Upolityczniony szpital w Wadowicach

Za budowę wadowickiego szpitala wzięli się fachowcy

Publikujemy nadesłany nam przez jednego z czytelników tekst poświęcony Powiatowemu Szpitalowi im Jana Pawła II. To już kolejny na głos na naszym portalu dotyczący wadowickiej służby zdrowia, za której problemy odpowiadają traktujący ją instrumentalnie politycy lokalni.

Starosta Jacek Jończyk wraz z zastępcą, niczym bohaterowie “Ziemi Obiecanej” Władysława Reymonta, radośnie zawołali: “ja nie mam nic, ty nie masz nic, budujemy fabrykę”. Jednak budowa kolejnego pawilonu szpitalnego nie odbywa się za prywatne pieniądze, ale publiczne – nas wszystkich. I pomimo tego, że rządzenie powiatem to nie literacka fikcja, mieszkańcy Wadowic, Andrychowa, Kalwarii i innych okolicznych gmin nadal nie wiedzą, czy budowniczy Jończyk wyda 20, 30 czy 60 milionów złotych. Wiadomo tylko, że starostwa na taką budowę nie stać. Wiadomo też, że nie wiadomo, skąd powiat ma pieniądze zdobyć…

Komentując kolejne wystąpienia publiczne, Jończyka jedynie jeden polityk lokalny bije na alarm i prosi starostę o wyjaśnienia, na czym opiera on swoje nadzieje pozyskania potrzebnych na budowę środków. To radny gminny Mateusz Klinowski. Gdzie pozostali? Co dzieje się z “budowniczym szpitala”, wiceprzewodniczącym Rady Powiatu, czyli Stanisławem Kotarbą, który nie pojawia się na kluczowych dla służby zdrowia sesjach, a także nie uczestniczy w obradach społecznej rady ZOZ?

Czytaj i oglądaj relację: Starosta Jończyk znów po prośbie

Budowę rozpoczęto według znanej, polskiej zasady: “jakoś to będzie”. Burmistrz Wadowic zdaje sobie sprawę z widmowości planów i ruchomych piasków, po jakich postanowił poruszać się Jończyk. Dlatego, jak zwykle kluczy i zbywa. “Szpital trzeba budować” – deklaruje – ale jaką kwotą i kiedy wspomóc budowę, to się dopiero zobaczy. Póki co, Rada Miasta Wadowic przyjęła kuriozalną uchwałę, z której nic nie wynika. Uchwalono “wyrażenie woli udzielenia wsparcia finansowego” dla Powiatu Wadowickiego. Wsparcia w jakiej formie, kiedy, w jakiej wysokości? Tego nikt nie wie. W przyjętym niedawno budżecie, a także prognozie finansowej dla Wadowic, brak jest o takiej pomocy nawet wzmianki.

Nieszczera uchwała Rady Miasta Wadowice

Z krainy fikcji wróćmy jednak do tego, co już mamy i z czego wadowiczanie korzystają od blisko stu lat. ZZOZ wychodzi na prostą i nie grozi mu ustawowa prywatyzacja – tak brzmi oficjalna propaganda Starostwa. U podstaw optymizmu leży ustawa o świadczeniu usług zdrowotnych, sankcjonująca kreatywną księgowość i zakłamująca wynik ekonomiczny szpitala. Wedle niej amortyzacja nie stanowi kosztu, co pozwala dyrekcji ZZOZ twierdzić, że roczny wynik finansowy szpitala będzie dodatni. Ale realia życia i ekonomii dowodzą, że nawet, jeżeli na papierze nie policzymy kosztów zużywającego się sprzętu i budynków, proces ten będzie zachodził. I kiedyś trzeba będzie za to zapłacić. Dyrektor szpitala z nadania starosty, Urszula Lasa, właśnie ogłosiła, że już teraz na odtworzenie zużytego sprzętu potrzeba 4 miliony złotych. W ostatnich latach w remont budynków i pomieszczeń szpitala już wpompowano kilka milionów złotych.

A jest jeszcze skrzętnie przemilczany problem długów wymagalnych, których suma na koniec 2012 roku przekroczyła kwotę 10 mln złotych. Plan starostwa zakłada, że szpital będzie je sukcesywnie spłacał. Znów nie bardzo wiadomo, w jaki sposób. Przy obecnym oprocentowaniu i niskiej zyskowności szpitala, poziom długu będzie wzrastał tytułem samych odsetek ok. 1 mln rocznie. Z czego szpital pokryje bieżące remonty, zakupy drogiego sprzętu? A przecież nie jest marzeniem mieszkańców szpital, w którym będzie się oszczędzało na wszystkim – pensjach, lekach, środkach czystości, ogrzewaniu. Poprzedniej zimy w szpitalu pękały rury, przez wiele dni brakowało wody, w kotłowni opalano starymi gratami. Obraz nędzy i rozpaczy.

Zadłużona placówka nigdy nowoczesna nie będzie, choćby dlatego, że współczesna diagnostyka i leczenie są coraz droższe. Rozmijają się oczekiwania władzy i mieszkańców -starosta chce szpitala i stanowisk dla swoich bliskich i znajomych, pacjenci chcą szpitala nowoczesnego.

