Sąd orzekł: Marcin Płaszczyca to prostytutka. Polityczna.

Pisze o sobie „niezależny dziennikarz”, a jest lokajem miejscowej władzy, słynącym z kłamliwych tekstów na temat politycznych oponentów urzędującej burmistrz. Gdy ujawniliśmy jego prawdziwe poglądy i zastanawialiśmy się nad przyczynami ich zmiany, poczuł się „poniżony”. Swojej uczciwości i rzetelności dziennikarskiej postanowił bronić w sądzie. Procesy przegrał, a sąd orzekł, że… Marcin Płaszczyca to polityczna prostytutka.

Na tym portalu opisujemy nieprawidłowości i łamanie prawa przez samorząd Wadowic i ludzi z nim powiązanych. Robimy to anonimowo i równolegle do działalności stowarzyszenia Inicjatywa Wolne Wadowice, któremu kibicujemy. Na polemiki nie liczyliśmy, bo stać na nie tylko ludzi uczciwych. Było za to kwestią czasu, kiedy opisywani przez nas lokalni politycy postanowią iść do sądu. Pozwy i doniesienia to przecież ćwiczona od lat metoda zastraszania dziennikarzy i innych krytyków wadowickiego samorządu. Samorządu, którego agenturalne korzenie opisaliśmy wcześniej. Pierwszy do sądu poszedł Marcin Płaszczyca i… przegrał.

Płaszczyca to wysługujący się władzy, umiejętnie manipulowany dziennikarz lokalny, zatrudniony na stanowisku asystenta burmistrz Wadowic Ewy Filipiak. To on miał w sądzie przetrzeć szlaki przed kolejnymi sprawami. Nie udało się.

Jak ścigano Inicjatywę?

Członkowie Inicjatywy Wolne Wadowice za swoją działalność publiczną byli już wielokrotnie pozywani do sądów i na różne sposoby gnębieni. Pierwsze problemy zaczęły się z chwilą organizacji ubiegłorocznej pikiety protestacyjnej (23 września). Burmistrz w miejsce dialogu zastosowała dobrze znany arsenał środków. Były groźby jej „rzecznika” Stanisława Kotarby, wykrzykiwane przez megafon, była bulwersująca przemowa, w czasie której burmistrz pomówiła radnego SLD Andrzeja Petka o malowanie swastyk, mówiła też o „przewrocie” dokonywanym w mieście. Kazała też wszystkim zapamiętać nazwisko „nijakiego” Klinowskiego. Organizatorzy pikiety borykali się z kontrolami różnych służb i instytucji, kierowano przeciwko nim pozwy sądowe w trybie wyborczym, składano zawiadomienia o różnych przestępstwach (często absurdalne), a sympatyków Inicjatywy wyrzucono ze struktur PiS, które burmistrz poprzez swoich urzędników kontroluje.

Podkreślający swój solidarnościowy rodowód i powołujący się na papieskie nauczanie politycy sprawujący władzę w gminie nie widzieli w takich działaniach niczego złego. Właściwie ocenili to jednak wyborcy, wręczając Kotarbie, będącemu już jedną nogą w Sejmie, czerwoną kartę. Kotarba kończył kampanię wyborczą upokorzony, z wynikiem na kompromitującym poziomie (2700 głosów). Do walki wysłano więc kolejnego pionka – Płaszczycę.

Płaszczyca zarzuca plagiat

Wszystko zaczęło się od artykułu na temat Marcina Płaszczycy, dzisiejszego magistrackiego pupila, który opublikowaliśmy na naszej stronie we listopadzie 2011 roku:

Czytaj: Polityczna prostytucja czy dramat człowieka złamanego?

W tekście opisano zaskakującą przemianę, jaka na przestrzeni lat zaszła w dziennikarzu. Płaszczyca nie tylko wykpiwał pielęgnowany przez władze miasta ludyczny kult Papieża, który nazywał „tanim papaizmem”, ale same Wadowice przyrównywał do „jarmarczno-odpustowego papalandu”. Pisał o upadku gospodarczym miasta, wskazywał na nepotyzm szerzący się w urzędzie miasta – „Jeżeli nie masz wujka w urzędzie, cioci na stanowisku (…) to z pracą będzie ciężko”. Niedawno przypomnieliśmy również inny jego tekst, w którym demaskował patologiczne powiązania w Gminie Wadowice, których obecnie sam jest częścią.

Dziś jednak „dziennikarz” nieoczekiwanie jest największym obrońcą urzędującej burmistrz, a zwalcza tych, którzy ośmielają się ją krytykować. Nie robi tego za darmo, ani z przekonania. Chodzi o pieniądze, które obecnie płyną do rodziny Płaszczycy szerokim strumieniem. Fakt ten długo przed opinią publiczną ukrywano.

