Szczurze prawo, szczurza demokracja

Nadzór Prawny i Kontroli Wojewody Małopolskiego w piśmie adresowanym do dr Mateusza Klinowskiego, radnego z listy Wspólny Dom, potwierdził, że Przewodniczący Rady Miejskiej Wadowic złamał ustawę o samorządzie gminnym. Zdzisław Szczur nie zwołał sesji Rady Miejskiej, o co 14 września br. wnioskowała grupa radnych (oprócz Klinowskiego także Andrzej Petek i Janina Kamińska – lista SLD, Tomasz Ramenda, Paweł Janas i Henryk Odrozek – koło radnych PO).

Krytycy poczynań lokalnych władz miasta otrzymali wiec kolejny dowód słuszności stawianych zarzutów. Zwłaszcza, że w piśmie przeczytać można bełkotliwe wyjaśnienia Szczura, jakoby nie mógł nadać wnioskowi biegu, bowiem radni nie dołączyli do niego żadnych projektów uchwał, a „ustawodawca nie przewidział (…) procedury wzywania do usunięcia braków formalnych wniosku poprzez przedstawienie jego konstrukcyjnych elementów”. Konia z rzędem temu, kto zrozumiał to zdanie.

Szczur twierdzi również, że wszelkie rozstrzygnięcia, jakie zapadłyby na zwołanej w oparciu o błędnie sporządzony wniosek sesji, byłyby z mocy prawa nieważne. Skąd taki pomysł?

Pomijając niuanse, w tłumaczeniach Przewodniczącego Szczura bulwersuje prymitywna manipulacja, jakiej dopuszcza się Przewodniczący. „Nieważność rozstrzygnięć”, o której mówi, nie mogła mieć bowiem miejsca, gdyż w czasie zwoływanej przez grupę radnych sesji nie przewidziano głosowania żadnych uchwał. Brak reakcji na wniosek radnych i niezwołanie sesji pod bałamutnym pozorem niedostarczenia projektów uchwał nie można więc interpretować inaczej, jak jako kpinę z prawa, Wojewody, z radnych i mieszkańców Gminy Wadowice.

Oczywiście nietrudno się domyślić, dlaczego Szczur nie zwołał wnioskowanej sesji. Radni zamierzali poruszyć na niej kwestię wadliwej uchwały o opłatach za przedszkola, planów reorganizacji ruchu busów w mieście, problemów z rewitalizacją rynku i firmą Comodos, która obecnie znajduje się na celowniku prokuratury, a z której właścicielem towarzysko powiązani są urzędnicy magistratu. Wszystko to były sprawy niewygodne, zwłaszcza w gorącym, przedwyborczym czasie.

Szczur przyjął taktykę strusia, chowając głowę w piasek, a na pismo radnych nie zareagował, wykonując swoje zdanie krycia błędów faktycznych przełożonych. Nie jest on bowiem Przewodniczącym Miejskiej Rady przez przypadek, ani nawet z woli radnych. Nie chodzi bynajmniej o kompetencje, ani wykształcenie, którymi były operator koparki raczej nie może się poszczycić, lecz ślepą lojalność – w myśl zasady, której hołduje burmistrz Ewa Filipiak, że radni powinni być mierni, ale wierni.

Znaczenie ma też fakt, że Szczur to krewny przewodniczącej PiS w regionie – Beaty Szydło. Dzięki temu burmistrz liczyć może na przychylność ogólnokrajowych struktur PiS, które przymykają oko na fakt, że w mieście funkcjonuje struktura tej partii złożona głównie z miejskich urzędników zależnych od Filipiak. W ten sposób przynależność do PiS jest fikcją, bo nawet najbliżsi członkowie urzędniczych rodzin podzieleni są pomiędzy oba zarządzane z magistratu obozy: PiS i PO. Na czele PO stoi zresztą równie fikcyjny „rzecznik” magistratu (Filipiak nie potrafi wyjaśnić radnym, czym dokładnie on się zajmuje) Stanisław Kotarba. Ale nie jest żadną tajemnicą, że to on układa listy zarówno PO, jak i PiS w samorządowych wyborach.

Zadaniem Przewodniczącego Szczura jest zabezpieczanie interesów politycznych układu w Radzie i pacyfikacja niepokornych radych, w imię spokojnych rządów odpłacającej się mu politycznymi łupami (choćby stanowiskiem Przewodniczącego właśnie) Ewy Filipiak. Zresztą, przykładów szczurzego prawa i takiej demokracji Rada Miejska doświadczała już wcześniej w nadmiarze.

Wniosek radnych o zwołanie sesji nie był przecież niczym innym, jak reakcją na uniemożliwienie im zabrania głosu w czasie wcześniejszej sesji rady. Przewodniczący Szczur łamiąc regulamin nie dopuścił do dyskusji oraz zadawania pytań.

Jest to zgodne ze wspomnianą powyżej polityczną wizją burmistrz Filipiak, wg. której Rada ma siedzieć cicho i stanowić jedynie maszynkę do głosowania podsuwanych jej pod nos uchwał. A uchwały te często są obciążone wadami, gdyż Przewodniczący nie ma wiedzy wystarczającej, aby zagwarantować właściwą ich jakość. Kto by się tym jednak przejmował…

Podobnie, obrady Rady Miasta jawnie i bez żadnego zażenowania ze strony Przewodniczącego i jego zastępców organizowane są tak, aby jak najbardziej utrudnić mieszkańcom w nich udział. Przeciwko ich transmitowaniu opowiedziała się też większość radnych na czele z Przewodniczącym. Jak ma to się do ustawowych zapisów mówiących o roli radnych, jawności obrad, szpołeczeństwie obywatelskim? Szczur początkowo w programie sesji w ogóle nie przewidywał dyskusji, wolnych wniosków, pytań radnych i dopiero interwencja radnego Klinowskiego doprowadziła do tego, że punkt taki w ogóle wprowadzono. Ten sam radny z własnej inicjatywy nagrywa posiedzenia Rady.

Wszystkie te działania kompromitują Gminę i powinny zostać ocenione jako kolejny przykład rażącego łamania prawa przez kogoś, kto uważa się za Przewodniczącego Rady Miejskiej.

Nie sposób też nie zauważyć, oglądając choćby nagrania z sesji udostępnione w Internecie, że większość wadowickich radnych to przeciętniaki, znani jedynie z tego, że są radnymi. Wielu z nich ma kłopoty z wysławianiem się, choć piastują dobrze płatne stanowiska przewodniczących komisji. Tam zaś siedzą cicho i wykonują polecenia. Inaczej przepadłyby diety i inne polityczne łupy. Nie ma co liczyć, że w głowach „przedstawicieli” mieszkańców pojawi się myśl, aby działać na rzecz ich interesów. Dlatego skierowaliśmy do Przewodniczącego i Rady Miejskiej dwa pisma, w których wysuwamy postulaty odpowiedniego organizowania obrad oraz dbania o standardy prawne uchwalanych uchwał. O treści tych pism poinformowaliśmy również Wojewodę.

Dalsze działania wkrótce.