Szpital w Wadowicach, czyli zabawa w politykę (odcinek 1)


Czy wiesz, dlaczego Jacek Jończyk został starostą? Ile kondygnacji będzie miał nowy pawilon szpitala? Ile milionów kosztowały nas polityczne gierki Kotarby? Dlaczego dr Czopek musiał odejść? Piszemy o tym w pierwszym odcinku naszego tekstu o ZZOZ Wadowice. Drugi (i ostatni) odcinek opublikujemy już w piątek. 

Szpital w politykę uwikłany

Szpital im. Jana Pawła II – jego sytuacja finansowa oraz dalsza rozbudowa i modernizacja – to w Wadowicach jeden z najgorętszych tematów ostatnich lat. Ochrona zdrowia nie jest jednak powodem, dla którego lokalni politycy interesują się szpitalem. ZZOZ to pieniądze (kontrakt z NFZ to obecnie ponad 45 mln zł) oraz 650 osobowa załoga. Środowisko polityczne, które kontroluje ostatni w mieście tak duży zakład pracy, dzieli worek publicznych pieniędzy i zaskarbia sobie przychylność sporej grupy wyborców. Zwłaszcza w wyborach samorządowych przychylność ta ma ogromne znaczenie.

Historia rozbudowy szpitala to popis niekompetencji lokalnych polityków. Pierwsze błędne decyzje podejmowano jeszcze w latach 90-tych, ale największe zaniedbania miały miejsce w kadencji 2006-10. Wówczas Zarząd Powiatu kontrolowany przez Stanisława Kotarbę i ludzi wadowickiego magistratu doprowadził do całkowitego chaosu w planach rozbudowy lecznicy. W skład Zarządu wchodzili: Teresa Kramarczyk – starosta, Mirosław Nowak – wicestarosta, Stanisław Kotarba, Bożena Flasz, Jolanta Wąs. Sprawy te szczegółowo opisał w swoich tekstach inż. Bolesław Kot.

Zobacz: Kto zaszkodził wadowickiemu szpitalowi (odc. 1)?

Zobacz: Kto zaszkodził wadowickiemu szpitalowi (odc. 2)?

Kotarba, radny powiatowy i szef powiatowej struktury PO, nadal uważa się za głównego architekta rozbudowy szpitala. Ale w krytycznym momencie 2010 roku salwował się ucieczką od odpowiedzialności i razem ze swoimi ludźmi odszedł z Zarządu Powiatu. Po wyborach, zamiast samemu objąć stery, wolał schować się w cieniu innych. Tam czeka na dalszy rozwój wypadków. Ale bez obaw, przed wyborami bez wątpienia ponownie zainteresuje się szpitalem.

Starostą wadowickim jest obecnie Jacek Jończyk, z którym wiele osób wiązało nadzieje na zmianę stylu i sposobu sprawowania władzy w Powiecie. Niestety, nadzieje te, jak zaraz się Państwo przekonacie, są płonne, a kreowany na męża opatrznościowego Jończyk nie ustępuje w niczym swym „wielkim” poprzednikom.

Jończyk – człowiek z misją?

Jacek Jończyk, świeżo emerytowany dyrektor wadowickiego Zakładu Karnego, nie został starostą przez przypadek. Wcześniej sprawował mandat radnego, postrzegany był jako zwolennik lewicy. W ostatnich wyborach startował już jednak z listy „Wspólnego Domu”, a więc oficjalnego komitetu burmistrz Ewy Filipiak. Jak się tam znalazł? To ciekawa historia i warto od niej zacząć.

Jończyk mieszka w Choczni, skąd wywodzą się prominentni politycy lokalni: Józef Cholewka (obecnie wiceprzewodniczący RM Wadowic), Jerzy Ochman (były długoletni przewodniczący RM Wadowic, radny sejmiku wojewódzkiego). Nie jest tajemnicą, że Chocznia ma poważny wpływ na obsadzanie stanowiska burmistrza Wadowic (liczba głosów) i że wykorzystuje to środowisko polityczne miejscowości. Co więcej, Cholewka przekształcił OSP Chocznia w dobrze prosperującą firmę, co dodatkowo zwiększa jego wpływy w regionie. OSP obficie korzysta ze wsparcia gminy i na jej rzecz świadczy różne usługi. Jończyk w orkiestrze OSP Chocznia grał na trąbce. Ale przed wyborami samorządowymi w 2010 roku wygrywane przez niego melodie zaczęły niektórych niepokoić. Pojawiły się bowiem pogłoski, że Jończyk zamierza ubiegać się o fotel burmistrza Wadowic.

