Uwaga! Grasuje „Kocicho”!

Stanisław Kotarba, twierdzi, że jest „uczciwym i odważnym samorządowcem” człowiekiem o wielkich politycznych zasługach i politycznym sprycie. Prawda wygląda jednak zupełnie inaczej. Kotarba to prawa ręka burmistrz Wadowic Ewy Filipiak, zatrudniony w UM Wadowice na fikcyjnym stanowisku „rzecznika”. Choć on sam słynie głównie z zagmatwanych, niezrozumiałych wypowiedzi – o lewicy, komunizmie i innych mrocznych siłach zagrażających „papieskiemu grodowi”, to metody polityczne Kotarby wywodzą się wprost z metod komunistycznej bezpieki: fabrykowane dowody, procesy, pomówienia, próby zastraszania prywatnych osób i dziennikarzy, tłamszenie wolności prasy, czy publiczne groźby. Jedynym udanym projektem politycznym Kotarby jest jego utrzymywanie się przy władzy przez ostatnie 17 lat i sterowanie poczynaniami manipulowanej przez niego burmistrz. Dziś coraz więcej osób zdaje sobie jednak sprawę, z kim ma do czynienia. Przedstawiamy kolejny tekst pokazujący prawdziwą twarz Platformy Obywatelskiej w Wadowicach – lokalnego lidera tej partii i kolegi posłów Ireneusza Rasia oraz Pawła Grasia. Uwaga! Grasuje Kocicho!

W czasie zeszłorocznych wyborów do parlamentu Stanisław Kotarba, rzecznik burmistrz Ewy Filipiak oraz szef powiatowej Platformy Obywatelskiej, reklamował się hasłem „uczciwość i odwaga”. Kampanię wyborczą prowadził jednak nadużywając prawa i pozywając swoich krytyków do sądu w tzw. „trybie wyborczym”. Przed sądem składał bełkotliwe zeznania i prezentował dowody wątpliwe, jak choćby własny życiorys, który zasadniczo odbiegał od tego, który publikował kilka lat wcześniej.

Czy Stanisław Kotarba okłamał sąd?

Bezpośredni dialog z wyborcami również nie wychodził Kotarbie najlepiej. 23 września pod Urzędem Miasta przyjął nawet formę gróźb i pomówień, które Kotarba kierował do protestujących przeciwko niegospodarności burmistrz Ewy Filipiak mieszkańców. Niedawno w tej sprawie wypowiedział się wadowicki sąd. Jak się okazało, decyzję Prokuratury Rejonowej o odmowie wszczęcia dochodzenia uchylono. Sprawa gróźb będzie więc miała swój dalszy ciąg. Ale to nie wszystko.

12 września 2011 roku Bolesław Kot (lat 74), były pracownik UM Wadowice i współpracownik burmistrz Ewy Filipiak, opublikował artykuł, gdzie opisał kilka kłopotliwych dla władz UM „sprawek” lokalnego samorządu, w które zamieszany był Kotarba:

O Filipiak, Kotarbie i gospodarności słów kilka.

Tekst kończy się stwierdzeniem podsumowującym deklaracje składane m.in. przez Kotarbę w kampanii wyborczej: Tylko czekać, członkowie gangu pruszkowskiego publicznie ogłoszą, że wierni Papieżowi.  Treść artykułu była dla opisanych w nim osób druzgocąca, ale ani Filipiak, ani Kotarba nie podjęli próby polemiki, o pozwach nie wspominając. Nic jednak dziwnego, gdyż oboje na Bolesławie Kocie wielokrotnie wcześniej łamali sobie zęby, przegrywając z nim liczne procesy. Z prawa do sprostowania czy polemiki też nikt nie skorzystał, ale pod artykułem zaczęły się pojawiać anonimowe komentarze. Jednym z nich Bolesław Kot poczuł się szczególnie dotknięty.

Z tekstu wynika, że Bolesław Kot był członkiem PZPR. Podobno za pieniactwo został wyrzucony z zakładów chemicznych w Alwerni. Później został przyjęty do magistratu, gdzie również dawał w dupę przełożonym, w końcu poszedł na emeryturę.twierdził internauta podpisany jako „Kocicho”.