Ciekawie się przedstawiają dochody ZZOZ za 9 miesięcy 2012 roku. Wynik finansowy na plus zanotowały jedynie oddziały wewnętrzne; Wewnętrzny I (dr Krupnik) 212.623,74 zł, Wewnętrzny II (dr Czopek) 100.005,85 zł. Reszta to niestety straty. Rekordzista, Odział Chirurgii Urazowej minus 888.961,79 zł i dalej w kolejności; 825.732,30 Oddział Chirurgii Ogólnej, 739.988,69 zł, Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii, 642.997,83 zł, Oddział Ginekologiczno-Położniczy, 370.871,72 Oddział Zakaźny, 281.825,94 zł SOR, 196.530,59 zł Oddział Noworodków. Przedmiot dumy i  dowód talentów biznesowych nowej ekipy, czyli Oddział Geriatryczny… minus 53.089,33. Najmniejszą stratę zanotował Oddział Dziecięcy 9.286,16 zł.

Zastanawiają ogromne różnice w wydatkach na leki pomiędzy oddziałem Wewnętrznym I a Wewnętrznym II. Przy podobnej liczbie łóżek Oddział I dra Krupnika na leki wydał tylko 165.121,82 zł, podczas, gdy Wewnętrzny II dra Czopka, wydał 230.793,74 zł. Czy to oznacza, że wewnętrzny I lepiej omijać, bo leczą tam aspiryną i lewatywą?

Zestawienie milionów, które w ostatnich latach wydajemy na remonty w szpitalu

Jest jeszcze jedna sprawa, o której cicho. Trudno ocenić, czy z powodu braku kompetencji, czy dlatego, że decydenci zdają sobie sprawę z zagrożenia? Żaden biznesplan nie obejdzie się bez wskazania konkurencji i związanych z tym zagrożeń. Ani Jończyk ani Królikowa, nie wspomnę o dyrekcji ZZOZ, nie zauważają aktywności szpitala w Oświęcimiu, ukierunkowanego skutecznie na zyskowną kardiologie, czy planowanego w Żywcu najnowocześniejszego szpitala w Polsce, w którego budowie mają partycypować Kanadyjczycy. Nikt nie bierze pod uwagę zagrożenia ze strony szpitala w Suchej, którym już niedługo z powrotem będzie rządził ustosunkowany i rzutki Marek Haber. Ponadto, pod rządami nowej ustawy jak grzyby po deszczu będą rosły prywatne kliniki, które mogą sprawić, że po korytarzach wadowickiego szpitala będzie hulał wiatr.

U władzy pokutuje myślenie z poprzedniej epoki. Jakby nie dostrzegała, że żyjemy w gospodarce rynkowej i żadne urzędnicze dąsy nie przestraszą prywatnych inwestorów. Czy dyrektor więzienia od zawsze na państwowym wikcie (Jończyk) oraz specjalistka od rejestracji (Lasa) będą w stanie nawiązać walkę z prywatną, nowoczesną służbą zdrowia? Chyba jedynie poprzez stopniowe prywatyzowanie zarządzanej lecznicy. Już dzisiaj wiele się mówi o prosektorium, gdzie usługi objęła prywatna firma z Krakowa – kolejny biznes rodzinny powiązany z Jończykiem. W kolejce ustawiają się następne.

Obrońcy szpitala i lokalni polityczni budowniczy nie zwracają również uwagi na problem kadr. Juz w tej chwili brakuje lekarzy i pielęgniarek. To zrozumiałe, bo kto wykształcony i ambitny zechce robić karierę w zadłużonym, zapyziałym prowincjonalnym szpitalu? Może poza jego dyrektorem technicznym Ponikło, którego wiedza jest szczególnie imponująca w zakresie organizowania kolejnych remontów przy udziale zaprzyjaźnionych przedsiębiorców. “Wiedza” ta stała się pewnie powodem odejścia Ponikły z pracy w szpitalu w Krakowie, ale jest ona w cenie w Wadowicach.

Wbrew publicznie wyrażanym nadziejom starosty Jończyka, którymi mami on mieszkańców Wadowic, samą kubaturą szpitala nie wygramy, nawet, jeżeli posadzona ona zostanie na 320 palach. Ale czy staroście i innym lokalnym politykom zależy na nowoczesnej służbie zdrowia w Wadowicach? Czy raczej stanowiskach do odsadzenia i kasie, którą dzięki temu mogą kontrolować? Jednym słowem – lokalnej polityce. Historia wielkiej rozbudowy szpitala może skończyć się wielką prywatyzacją remontowanych, budowanych i wyposażonych za nasze pieniądze oddziałów. Prywatyzowany majątek zostanie sprzedany za ułamek wartości, a zaciągnięte przez polityków długi będziemy spłacać latami. Tylko rodziny rządzących będą się miały dobrze. I to na tyle, że stać będzie je na leczenie w prywatnych klinikach, daleko od Wadowic.

Autor: ***

Publikowane dokumenty otrzymaliśmy od stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice.

Więcej na temat szpitala w dziale: Szpital w Wadowicach.