Jończyk był krytykiem poczynań dworu Ewy Filipiak, a ponieważ jego kandydaturę bez wątpienia poparłaby Chocznia, zdaniem wielu obserwatorów miał realne szanse na wybór. Zagrożenie dla „papieskiej burmistrz” Ewy Filipiak było poważne. Dlatego doszło do politycznych targów. W ich wyniku Jończyk nieoczekiwanie złożył Filipiak wiernopoddańczy hołd, stając się założycielem „społecznego komitetu poparcia” dla krytykowanej wcześniej burmistrz. Pierwszy poinformował o tym opłacany przez Filipiak lokalny portal.

„Widzę, że współpraca pomiędzy burmistrzem, a samorządem powiatowym jest Wadowicom bardzo potrzebna. Choćby dla takiego projektu jak rozbudowa szpitala” – mówił Jacek Jończyk, wychwalając Filipiak.

Potrzeba tej harmonijnej współpracy była najwyraźniej powodem, dla którego środowisko Filipiak zaoferowało Jończykowi funkcję starosty. Jończyk wyjaśnia dzisiaj, że propozycja padła dopiero po wyborach i była nieoczekiwana, a o żadnych targach nie było mowy. Pewnie również zbiegiem okoliczności jest, że kandydaturę Jończyka na starostę zgłosił… Kotarba, który w Radzie Powiatu zapewnia mu zaplecze polityczne w postaci kontrolowanych przez siebie radnych „Wspólnego Domu”, PO i PiS.

Kotarba usadowienie Jończyka na fotelu starosty uważa za swój sukces, choć niewątpliwie było to ustępstwo na rzecz Choczni. Sam Kotarba znalazł się poza Zarządem Powiatu i na rozbudowę szpitala, czyli rzekome „dzieło życia”, patrzy z odległości. Start w wyborach do parlamentu, skąd pewnie miał kontynuować swoje „dzieło”, okazał się spektakularnym niewypałem. Jednak rzecz nie wygląda wcale tak jednoznacznie. Jończyk stanął bowiem przed koniecznością posprzątania bałaganu, jaki pozostawił po sobie „wielki budowniczy”, dla którego temat szpitala był głównie sposobem zdobywania poparcia przed kolejnymi wyborami. Czy aby nie stało się tak, że został celowo wypuszczony na pole minowe?

Awantura wokół 7 kondygnacji

Jackowi Jończykowi nie sposób odmówić determinacji w dążeniu do celu. Było nim: szybkie rozpoczęcie budowy nowego pawilonu szpitala oraz usprawnienie zarządzania w ZZOZ, w którym narastało zadłużenie. Wątpliwości budzi sposób, w jaki cel ten postanowił osiągnąć. Przynajmniej w przeciwieństwie do Kotarby, składającego liczne deklaracje, ale unikającego konkretnych działań, nowy starosta szybko wziął się do roboty.

Zacznijmy od rozbudowy szpitala. W sierpniu 2006 roku, tuż przed wyborami samorządowymi, z inicjatywy Kotarby zostaje podjęta uchwała Rady Powiatu o przystąpieniu do budowy pawilonu „E”. Kotarba wchodzi następnie do Zarządu Powiatu, gdzie ma większość i może robić wszystko. Jednak do maja 2008 roku w sprawie nic się nie dzieje. Dopiero wówczas Zarząd Powiatu powierza Krystynie Grzesiek, dyrektor ZZOZ Wadowice, wykonanie projektu budowlanego szpitala. Ma on mieć 5 kondygnacji. Grzesiek zleca wykonanie projektu firmie „Pro-Medicus” z Krakowa. Koszt projektu to 854 tys. zł.

Jesienią 2009 r. Zarząd Powiatu dowiaduje się, że „Pro-Medicus” wykonał co prawda projekt, ale docelowy pawilon zamiast 5-ciu ma on aż 7 kondygnacji. Jego budowa kosztować zaś będzie ok. 114 mln zł. To wielokrotnie więcej, niż na ten cel planowano! Ponieważ takich pieniędzy Powiat Wadowicki nie ma, wybucha gigantyczna awantura.

