Trzymał mikrofon i został Statywem. Opozycja wygrywa w sądzie

_hajnosz

Znani z łamania prawa i politycznej gangsterki urzędnicy UM Wadowice z Platformy Obywatelskiej próbowali upokorzyć rękami sądu radnego nagłaśniającego ich zachowania. Proces o naruszoną cześć urzędnika zakończył się kompromitacją i jego ucieczką z sądu.

Piotr Hajnosz przed rokiem złożył w Sądzie Rejonowym w Wadowicach “akt oskarżenia” przeciwko radnemu Mateuszowi Klinowskiemu. Dokument można przeczytać na blogu radnego, omawia on tam również przebieg całego postępowania. W wielkim skrócie, Hajnoszowi nie spodobało się, że Klinowski napisał w jednym z komentarzy pod tekstem na jednym z lokalnych portali wyprawie Hajnosza ze Stanisławem Kotarbą do Kalwarii Zebrzydowskiej, w czasie której wieszali plakaty przeciwko referendum. Panowała już cisza wyborcza, a obaj panowie zostali złapani na gorącym uczynku przez organizatorów referendum.

Czytaj: Kocicho grasował w Kalwarii

Hajnosz skarżył się w akcie oskarżenia, że Klinowski nazywa go „statywem”, i to pomimo tego, że tak piszą o nim powszechnie lokalni internauci. Takie stwierdzenie miało go poniżać i… odczłowieczać. Przezwisko „Statyw” przylgnęło do Hajnosza w czasie pamiętnego wystąpienia Kotarby, kiedy ten w kampanii wyborczej 2011 roku do Sejmu wygrażał mieszkańcom Wadowic przez megafon. Megafon trzymał Hajnosz.

Hajnoszowi przeszkadzały też słowa radnego o tym, że kara za zakłócanie ciszy wyborczej niczego go nie nauczy i w następne wybory urzędnik znów będzie łamał prawo. Co zdumiewające, w czasie trwania procesu doszło do kolejnego referendum, tym razem w Wadowicach, w czasie którego Piotr Hajnosz najprawdopodobniej brał udział w niszczeniu banerów organizatorów referendum, rozwieszał zaś w ciszę wyborczą plakaty o treści identycznej, jak to miało miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej. Robił więc dokładnie to, co przewidywał radny.

Jak w Sądzie Rejonowym umorzono karę Hajnoszowi

Pomimo tego, że Hajnosz i Kotarba zostali przyłapani na zakłócaniu ciszy wyborczej, nie ponieśli z tego powodu żadnych dolegliwości. Początkowo wydawało się, że kara ich nie minie, a Kotarba bełkotliwie tłumaczył się dziennikarzom, że tylko kierował samochodem. Ostatecznie policja wystąpiła o ukaranie wyłącznie jego młodego podopiecznego. Ten jednak od grzywny w zawrotnej wysokości 100 zł się odwołał, a to, co nastąpiło dalej można odbierać jako kolejny dowód skorumpowania miejscowego wymiaru sprawiedliwości. Otóż, sprawę umorzono, a prowadząca sprawę sędzia uznała, że zeznania świadków, którzy przyłapali Kotarbę i Hajnosza na gorącym uczynku, wydają się potwierdzać, że Hajnosz i Kotarba nie wieszali plakatów w Kalwarii. Oczywiście zeznania świadków mówiły zupełnie coś innego…

Decyzja sądu zapada w sprawach o wykroczenia bez udziału publiczności. Bulwersujące okoliczności umorzenia sprawy przez wadowicki Sąd Rejonowy pozostałyby więc na zawsze tajemnicą, a Hajnosz mógłby grać niewiniątko, gdyby nie… głupota i brak elementarnej wiedzy na temat prawa.

Na co liczyli Statyw i Kocicho?

Proces wytoczony radnemu Klinowskiemu miał za zadanie tylko jedno – uciszyć i upokorzyć najbardziej znanego w gminie krytyka władzy. Nie chodziło przecież o żadną urażoną godność, czy sprawiedliwość. Komentarz, jaki napisał Klinowski na temat złapania Hajnosza i Kotarby nie był ani obraźliwy, ani nieprawdziwy. Do tego mało kto go przeczytał. Komentarz jednak został podpisany, a to umożliwiło ściganie autora. Z tej okazji skwapliwie skorzystano.

Kotarba z Hajnoszem liczyli, że skoro posiadają w ręku umorzenie sprawy zakłócania ciszy wyborczej, proces karny przed sądem będzie tylko formalnością i Klinowski “zapiszczy” (jak miał mu obiecywać Kotarba). Obaj nie zdawali sobie sprawy, że w procesie o zniesławienie Klinowskiemu przysługuje uprawnienie do przeprowadzenia tzw. dowodu prawdy na okoliczności, które zostały im zarzucone. Tym samym sami skazali się na ponowne prowadzenie postępowania dowodowego w sprawie swoich wyczynów z Kalwarii Zebrzydowskiej – w tym ponownie przesłuchanie świadków.

Do tego, sąd karny nie jest związany ustaleniami innych sądów, chyba, że doszło do prawomocnego uniewinnienia. W sprawie Hajnosza jednak uniewinnienia nie było (tylko umorzenie z braku wystarczających dowodów).

