Władze Wadowic zamierzają oszukać Komisarza Wyborczego

baner siłkowskich

Radny Hucisko i przewodniczący rady osiedla, do której należy kamienica – siedziba IWW, mieli oświadczyć, że żadnych informacji na temat referendum w Wadowicach nie widzieli.

Władze Wadowic zbierają od radnych, sołtysów i przewodniczących rad osiedlowych oświadczenia, jakoby na obszarze ich sołectw oraz osiedli nikt nie informował mieszkańców o referendum – nie rozwieszał plakatów, rozdawał ulotek. W ten sposób montowane jest oszustwo, które ma uniemożliwić zwołanie referendum. Do czego jeszcze posunie się lokalna władza, której odwołania zażądali mieszkańcy?

Komisarz Wyborczy najprawdopodobniej zweryfikował już wymaganą do rozpisania referendum liczbę podpisów. Nic zresztą dziwnego, skoro grupa referendalna zebrała ich ponad 4 tysiące, czyli tysiąc więcej, niż potrzeba. W Wadowicach i miejscowościach ościennych prowadzona była szeroko zakrojona akcja informacyjna co do celów i uzasadnienia referendum. Czy kogoś ominęła?

Bardzo trudno w to uwierzyć. O publicznych zbiórkach podpisów pisał najpoczytniejszy lokalny portal – Wadowice24.pl. Oczywiście przedstawiając je jako próbę zakłócania koncertów (w restauracji Ogrodowa) i imprez organizowanych przez miasto (Festiwal Smaku). Właściciel portalu i opłacany z publicznych pieniędzy asystent burmistrz Wadowic, Marcin Płaszczyca, krytykował rozwieszone banery i plakaty, czytelnicy zaś, w większości urzędnicy miejscy, intensywnie komentowali trwającą dwa miesiące kampanię. Jako prowokację polityczną na Wadowice24 uznano nawet wizytę radnego Klinowskiego (jeden z organizatorów) na… targu zwierzęcym. Klinowski zbierał tam podpisy. Zresztą, inicjatorów referendum spotkać można było wszędzie. Codziennie czynne były dwa stałe punkty zbierające podpisy w centrum miasta. Na obu znajdowały się banery, plakaty, rozdawano w nich ulotki.

Jakby tego było mało, o referendum wyczerpująco informowały wszystkie media lokalne, telewizje ogólnopolskie, gazety z regionu. Dokładne informacje były dostępne w sieci, na ulotkach, bezpośrednio u organizatorów. Wydawać by się mogło, że w Gminie Wadowice trudno było o referendum nie usłyszeć.  Nic bardziej mylnego.

Radni i sołtysi niedoinformowani

Okazało się bowiem, że część mieszkańców Wadowic uparcie twierdzi, że o referendum nic nie wie. Niedoinformowani to… radni, sołtysi oraz przewodniczący rad dzielnic, czyli osoby stanowiące polityczne zaplecze urzędującej burmistrz, otrzymujące od Gminy wynagrodzenie za pełnione funkcje (diety). Część radnych i sołtysów, a także przewodniczących rad osiedlowych, podpisała skierowane do Komisarza Wyborczego oświadczenie, że na terenie ich okręgów, sołectw, osiedli nikt nikogo o niczym nie informował. O istnieniu takiego oświadczenia dowiedzieliśmy się właśnie od sympatyków grupy referendalnej.

Powodem tej manipulacji jest przepis prawa, który uzależnia możliwość zwołania referendum od wypełnienia przez organizatorów obowiązku informacyjnego wobec mieszkańców. Urzędnicy i radni postanowili więc zorganizować akcję zakrojonego na szeroką skalę oszustwa – starają się przekonać Komisarza Wyborczego, że informacji żadnej na temat referendum nie było.

Warto może w tym miejscu przypomnieć, że radni Paweł Janas, Henryk Odrozek i Mateusz Klinowski od wielu miesięcy bezskutecznie próbowali wymóc obowiązek szerokiego informowania mieszkańców całej Gminy o odbywających się spotkaniach rad i zebraniach wiejskich. Bez skutku. Dziś osoby, które ze swoich obowiązków informacyjnych nigdy się nie wywiązały, sołtysi, radni, przewodniczący rad osiedlowych, ośmielają się poświadczać własnymi nazwiskami kłamstwa skierowane do Komisarza Wyborczego.

Burmistrz tworzy nowe zwyczaje

Również burmistrz Ewa Filipiak wykazała się nie lada troską o referendum. Co prawda sama nie dopełniła swoich obowiązków informacyjnych (o czym poprzednio pisaliśmy), ale wydała zarządzenie, w którym precyzuje, jak wygląda zwyczajowy sposób informowania o referendum lokalnym. Okazuje się, że zwyczajem jest plakatowanie tablic rad osiedli i sołectw oraz umieszczenie ogłoszeń na internetowej stronie… urzędu. Pomijając liczbę czytelników tej strony (niewielka) i czytelników tablic (jeszcze mniejsza), umieszczenie na nich czegokolwiek… wymaga zgody. Kto miałby ją wyrazić? Burmistrz więc nie tylko określa, co jest zwyczajem, ale i decyduje, czy zwyczaj będzie praktykowany. Absurd! Ale czego się nie robi, aby nie utrudnić referendum?

Lista kłamców i oszustów

W Wadowicach powstaje więc lista kłamców i oszustów – ludzi, którzy poświadczą nieprawdę, aby Ewa Filipiak i Stanisław Kotarba zachowali swoje stołki. Ciekawi nas kto tym razem z imienia i nazwiska dał się nabrać na propagandę politykierów  – jak mawia lokalny „klasyk”. I bez wątpienia do nazwisk tych bardzo szybko dotrzemy, stanowią one bowiem informację publiczną. Już poprosiliśmy członków inicjatywy o skierowanie odpowiedniego pisma do UM Wadowice. Nazwiska kłamców na stanowiskach sołtysów i radnych opublikujemy. Warto wiedzieć, kto pozwolił się zeszmacić.

Nie zapominajmy też o zarządzeniu burmistrz. Po ogłoszeniu terminu głosowania przez Komisarza Wyborczego na burmistrz spocznie obowiązek ogłoszenia tego mieszkańcom. Wówczas strona urzędu i tablice informacyjne w całej gminie muszą zostać przez nią oplakatowane, zgodnie z przyjętym zarządzeniem. Jeżeli tak się nie stanie, burmistrz nie dopełni swojego obowiązku, czyli popełni kolejne przestępstwo. Czy wówczas sołtysi i przewodniczący rad osiedlowych zaprotestują i podpiszą kolejne podsunięte im pod nos oświadczenie?