Sprawy karne Pana Kota

Bolesław Kot jest ofiarą upolitycznionych organów ścigania

Bolesław Kot od lat nękany jest przez wadowickich urzędników: Ewę Filipiak i Stanisława Kotarbę. Za skórę zalazł im piętnując, także w ostatnim czasie, niekompetencję wymienionych. Ale to nie Filipiak i Kotarba, przegrywający przed laty procesy z Kotem, stali się wreszcie przedmiotem zainteresowania Prokuratury Rejonowej w Wadowicach. W następstwie prokuratorskiego postępowania, w którym ustalono, że Bolesław Kot był ofiarą przestępcy działającego w środku nocy z komputera Kotarby, wadowicka prokuratura postawiła zarzuty… Kotu. Oto, co do powiedzenia na ten temat ma sam zainteresowany.

Jestem wciąż pytany, zwykle szeptem, jaką to mam sprawę karną. Co ciekawe, plotka głosi jedynie, że jestem ścigany przez prokuraturę, ale bez wchodzenia w szczegóły. A to one właśnie są szokujące. Najpierw jednak nieco historii.

12 września 2011 r. o godzinie 23.51 na portalu „Wadowiceonline.pl” internauta podpisujący się „Kocicho”, w komentarzu do mojego artykułu pt. „O Filipiak i Kotarbie słów kilka”, gdzie po raz kolejny opisałem przestępczą działalność Filipiak, burmistrz Wadowic i jej rzecznika Kotarby, napisał o mnie:

„Z tekstu wynika że Bolesław Kot był członkiem PZPR. Podobno za pieniactwo został wyrzucony z zakładów chemicznych w Alwerni. Później został przyjęty do magistratu, gdzie również dawał w dupę przełożonym aż w końcu poszedł na emeryturę.”

Z uwagi na moją postawę w życiu zawodowym, wpis internauty „Kocicho” uznałem za niegodziwą obelgę kwalifikującą się do złożenia prywatnego aktu oskarżenia z art. 212 Kodeksu Karnego. Z uwagi na niemożliwość dokonania tego we własnym zakresie, zwróciłem się do Prokuratury Rejonowej w Wadowicach o ustalenie, kim jest „Kocicho”. Wcześniej już w podobnej sprawie do prokuratury występował Mateusz Klinowski i uzyskał korzystne rozstrzygnięcie – Prokuratura Okręgowa w Krakowie nakazała naszej miejscowej prokuraturze ustalanie tożsamości anonimowych autorów komentarzy internetowych, które stanowią przestępstwo.

29 lutego 2012, kilka miesięcy po złożeniu wspomnianego wniosku, Prokuratura Rejonowa w Wadowicach poinformowała mnie, iż według jej ustaleń „Kocicho” napisał swój komentarz z adresu IP przydzielonego Stanisławowi Kotarbie. Prokuratura uznała również, że „Kocicho” wyczerpał znamiona przestępstwa opisanego w art. 212 Kodeksu karnego. Jednocześnie postępowanie zostało umorzone, ponieważ dalej jego ciężar spoczywa na oskarżycielu prywatnym, czyli na mnie.

Gazeta Krakowska (16 kwietnia 2012)

Słyszałem potem jedynie z plotek, jakoby S. Kotarba publicznie rozgłaszał, że to nie on jest autorem pomówienia, a internetowy haker. Tak zresztą informował też media. W zaistniałej sytuacji pisemnie zwracałem się do Prokuratury Rejonowej o ustalenie, czy faktycznie do komputera Kotarby miało miejsce włamanie hakera. Z uwagi na swój wiek i charakter sprawy wnosiłem również o wniesienie publicznego aktu oskarżenia. Ustalenia te były niezbędne, aby móc Kotarbie postawić zarzut pomówienia mnie pod przykrywką „Kocicha”.

W przypadku Kotarby mamy do czynienia z „recydywą”. W 1994 r. napisał on obrzydliwe insynuacje pod moim adresem w redagowanym przez siebie piśmie „Echo Wadowic”, ówczesnym biuletynie samorządu. Byłem jego rywalem do fotela radnego, więc trzeba było mnie oczernić na potrzeby wyborów. Dopiero na podstawie wyroku sądowego z 2000 r., a więc w sześć lat (sic!) po publikacji pomówień, Kotarba zamieścił w „Echu Wadowic” tekst przeprosin. W rozmowie z prokuratorem Zbigniewem Piątkiem dowiedziałem się, że prokuratura nie podejmie żadnych dalszych działań dot. wpisu „Kocicha” z 12 września 2011 r.

Kotarba, rzecznik „papieskiego samorządu”, do dziś nie uważał za stosowne ustosunkować się do faktu, że z jego adresu IP wylano na mnie pomyje. Co więcej, skoro tylko w mediach ukazała się informacja na temat ustaleń prokuratury, przyjął pozę ofiary i… zawiadomił o popełnieniu przeze mnie przestępstwa. Ma ono polegać na złamaniu art. 241 § 1 Kodeksu Karnego. Chodzi o rozpowszechnianie publicznie i bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego przed rozprawą sądową. Takie działanie zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat 2. Ale, ale… przestępstwem jest jedynie takie działanie, które mogłoby utrudnić lub uniemożliwić postępowanie karne lub wykrycie sprawcy przestępstwa. A przecież w tej sprawie miałem już postanowienie prokuratury o zakończeniu postępowania. Jak więc po umorzeniu śledztwa miałbym je utrudnić, ujawniając nazwisko właściciela komputera, z którego działał przestępca, przebywając u niego późno w nocy?