Kot zwrócił się do Prokuratury Rejonowej w Wadowicach o ustalenie tożsamości „Kocicha”.

Jeśli Prokuratura odmówi pomocy w ustaleniu, kto to jest Kocicho, to według mnie będzie to dowód, że Prokuratura nie jest zainteresowana w ochronie dóbr osobistych tych obywateli, którym nie było i nie jest obojętne marnowanie majątku społecznego. – napisał we wniosku do prokuratury Kot.

Organy ścigania do sprawy podeszły rzetelnie. Kot podejrzewał, że autorem jest jedna z osób opisana przez niego w tekście. Miał rację.

Po analizie złożonej przez Kota obszernej dokumentacji swojej zawodowej przeszłości (blisko 100 stron), prokurator rejonowy pismem z dnia 29 lutego 2012 poinformował Bolesława Kota, że komentarz „Kocicho” wyczerpał znamiona przestępstwa pomówienia. Przestępstwo takie ścigane jest jednak z oskarżenia prywatnego, a zatem prokuratura dalsze dochodzenie musiała umorzyć. W toku podjętych czynności ustaliła jednak IP autora. I cóż się okazało? Kocichonapisał swój komentarz o godz. 23:51 na domowym komputerzeStanisława Kotarby. Tego samego, który w kampanii wyborczej podkreślał swoją… uczciwość i odwagę!

Zdumiewające, ale nie jest to pierwszy przypadek, kiedy Kotarba rozpowszechniał pod adresem Kota pomówienia. W 1994 r. w redagowanej przez siebie gazecie „Echo Wadowic” o Kocie na pierwszej stronie napisał kilka obelżywych zwrotów, by na koniec stwierdzić, że jest on autorem modelowej propagandy nienawiści.

Kot próbował publikować polemiki, ale Kotarba nie reagował, gdyż pomówienia miały mu pomóc wygrać wybory samorządowe (Kot był wówczas kontrkandydatem Kotarby na stanowisko radnego). Tak właśnie, dzięki obelgom i pomówieniom, rozwijała się samorządowa kariera Kotarby – uczciwego i odważnego. Kotarba przeprosił Kota dopiero w wyniku długiego procesu, który przegrał ostatecznie w 2000 roku. O treści jego pomówień pod adresem B. Kota z 1994 r. nikt już wtedy jednak nie pamiętał.

„Człowiek Solidarności”, rzecznik „papieskiej burmistrz”, „obrońca moralności chrześcijańskiej w Gminie” – oto niektóre z określeń, jakich pod swoim adresem używa Kotarba. Próżno jednak oczekiwać, że stać go będzie na przeprosiny pod adresem prześladowanego w czasach PRL, starszego już dziś człowieka. O sprawie Kocicha napisała w dość wyważony sposób kilka dni temu „Gazeta Krakowska”.

Ale Kotarba nie tylko odmówił gazecie wypowiedzi. Wyparł się on też autorstwa komentarza, twierdząc, że stał się ofiarą politycznego spisku. Dziennikarza piszącego o sprawie miał zaś zastraszać. Najwyraźniej Kotarba nadal jest przekonany, że mieszkańcy Wadowic bezrefleksyjnie wierzyć będą w każdą powtarzaną przez niego bzdurę i akceptować stosowane od lat ubeckie metody. „Odważny” szef Platformy Obywatelskiej Stanisław Kotarba do końca kwestionować zatem będzie, że w środku nocy, 12 września, w okresie prowadzonej przez siebie kampanii wyborczej, to on siedział przed komputerem w swoim domu, pisząc na nim anonimowe komentarze. Ile jeszcze podobnych komentarzy pojawiających się na lokalnych portalach zawdzięczamy Kotarbie?

POST SCRIPTUM. Z Kotem kilka procesów przegrała również Ewa Filipiak. Zasądzonych kosztów sądowych nigdy nie zapłaciła, nie przeprosiła. Pieniądze odzyskał dopiero komornik, bo burmistrz Wadowic wyroki sądów ignorowała. Tym pewnie objawia się jej wierność Papieżowi, o której przy każdej okazji trąbi.