W czasie trwającego rok postępowania naoczni świadkowie – mieszkańcy Kalwarii, ze szczegółami opisywali więc wydarzenia z maja 2012 roku, kiedy Hajnosz i Kotarba wieszali plakaty antyreferendalne.

Fałszywe zeznania

Proces karny przerodził się w farsę. Klinowski, który był oskarżonym, w istocie występował w roli oskarżyciela, a na ławie oskarżonych zasiadał Hajnosz i wezwani przez niego świadkowie. Urzędnicy, którzy mieli pognębić Klinowskiego zamienili się w gnębionych. Ponieważ nie mieli innego wyjścia, nie chcąc się przyznać do zarzutów brnęli w kłamstwa.

Publiczność na rozprawach mogła się więc dowiedzieć, że Kotarba, Hajnosz i Płaszczyca ledwie się znają, nawet nie wiedzą, gdzie pracują, prywatnie się nie spotykają. Kotarba twierdził, że zajmuje się plakatowaniem miasta, bo to należy do obowiązków informacyjnych rzecznika burmistrz. A w Kalwarii Zebrzydowskiej z Hajnoszem mieli rozwieszać plakaty związane z koncertem papieskim w Wadowicach i skorzystali z ubikacji na parafii w Leńczach. Marcin Płaszczyca, redaktor Wadowice24.pl i asystent burmistrz, miał być świadkiem na okoliczność… napisania przez Klinowskiego komentarza, z którego dopiero dowiedział się o bulwersującej eskapadzie w Kalwarii. Chwilę wcześniej zeznawał jednak, że sam o niej pisał, bo miał relację z pierwszej ręki i w ogóle o polityce lokalnej wie wszystko. Zeznawać miał również radny Krzysztof Salachna, podobnie jak inni świadkowie narzędzie w rękach Kotarby, ale uniemożliwiła mu to choroba. Oszczędzono mu więc kompromitacji.

Można domyślać się, że sąd zdawał sobie sprawę, że stoi przed nim grupa kłamców starających się swoimi zeznaniami pogrążyć radnego, który zgodnie z prawdą opisał przypadek łamania prawa. Próżno jednak liczyć na reakcję sędziego – choć panowie popełnili przestępstwo i składali fałszywe zeznania, nic złego ich nie spotka. W ten jednak sposób, na drodze trwającego od lat przyzwolenia wychowano sobie w Wadowicach politycznych bandziorów, których boją się zwykli obywatele, na taką łaskawość wymiaru sprawiedliwości nie mogący liczyć.

Proces karny radnego skandalem?

Choć postępowanie zakończyło się dla radnego Klinowskiego szczęśliwie, skandalem było, że do procesu w ogóle doszło. Nietrudno się zorientować, że akt oskarżenia napisany ręką Piotra Hajnosza nie przedstawiał sobą żadnej wartości. Mimo to, przez prawie rok trwały kolejne rozprawy i postępowanie dowodowe – słuchano świadków, policjantów, oglądano filmy i zdjęcia. Wreszcie sędzia wydał wyrok, którego treść z góry była przesądzona, a wyrok mógł zapaść bez przeprowadzania kosztownego postępowania.

Klinowski został uniewinniony, a sędzia miał podkreślić, że nie tylko nie przekroczył granic debaty publicznej, ale przede wszystkim miał uzasadnione powody twierdzić, że Kotarba i Hajnosz zakłócali ciszę wyborczą w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tym samym Klinowski uzyskał wyrok stwierdzający to, czego obaj urzędnicy cały czas się wypierali!

Piotr Hajnosz zapłacił jedynie 300 zł kosztów postępowania, został też zobowiązany do zapłaty za adwokata oskarżonego przez niego radnego (kwota 700 zł). To żadna dotkliwość, bo niewątpliwie pieniądze te zostaną mu zwrócone przez mocodawców. Żadna nie wypłynie z tego dla niego nauczka.

Marionetka

Po ogłoszeniu wyroku radny Mateusz Klinowski zwrócił uwagę na to, że Piotrem Hajnoszem zwyczajnie w sprawie się posłużono. Wygląda więc na to, że składając akt oskarżenia, w którym Hajnosz protestował przeciwko nazywaniu go „statywem”, urzędnik doskonale wpisywał się w rolę popychadła i narzędzia. W Internecie zahuczało od różnych interpretacji roli, jaką Hajnosz odegrał. Podkreślano zwłaszcza uwikłanie jednostek o niskiej inteligencji w reżimy, zatracenie w źle rozumianą politykę i pychę wynikającą ze sprawowania urzędów.

Czytaj: Za „Statywa” do sądu. Urzędnik przegrał, Klinowski uniewinniony.

To najpoważniejsza i jedyna być może dolegliwość, jako spotka Kocicha i Statywa. Za sprawą wytoczonego przez nich procesu dowiedzieliśmy się, że naprawdę zakłócali ciszę wyborczą w Kalwarii Zebrzydowskiej, a mieszkańcy Wadowic zyskali kolejną okazję, by piętnować ich żenujące zachowania, kłamstwa przed sądem czy idiotyczne pretensje.

O grasowaniu w Kalwarii w 2012 roku już dawno nikt by nie pamiętał, a tak, dzięki Hajnoszowi, znów jest o czym pisać. Pozostaje jedynie liczyć, że urzędnik i wiceprzewodniczący lokalnej PO złoży apelację. Farsa będzie wówczas miała dalszy ciąg.