Teresa Kramarczyk tłumaczy, że dyrektor Grzesiek przekroczyła udzielone jej pełnomocnictwo, a Zarząd odmawia zapłaty ZZOZ za projekt. Początkowo zgadza się z nią Nowak i Kotarba. Wkrótce jednak konflikt przenosi się na łono Zarządu Powiatu, gdzie najprawdopodobniej próbowano znaleźć winnego „wpadki” z ilością kondygnacji. Ostatecznie Kramarczyk decyduje się na odwołanie Mirosława Nowaka ze składu Zarządu. Wraz z nim rezygnację składają pozostali przedstawiciele środowiska magistratu: Kotarba i Flasz. Wkrótce i Grzesiek, wywodząca się z tego samego środowiska, zostaje odwołana.

Kramarczyk rekonstruuje Zarząd i z nowym układem sił w Radzie Powiatu próbuje ratować sytuację. 30 czerwca 2010 roku na sesji Rady Powiatu prezentuje koncepcję 3-kondygnacyjnego pawilonu „E”. Przygotowała ją firma „Pharmed Consulting”, która przedstawiła również analizę kierunków rozwoju ZZOZ w celu uzyskania przezeń standaryzacji, czyli dostosowania do wymogów unijnych. Zaproponowano zmiany organizacyjne, które miały podnieść efektywność i zyski. Koszt nowego pawilonu szacowano na 23.5 mln zł, co stanowiło ok. ¼ kosztu realizacji pawilonu wg. projektu dyrektor Grzesiek.

W połowie 2010 roku w starostwie opracowano zatem “plan awaryjny”, który miał szansę się powieść. Zmarnowano prawie całą kadencję, ale nie wszystko było jeszcze stracone. Niestety, zabrakło woli politycznej i czasu. Zaś przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi poprzedni, nierealny projekt rozbudowy szpitala zyskiwał w cudowny sposób coraz większe poparcie.

Budowę 7-kondygnacyjnego pawilonu „E” bardzo energicznie wspierała grupa pracowników ZZOZ występująca pod szyldem Obywatelskiego Komitetu Obrony Szpitala (OKOS). Na czele jej stał ordynator oddziału wewnętrznego Bogdan Krupnik. Krupnik i dyrektor Grzesiek zgodnie utrzymywali, że tylko 7 kondygnacji daje gwarancję rozwoju lecznicy i wyjścia z finansowych kłopotów. W ustach obu wymienionych było to stwierdzenie o tyle ciekawe, że przyczyną narastającego zadłużenia ZZOZ były lekarskie wynagrodzenia, które zmuszona była znacząco podnieść w wyniku strajku lekarzy w 2007 roku właśnie dyrektor Grzesiek. Którzy lekarze wówczas strajkowali? Nietrudno się domyślić.

Ulotka OKOS długo wisiała w centralnym miejscu bramy kościoła w Rynku

Tak więc, Grzesiek i Krupnik rozwiązanie problemu widzieli nie w swoim postępowaniu, ale w rozbudowie szpitala, na którą z kolei nie było stać starostwa. Głosom tym wtórowali Kotarba, Nowak i Flasz. Wymienieni jeszcze niedawno stanowili większość w Zarządzie Powiatu, ale budowy nie rozpoczęli. Więcej, sami wstrzymali wypłatę dotacji budżetowej dla szpitala za projekt, którego teraz bronili. Kotarba na Kramarczyk nie zostawiał suchej nitki. W mediach grzmiał, że jej działania są „chwytem socjotechnicznym”, choć była nim raczej nagła zmiana zdania przez Kotarbę, kiedy tylko składane deklaracje nie wiązały się już z żadną odpowiedzialnością. Portal Wadowice24.pl Marcina Płaszczycy, który już wówczas po kryjomu otrzymywał pieniądze z magistratu (choć Płaszczyca pisał o sobie „niezależny”) wprost robił z Kramarczyk wariatkę.

W całej awanturze lekceważono ostrzeżenia Marii Warchoł, skarbnika Powiatu, która twierdziła, że nawet 3-kondygnacyjny pawilon może przekraczać aktualne możliwości finansowe. Wokół projektu pawilonu „E” wybuchła histeria, doszło do protestów ulicznych, przepychanek.

Również wadowicki Kościół zapisał się niechlubnie w tej historii – nawoływaniom nieodpowiedzialnych polityków wtórowali bowiem z ambony księża. Ulotka OKOS, gdzie radnych podzielono na „dobrych” i „złych”, długo wisiała na drzwiach bazyliki w Rynku.

Skoro w takiej atmosferze Jacek Jończyk przejmował projekt rozbudowy szpitala,  nic dziwnego, że wiązano z jego osobą spore nadzieje.

