadków. Dziennikarze dowiedzieli się o nim w ostatniej chwili, radni w ogóle. Gdyby nie to, cennych myśli i spostrzeżeń nikt by nie zanotował. A Miller? Krowy z nim chciałbym paść.

OD REDAKCJI. O równie owocnej wizycie w Wadowicach innego polityka PO – Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina przeczytać można u Obywatela Wadowic:  Minister dratwą szyty. Relacja wideo znajduje się pod linkiem: Minister J. Gowin w Wadowicach .