Jakież było moje zdziwienie, gdy żale Kotarby o mitycznym hakerze włamującym się do jego komputera, aby mnie pomawiać oraz złożone zawiadomienie o rzekomo popełnionym przeze mnie przestępstwie, polegającym na ujawnieniu ustaleń prokuratury po przesłaniu ich do mnie, wzięto na serio. I to mnie postawiono zarzuty. W ten sposób pokrzywdzony został okrzyknięty przestępcą, a prawdziwy przestępca triumfuje. Najwyraźniej Prokuratura Rejonowa ma za zadanie chronić lokalnych watażków.

Nie muszę chyba dodawać, że sam jestem przekonany, że „Kocicho” to Kotarba. Podobnie myśli zresztą 100% osób, z którymi o tym rozmawiałem. Jest to o tyle pewne, że Kotarba zapytany publicznie o to, czy jest „Kocicho”, w czasie ostatniej sesji Rady Miejskiej, milczał i nawet temu nie zaprzeczył.

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Zaraz po pierwszym przesłuchaniu, jeszcze w charakterze świadka, w komentarzach na portalu asystenta burmistrz Wadowic – „Wadowice24.pl” pojawił się anonimowy wpis opisujący szczegóły postępowania. Internauta podpisujący się „miś II” zamieścił „niewinne pytania” (podając moje imię oraz pierwsze litery nazwiska). Pytania informowały o właśnie rozpoczętym śledztwie i osobach w to zaplątanych, a także określały mnie jako „podejrzanego”, choć formalnie byłem jeszcze świadkiem. Od kogo „miś II” wiedział więcej, niż tego dnia przesłuchiwani w sprawie? Wygląda na to, że pomiędzy Policją, Prokuraturą i Urzędem Miasta istnieje „gorąca linia”, poprzez którą konsultowany jest przebieg śledztw. Kto i komu postawi teraz zarzut rozpowszechniania publicznie, bez zezwolenia, wiadomości z postępowania przygotowawczego przed rozprawą sądową, czyli ten zarzut, który postawiono mnie? Z pewnością w tej sprawie żadnego śledztwa prokuratury nie będzie.

Na marginesie, nadal nie mogę się doczekać pisemnego uzasadnienia stawianych mi zarzutów. Wygląda na to, że na „polityczne zamówienie” zrobiono ze mnie przestępcę rękami prokuratorów, którzy teraz nie potrafią nawet uzasadnić podjętych decyzji. Świadczy to nie tylko o wadzie i jakości stawianych zarzutów, ale także o jakości pracy organów ścigania w ogóle.

W trakcie manifestacji przed budynkiem UM Wadowice, w której brałem udział, Kotarba krzyczał do zebranych: „wszystkich was znamy, Policja będzie was tropić”. Nie żartował. Jestem „tropiony”, inni też są „tropieni”. I na koniec, pod rozwagę poddaję trop dotyczący tożsamości internauty „miś II”. Niedźwiedzie nie mają wąsów.

Bolesław Kot

Stanisław Kotarba i Piotr Hajnosz grożą uczestnikom demonstracji 23 września 2011 roku

KOMENTARZ DR MATEUSZA KLINOWSKIEGO (WYDZIAŁ PRAWA I ADMINISTRACJI UJ): Prokuratura początkowo działała prawidłowo – ustaliła tożsamość „Kocicho” (bez wątpienia Kotarba) i umorzyła postępowanie, co jest normą w tego typu sprawach. Umorzenie jest tutaj krokiem na drodze do złożenia prywatnego aktu oskarżenia. To, co wydarzyło się dalej, jest już jednak kompromitacją wadowickich organów ścigania. Kotarba najwyraźniej użył swoich wpływów w prokuraturze, aby postawić absurdalne zarzuty osobie, którą wcześniej skrzywdził. Nie mogę zrozumieć, jak prokuratorzy mogli się tak ośmieszyć i postawić zarzut ujawnienia informacji, które sami przesłali do B. Kota listem. W dodatku, informacje dotyczyły zakończonego już postępowania, w którym to Kot był pokrzywdzonym. Jednocześnie, już w czasie trwania idiotycznego postępowania przeciwko Kotu z inicjatywy jego prześladowcy, dochodzi do prawdziwego przestępstwa – ktoś publicznie ujawnia treść niepodjętych jeszcze oficjalnie, ale już najwyraźniej zaplanowanych „na górze” decyzji. Bez wątpienia w Powiatowej Komendzie Policji lub prokuraturze jest „przeciek”, a informacje ze śledztw przepływają do Urzędu Miasta. Nie jest to pierwszy tego typu przypadek, inne również mamy udokumentowane.

Mateusz Klinowski

OD REDAKCJI

Sprawa B. Kota i szereg innych bulwersujących decyzji miejscowych prokuratorów pokazują, że Prokuratura Rejonowa w Wadowicach jest „dyspozycyjna”. Wygląda na to, że w Wadowicach nadal mamy „procesy polityczne”, wracamy więc do tradycji stalinowskiego wymiaru sprawiedliwości. Podobieństwo niektórych fizjonomii i postaw jest zresztą uderzające. O metodach działania Stanisława Kotarby, lidera powiatowej Platformy Obywatelskiej i rzecznika samorządu, już wielokrotnie informowaliśmy: Kocicho grasował w KalwariiUwaga! Grasuje Kocicho!