Budowa za wszelką cenę

Po objęciu funkcji starosty Jacek Jończyk powrócił do projektu Grzesiek. Dzisiaj broni tej decyzji twierdząc, że wykorzystanie gotowego już projektu było finansowo najkorzystniejsze. W marcu 2011 roku zawarto kolejna umowę z „Pro-Medicus”, a jej przedmiotem było stworzenie, na bazie poprzedniego, nowego projektu budowlanego pawilonu „E” wraz z projektem wykonawczym. Powiat zapłacił też wreszcie zaległości wobec szpitala za poprzedni, 7-kondygnacyjny projekt budowlany. Z 7 kondygnacji pawilon „E” w nowej odsłonie zmniejszono do 5.

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że Jończyk buduje 5 kondygnacji nowego budynku szpitala. W wadowickiej polityce nic nie jest proste. Budowę podzielono bowiem na etapy i w praktyce doczekamy się jedynie trzech kondygnacji pawilonu „E”. Budowa kolejnych dwóch kondygnacji i poddasza może nigdy nie ruszyć z miejsca. W istocie więc Jończyk realizuje plan Kramarczyk za pomocą projektu Grzesiek, mówiąc, że realizuje koncepcję pośrednią. Czy to ma jakikolwiek sens?

Kolejne awantury polityków i projekty już kosztowały mieszkańców Wadowic sporo. Stracono cenne lata, z publicznych pieniędzy do tej pory wydano ponad 1.5 mln zł, a budowa obiecanego pawilonu nawet nie ruszyła z miejsca. I wciąż nierozstrzygnięte pozostaje pytanie najważniejsze: czy Powiat stać w ogóle na budowę oraz wyposażenie zaprojektowanego już pawilonu? Kłótnie o projekt zupełnie przesłoniły kwestię rozmiaru i zasadności ciężaru finansowego, jaki na barki Powiatu postanowił wziąć Jacek Jończyk. Jest o tyle istotne, że starosta nadal ma kłopot z przedstawieniem rzetelnych planów finansowania rozpoczynanej budowy.

Budowa pawilonu „E” w wersji 5-kondygnacyjnej ma kosztować około 60 mln złotych. Starostwo takich pieniędzy nie ma. Dlatego pojawił się pomysł, żeby budowę finansować przy pomocy okolicznych gmin oraz sprzedając majątek Powiatu. O kłopotach starosty z podaniem spójnej wizji finansowej dla swoich planów oraz wątpliwościach pisał w zeszłym roku radny RM Wadowic Mateusz Klinowski. Wielokrotnie zwracał na to uwagę również radny powiatowy Zbyszek Jurczak i inni.

Zobacz: Starosta Jończyk prosi o wsparcie

Jończyk nadal nie potrafi wyjaśnić, skąd weźmie pieniądze na sfinansowanie budowy. Jest to zastanawiające zwłaszcza w kontekście wieloletniej prognozy finansowej Powiatu Wadowickiego na lata 2011-24, gdzie na budowę szpitala przewidziano jedynie 30 mln zł. Kredyty bankowe to 18.5 mln zł, zaś sprzedaż majątku to 11.5 mln.

Fatalnie wyglądają perspektywy dla realizacji innych zadań Powiatu. Można zaryzykować stwierdzenie, że pawilon „E” to jedyne, co będzie w stanie zrobić nasz Powiat. W piśmie skierowanym do radnego Zbyszka Jurczaka w kwietniu 2011 roku starosta wprost stwierdza: „realizacja pozostałych zadań powiatu budzi wiele obaw i zagrożeń”!

Nie sposób nie zapytać, czy budowa pawilonu „E” w ogóle jest potrzebna, skoro nawet na nią nas nie stać? Z pewnością stanowi ona realizację ambicji części załogi szpitala oraz polityków lokalnych. Innym argumentem była rzekoma potrzeba dostosowania szpitala do norm unijnych (standaryzacja). Nie brakowało jednak głosów, że było to możliwe w ramach istniejących budynków. Dlaczego z tej opcji nie skorzystano? Pewnie dlatego, że rozbudowa szpitala stanowiła doskonałe paliwo do różnych lokalnych rozgrywek. Niestety, w gronie radnych powiatowych i zatrudnianych przez nich urzędników zabrakło zdolnych menadżerów, a efekcie nie tylko szpital, ale również cały Powiat pójść mogą na dno, przytłoczone kosztami politycznych zabaw.

