Wadowicka Platforma „Obywatelska” cenzuruje radnego

Rada Miejska Wadowic słynie z niekonwencjonalnych uchwał. Kilka lat temu radni uznali Prezydenta RP za osobę niepożądaną w gminie. Z kolei w tej kadencji głosowali już za odebraniem sobie głosu (8. sesja), za uniemożliwieniem zabierania głosu przez mieszkańców (kilkukrotnie) oraz przyjęli rezolucję potępiającą rodzinę Siłkowskich. To jednak nie koniec. Poniżej opisujemy dwa kolejne wygłupy wadowickich radnych. Za nasze wspólne pieniądze

Kto widział udostępnianie w Internecie przez Inicjatywę Wolne Wadowice nagrania, ten wie, że obrady Rady Miejskiej Wadowic przypominają występy kabaretu, a nie działanie samorządu. Obradami kieruje burmistrz Ewa Filipiak, a większość radnych boi się nawet zabrać głos w obawie, że „podpadną” swojej mocodawczyni. Przepisy prawa opisujące sposób organizacji prac rady, jej kompetencje, czy uprawnienia poszczególnych komisji nie mają dla zwasalizowanej, zastraszonej i mentalnie wykastrowanej Rady żadnego znaczenia. Do rangi symbolu urasta toczące się właśnie postępowanie prokuratorskie w sprawie przewodniczącego RM Wadowic Zdzisława Szczura, który nie zwołał sesji na wniosek radnych oraz zniekształcał (fałszował) treść protokołów usuwając z nich kompromitujące burmistrz wypowiedzi. Do tej pory radni stosowali się przynajmniej do praw arytmetyki. Ale i to uległo zmianie.

Cudowne rozmnożenie radnych Platformy Obywatelskiej

W Radzie Miejskiej zasiadają przedstawiciele 4 komitetów wyborczych. Trzy z nich to komitety partyjne: PIS (5 osób), PO (5 osób) oraz SLD (2 osoby). Największą reprezentację (9 osób) posiada jednak Wspólny Dom, czyli komitet poparcia Ewy Filipiak. O pluralizmie poglądów, pożądanym w demokracji, można zapomnieć. Podział radnych na poszczególne komitety to fikcja, a większość radnych to po prostu polityczna klientela magistratu, dla niepoznaki i wypracowania lepszego wyniku podzielona pomiędzy różne ugrupowania.

Listy każdego z tych ugrupowań układa ta sama osoba: Stanisław Kotarba, czyli formalnie szef powiatowej struktury Platformy Obywatelskiej. W rzeczywistości lokalny polityczny „baron”. Nic dziwnego, że rola radnych sprowadza się do przegłosowywania podsuwanych przez burmistrz projektów uchwał. Bez jednego słowa. Radni Rady Miejskiej Wadowic w ostatnich latach nie stworzyli żadnej uchwały. Więcej, nie chcą nawet poprawić ewidentnych bubli, które na wniosek burmistrz przegłosowali, jak np. uchwałę w sprawie opłat za przedszkola. Nie chcą o niczym dyskutować, odmawiają zajmowania się ważnymi dla mieszkańców sprawami. Tych zresztą w ogóle nie chcą słuchać, bo regularnie głosują, że mieszkańcy nie mają prawa zabierać w czasie obrad głosu. Stoi to w sprzeczności z ogólnopolskimi trendami, ale w Wadowicach trendy nie mają, jak widać, znaczenia.

Piszemy o tym, aby uświadomić Państwu, że wpływ na działanie Gminy radnych po prostu nie interesuje. Dlatego właśnie, pomimo tego, że w Radzie możliwe było powołanie aż 3 klubów radnych, do tej pory nie powstał ani jeden. A klub to ważne narzędzie lokalnej polityki.

Koło radnych PO w opozycji do PO

Od wyborów w Radzie Miejskiej działa jednak Koło Radnych, stworzone przez reprezentantów PO. To namiastka tego, jak powinien wyglądać samorząd. W skład koła wchodzą: Tomek Ramenda, Paweł Janas oraz niezwykle aktywny Henryk Odrozek. Janas i Odrozek startowali z tego samego okręgu wyborczego z listy PO. Obaj zdobyli mandaty pomimo dalszych miejsc na liście. Choć ze sobą rywalizowali, teraz bez problemu się dogadują. A Koło PO od początku powstania zgłasza inicjatywy uchwałodawcze. Oczywiście wszystkie przepadają w głosowaniach, wspierane jedynie przez dwóch radnych SLD i Mateusza Klinowskiego ze Wspólnego Domu.