Czopek w ZZOZ

Finansowa lekkomyślność Zarządu Powiatu to jedno, ale niepokojące informacje dotyczą również “działań naprawczych” w szpitalu. Wydaje się, że Jończyk bowiem niewiele naprawił, a sporo zepsuł.

Że szpital wymaga naprawy, nie ulega wątpliwości. Od lat przecież zbiera on złe oceny wśród pacjentów. Nie chodzi tylko o odrapane ściany i zdewastowane łazienki, ale jakość świadczonych tam usług. Wiele słychać o nepotyzmie, układach rządzących placówką, rozgrywkach pomiędzy lekarzami. Odbywa się to kosztem zdrowia i życia pacjentów, o czym świadczą „wpadki” w postaci lekarskich błędów.

Nowego starostę postrzegano jako kogoś, kto położy temu kres. Oczekiwano, że jako były dyrektor Zakładu Karnego będzie wiedział jak wprowadzić dryg i dyscyplinę, a może nawet zapędzi panoszących się lekarzy w przysłowiowe kamasze. Niestety, starosta wybrał zupełnie inną drogę.

Pierwszym rzekomym sukcesem Jończyka na drodze do sanacji szpitala było rozwiązanie kontraktu menedżerskiego z Tadeuszem Czopkiem, ordynatorem oddziału wewnętrznego, którego powołano na stanowisko dyrektora ZZOZ w ostatnim okresie urzędowania poprzedniej starosty Teresy Kramarczyk. Czopek na fotelu dyrektora zastąpił skompromitowaną Krystynę Grzesiek.

Kontrakt menedżerski Czopka przedstawiano jako próbę ustabilizowania sytuacji w szpitalu i stworzenia warunków do niezakłóconej politycznymi naciskami reformy lecznicy. Sprzyjał temu fakt, że Czopek postrzegany był jako dobry organizator, do tego prowadzący własną przychodnię. Dla postronnych sprawa miała jednak podtekst polityczny. Czopek był członkiem PSL (startował z tej listy w wyborach do Rady Powiatu), a w powołującym go Zarządzie funkcję wicestarosty pełnił Zbigniew Janosz – sympatyk tej partii.

Czopek skupił się na usunięciu głównej przyczyny finansowych kłopotów szpitala, czyli rosnącego zadłużenia wywołanego niekorzystnymi kontraktami lekarskimi i niskim finansowaniem przez NFZ. Kontrakty zawierała poprzednia dyrektor, a działo się to w następstwie wspomnianego już strajku lekarzy w 2007 roku. Grzesiek szpitalem rządziła od dłuższego czasu. Stanowisko zawdzięczała nie wykształceniu (jest pielęgniarką), ani doświadczeniu, ale bardzo dobrym koneksjom ze środowiskiem wadowickiego magistratu. Ulegając naciskom lekarzy poważnie przeliczyła się w szacunkach finansowych. To spowodowało narastające zadłużenie. Oprócz liczenia pieniędzy dyrektor Grzesiek miała również problem z liczeniem kondygnacji. To ona prawdopodobnie odpowiada za niewyjaśnioną zamianę 5-kondygnacyjnej koncepcji projektu na 7-kondygnacyjny projekt finalny pawilonu „E”. Paradoksalnie, o czym już wspomnieliśmy, wyjście ze wszystkich problemów finansowych, w jakie do spółki z grupą lekarzy wpędziła ZZOZ, widziała właśnie w tej budowie.

Próbując zbilansować budżet lecznicy, Czopek dążył do zawarcia kontraktów lekarskich na nowych warunkach. To wywołało opór. Roczny koszt kontraktów to ok. 7.5 mln. Nowy dyrektor chciał obciąć tę kwotę o ok. 2.5 mln i zrównać zarobki lekarzy na kontraktach z zarobkami lekarzy etatowych ZZOZ. W środowisku służby zdrowia nie brak bowiem głosów, że wadowicka lecznica to „lekarskie Eldorado” – zarobki są bardzo wysokie, dyscyplina niewielka, a wpływ niektórych pracowników na zarządzanie placówką przemożny.

Poza tym, w czasie kilku miesięcy urzędowania, o czym już nikt nie pamięta, Czopek przygotował plan naprawczy i raport na temat stanu szpitala (wewnętrzny audyt), a także, co najważniejsze, powstrzymał narastanie zadłużenia (sic!). Wyglądało zatem na to, że szpital wychodzi “na prostą”. Wystarczyło tylko poczekać na efekty działań nowej dyrekcji.