Jest to dziwne, bo propozycje radnych PO nie zyskiwały poparcia nawet wśród ich kolegów, którzy również startowali z list PO. Stanisław Hucisko oraz Kazimierz Kuzon, bo o nich tu mowa, stworzeniem wspólnego klubu, czy popieraniem koła PO nie byli nawet zainteresowani. To dzięki temu właśnie PO straciła szansę na posiadanie własnego klubu w radzie. Ale to nie koniec niespodzianek.

Do Rady Miejskiej dostał się bowiem jeszcze jeden członek PO. Mariusz Ruła startował jednak z list Wspólnego Domu. Co robił na liście innego komitetu wyborczego, łamiąc tym uchwały i statut własnego ugrupowania?

Jedno jest pewne, na takie działanie miał pozwolenie Stanisława Kotarby, szefa powiatowej struktury PO. Można się domyślać, że to Kotarba blokował również powstanie klubu PO w Radzie Miejskiej.

„Klub wydmuszka PO”, czyli o tym jak 6-3=5

Dla wielu obserwatorów wadowickiej polityki Kotarba jest koniem trojańskim, którego obecność w PO ma służyć celowemu osłabianiu notowań tej partii w wyborach samorządowych. Nic dziwnego, że działania Kotarby wreszcie wzbudziły zaniepokojenie małopolskich władz PO. Pod koniec lutego 2012 roku, prawie 1.5 roku po wyborach, w Radzie Miejskiej Wadowic powstał więc wreszcie Klub PO. Ale zdziwiłby się ten, kto sądził, że klub ten złożony jest z tych radnych, którzy od początku kadencji pracowali na wizerunek partii.

Na czele nowego klubu stanął radny Mariusz Ruła z Choczni. Właśnie ten, który w wyborach samorządowych, łamiąc wewnątrzpartyjne przepisy, w ogóle nie startował z list PO! Co więcej, w składzie klubu w ogóle nie znaleźli się… członkowie prężnie działającego koła PO! Doszło więc do niespotykanej w skali kraju sytuacji, kiedy w jednej radzie działają dwa stronnictwa PO, pozostające do siebie w opozycji. Sytuacja ta z pewnością szkodzi wizerunkowi Platformy Obywatelskiej, a odpowiada za to oczywiście Stanisław Kotarba, lokalny lider PO.

źródło: Wadowice24

Czy jednak powstanie nowego klubu radnych PO w ogóle było możliwe? Przyjrzyjmy się liczbom. Po wyborach, o czym już pisaliśmy, PO miało 6 radnych. 3 z nich utworzyło Koło PO, czyli zostało 3. Jak zatem zdołano zgromadzić wymagane do powstania klubu 5 osób?

Zagadka rozwiązuje się, gdy spojrzymy na skład osobowy nowego tworu. Andrzej Gałuszka i Michał Ogiegło to nowo-przyjęci członkowie PO, zapisani do partii jedynie po to, aby Kotarba mógł wykazać się przed władzami Platformy, a jednocześnie stworzyć klub z całkowicie podległych mu osób. Tylko czy władze te będą zadowolone, że w Radzie Miejskiej PO ma klub stanowiący czystą fikcję?

Do dzisiaj nieznany jest regulamin Klubu PO. Trudno było też sobie wyobrazić, że członkowie tego fikcyjnego tworu czymkolwiek będą się Radzie wyróżniać. Jednak Kotarba i tym razem stanął na wysokości zadania. Jakby nie dość było jeszcze ośmieszania demokracji w Wadowicach, postanowił on… wykorzystać nowy klub do cenzurowania radnych.

„Klub wydmuszka” cenzuruje radnego

Dnia 26 kwietnia 2012 roku miała miejsce pierwsza sesja Rady Miejskiej z udziałem Klubu PO. I od razu doszło do skandalu. Mariusz Ruła nieskładnie odczytał podany mu przez Stanisława Kotarbę przed sesją wniosek o… wykreślenie dwóch wypowiedzi radnego Mateusza Klinowskiego z protokołu poprzedniej sesji, który Rada miała właśnie przyjąć.