Jończyk miał jednak inny pomysł. Dziś wyjaśnia, że działał w stanie wyższej konieczności, bo szpital groził wybuchem na skutek oporu części lekarzy. O usunięcie nowego dyrektora zaapelowało 64 z nich. Można podejrzewać, że apel ten był „robotą” Kotarby, który już wcześniej za pomocą OKOS poradził sobie z Kramarczyk, a po odwołaniu Grzesiek nadal zachował w szpitalu swoje wpływy. Jończyk, który miał w szpitalu zrobić porządek z szarogęszącą się załogą, zaczął więc swoją kadencję od podłączania się pod urządzane przez nią awantury.

Z formalnym wnioskiem o odwołanie Czopka na forum Komisji Zdrowia Rady Powiatu, wystąpił sam Kotarba. Komisji tej zresztą przewodniczy. Komisja wniosek przyjęła. Kotarba uzasadniał inicjatywę odwołania Czopka finansową sytuacją szpitala, z której podobno (jako – przypomnijmy – do niedawna członek Zarządu Powiatu) nie zdawał sobie sprawy. Bzdur wygadywał więcej, choćby mówiąc, że szpital dotknęła „prawdziwa tragedia”, a „zadłużenie rośnie w gigantycznym tempie”. Czopek na łamach prasy prostował, że jego posunięcia zmniejszyły narastanie strat szpitala. Wskazywał również, że Zarząd Powiatu celowo pogarszał sytuację finansową placówki, m.in. zwlekając z zapłatą za projekt budowlany pawilonu „E” wykonany jeszcze przez Grzesiek. Dochodziło również do zrywania posiedzeń Rady Społecznej ZZOZ. Wszystko to miało stworzyć wygodny pretekst do odwołania Czopka. Opinię tę potwierdzają nawet niechętne samemu Czopkowi osoby pracujące w szpitalu.

Szpitalem znów więc „grano”, a jednym z rozgrywających, obok Kotarby, był starosta Jończyk. Obaj na razie współpracowali, by w szpitalu osadzić sobie powolną dyrekcję. Jak się niebawem przekonamy, współpraca szybko zamieniała się w rywalizację.

Z uwagi na powyższe, nie powinno dziwić, że Komisja Zdrowia podejmując uchwałę o odwołaniu Czopka wyjaśnieniami “oskarżonego” w ogóle nie była zainteresowana. Przy okazji nagłośniono, że dyrektor prowadził na terenie powiatu działalność gospodarczą, czego zabrania prawo. Czopkowi nie dano szansy na wyrejestrowanie działalności. Jończyk miał bowiem natychmiast utracić do niego zaufanie, przez co dalsza współpraca stała się niemożliwa. Szkopuł w tym, że „utrata zaufania” stała się kartą przetargową dopiero w momencie, gdy prywatnej przychodni Czopka skończył się kontrakt z Zakładem Karnym w Wadowicach, podpisany przez ówczesnego jego dyrektora… Jacka Jończyka. To pokazuje, że opinii publicznej znów „sprzedawano” bajki.

Odwołanie Czopka było politycznym zwycięstwem części środowiska lekarzy wadowickiego szpitala oraz Kotarby, który planował już wielki powrót swojej faworyty – Grzesiek. Odeszła osoba, która nic nie zdążyła zepsuć, a sporo spraw zdołała naprostować. I która miała realną szansę zbilansować budżet ZZOZ, gdyby starosta i Komisja Zdrowia łaskawi byli z nią współpracować. Dla Kotarby i Jończyka liczyła się jednak polityka, a nie dobro mieszkańców i przyszłość szpitala, więc z radością zaprzepaścili kolejną szansę uporządkowania spraw ZZOZu.

Krystyna Grzesiek niebawem powróciła w wielkim stylu na swój stołek. Ale o dziwo nie było to zasługą Kotarby. Posadził ją na nim sam Jacek Jończyk. Przez przypadek. [TO BE CONTINUED…]

Głosy mieszkańców zebrali i  zredagowali: Inicjatywa Wolne Wadowice

W KOLEJNYM ODCINKU NAPISZEMY:

O tym, jak Jończyk zrobił Grzesiek dyrektorem, choć tego nie chciał, o konkursie, którego nie udało się „ustawić” Kotarbie, o nowej dyrektor specjalizującej się problemach rejestracji, o zwolnieniach, zatrudnieniach, krewnych i znajomych królika, o ministrze do spraw prywatyzacji, który pomaga uratować szpital, o audycie, którego nie było oraz o szpitalu, którego nie będzie…