Zdaniem radnych Klubu PO wypowiedzi te były „nieprawdziwe i obraźliwe dla radnych i burmistrza Wadowic, skandaliczne”, stanowiąc „nic nie wnoszące spekulacje i pomówienia, które szkodzą dobremu wizerunkowi gminy Wadowice, a co najważniejsze zacierają różnice pomiędzy prawdą, a kłamstwem”, będąc przy tym „rażącym przykładem manipulacji i arogancji”.

Wskazane we wniosku wypowiedzi dotyczyły „Rezolucji Rady Miejskiej z dnia 16 czerwca 2011 roku w sprawie prób zakłócania uroczystości beatyfikacyjnych Jana Pawła II” oraz jakości prac Komisji Rewizyjnej, której Klinowski jest członkiem.

Radni Klubu PO uznali, że wspomniana rezolucja „w żadnym stopniu nie dotyczyła sióstr Siłkowskich”, wbrew oczywistym faktom i wbrew opinii samych zainteresowanych. Siłkowskie były zresztą na sesji w chwili uchwalania wniosku, ale radni postanowili nie udzielić im głosu, choć o to zabiegały. W następstwie rozwinęły one baner z napisem: „Wadowiczanie żądają prawa głosu na sesjach„. Ale to protesty Klinowskiego przeciwko rezolucji i nawoływanie do przeproszenia obu pań uznano za „wypowiedź opartą na kłamstwie”.

Radni Klubu PO stwierdzili również, że Klinowski podważył autorytet Komisji Rewizyjnej i nie zna zasad jej funkcjonowania, skoro twierdzi, że Komisja ta nie funkcjonuje, co oczywiście zasługiwało na potępienie.

Za przyjęciem wniosku Klubu PO głosowali wszyscy radni z wyjątkiem 3. Andrzej Petek i Janina Kamińska to przedstawiciele SLD, Tomasz Ramenda zaś jest członkiem Koła PO. Dwóch pozostałych członków koła – Odrozek i Janas, nie wzięło w ogóle udziału w głosowaniu uznając je – słusznie – za bezprawne.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że Wojewoda Małopolski kuriozalną uchwałę Rady uchyli. Łamie ona nie tylko regulamin Rady Miejskiej Wadowic, ale przede wszystkim standardy demokratycznego państwa prawa i przepisy Konstytucji RP.

Radni Klubu PO twierdzili w swoim wniosku, że protestują przeciwko „ośmieszaniu Rady Miejskiej poprzez wypowiedzi nieprawdziwe, obrażające i niezwiązane z tematyką danej sesji”. Problem w tym, że jeżeli coś i ktoś ośmieszył ponownie Radę Miejską Wadowic, to właśnie oni sami. A samorządowy kabaret trwa w najlepsze.

Bez wątpienia lokalny lider PO – Stanisław Kotarba szkodzi wizerunkowi samorządu Wadowic, o swojej mocodawczyni – burmistrz Wadowic, nie wspominając. Dziś jak na dłoni widać też, że szkodzi przede wszystkim interesom Platformy Obywatelskiej. Ale struktury małopolskie najwyraźniej taki stan rzeczy akceptują. Jak długo jeszcze?

Post Scriptum. W czasie wyborów samorządowych „koń trojański” Kotarba aktywnie działał na rzecz pogorszenia wyników kierowanego przez siebie ugrupowania, co widać chociażby w okręgu wyborczym, w którym startowali Odrozek i Janas.

Decyzją Kotarby „jedynką” była tam szerzej nieznana Małgorzata Grabińska, a „dwójką” Krzysztof Kopacz, radny i wydawca Wiadomości Powiatowych, o którego zatrudnieniu w Urzędzie Miasta „po znajomości” było ostatnio głośno. Oboje nie otrzymali mandatów, a zdobyli je startujący z dalszych pozycji Janas i Odrozek.

Na listach PO Kotarba umieszczał więcej swojej klienteli politycznej bez szans na mandat, co odbywało się ze szkodą dla Platformy. Przykładem jest do niedawna kompletnie nieznany Piotr Hajnosz (student, obecnie zatrudniony w UM Wadowice, chyba dzięki talentom komediowym prezentowanym w czasie występów w osiedlowej telewizji) oraz Mirosław Nowak, były wicestarosta, kandydat na burmistrza Andrychowa, który nie tylko uzyskał śladowe poparcie, ale nawet nie wszedł do Rady Powiatu.