Świadomość, że do mieszkańców dotrą niewygodne informacje na temat prawdziwych poglądów Płaszczycy pchnęła go do desperackich kroków, inspirowanych podszeptami mocodawców. W listopadzie 2011 roku Płaszczyca zgłosił Prokuraturze Rejonowej w Wadowicach fakt naruszenia jego… praw autorskich! Mieli się tego dopuścić anonimowi autorzy tej strony umieszczając felieton Płaszczycy demaskujący jego dwulicowość. Był to oczywiście wybieg, który miał pozwolić Płaszczycy na łatwe rozprawienie się z nami – ściganie plagiatów odbywa się z urzędu. Płaszczyca liczył, że Prokuratura nie tylko ustali autorów tekstu, ale również będzie ich oskarżać w jego imieniu. Nic jednak nie wskórano. Zwłaszcza, że żadne przestępstwo nie miało miejsca, a Płaszczyca starał się po prostu naginać prawo. Opublikowanie jego, dość marnych zresztą tekstów, to tzw. dozwolony użytek i – jak mówi sama nazwa – nie jest zabronione.

Co ciekawe, próbując ścigać nas za rzekome naruszanie praw autorskich, Płaszczyca sam dokonywał kradzieży (co mamy dobrze udokumentowane). Teksty na portalu Wadowice24.pl często ilustruje on bowiem zdjęciami, które KRADNIE z innych portali internetowych. Złodziej Płaszczyca w swoim oku nie widzi jednak belki – o jego zakłamaniu postanowiliśmy więc mówić głośno i publicznie.

Smutny Płaszczyca słucha wyroku sędziego

Gdy prokuratura w Wadowicach umorzyła postępowanie w sprawie rzekomej kradzieży intelektualnej własności Płaszczycy, ten zmienił taktykę i postanowił ścigać nas z oskarżenia prywatnego za… poniżenie go w oczach opinii publicznej i „podważenie jego etyki i uczciwości”. Gdyby tylko jakąkolwiek miał… Dokładniej zaś postanowił ścigać Mateusza Klinowskiego, radnego, który wielokrotnie niepochlebnie wyrażał się o politycznej prostytucji Płaszczycy i jego dziennikarskich zdolnościach. Robił to pod własnym nazwiskiem, w innym miejscu. Płaszczyca uznał jednak, że Klinowski jest autorem i tej strony. Jako dowód przywołał świadków – Stanisława Kotarbę, który podwoził go na rozprawy (szofer) i, jak doskonale wiemy, zna się na hackingu oraz Krzysztofa Salachnę, uzależnionego od burmistrz radnego.

Wyroba: Płaszczyca to polityczna dziwka

Nim doszło do rozprawy z Klinowskim, w sądzie w Wadowicach toczyło się postępowanie z oskarżenia Płaszczycy przeciwko Edwardowi Wyrobie. Wyroba na swoim blogu o sprzedajnym dziennikarzu pisze wprost: „polityczna dziwka”. Sąd oskarżenie umorzył, pomimo tego, że Płaszczyca oskarżał Wyrobę także o kradzież jego zdjęcia z Internetu (tak!). Sąd uznał jednak, że nazywanie Płaszczycy „dziwką” jest przestępstwem, ale społeczne nieszkodliwym. Orzeczenie zaskarżył Wyroba, twierdząc, że nazywanie „samorządowej dziwki” po imieniu w ogóle nie jest przestępstwem. Ma duże szanse na wygraną, bo kolejne orzeczenie, tym razem sądu w Krakowie, wydaje się to potwierdzać.

Sąd: Płaszczyca to polityczna prostytutka

Płaszczyca skierował swoje oskarżenie przeciwko Mateuszowi Klinowskiemu, członkowi Inicjatywy i radnemu miejskiemu, który uchodzi za głównego krytyka postępowania lokalnych polityków. Sąd dowody Płaszczycy oddalił i uznał, że Klinowski nie jest autorem tekstu. Sędzia poszedł jednak znacznie dalej – w obszernym uzasadnieniu, które umieszczamy poniżej w całości, stwierdził, że pisanie o Płaszczycy jako „politycznej prostytutce” nie jest przestępstwem. Fakty bowiem wskazują, że są to oceny jak najbardziej uzasadnione.

„Dobitna krytyka asystenta burmistrz Wadowic, będąca prawem opozycji, nie wykracza poza ramy dopuszczalnej krytyki osób publicznych.” – napisał w swoim wyroku sędzia. Przyznał również, że w jego ocenie Marcin Płaszczyca szkaluje wybrane osoby za pieniądze. Jako przykład podał tekst na temat rzekomego oszustwa, jakiego dopuścił się M. Klinowski w swoim oświadczeniu majątkowym.

CZYTAJ: ORZECZENIE SĄDU W SPRAWIE PŁASZCZYCA vs KLINOWSKI

W ten sposób Płaszczyca zainicjował sądowe postępowanie karne, w wyniku którego otrzymał wyrok stwierdzający, że… jest polityczną prostytutką.

Warto zwrócić uwagę na fragment poświęcony organizowanym przez samorządy konkursom na różne stanowiska, które zdaniem sędziego w większości wypadków rzeczywiście są nieuczciwe. Że tak dzieje się w Wadowicach również mamy dowody – miesiąc temu przed sądem pracy z burmistrz Wadowic wygrała jedna z pracownic Informacji Turystycznej, zwolniona niedawno, aby zrobić miejsce przyjaciółce Płaszczycy (Małgorzata Targosz-Stroch) i Filipowi Kaczyńskiemu. A więc ludziom bez kwalifikacji, ale za to z koneksjami.

Czytaj: Informacja turystyczna, czyli ustawiony konkurs

Co dalej z Płaszczycą i jego mocodawcami?

Ostatnie przegrane sądowe Płaszczycy to nie wszystko. Czekają na niego już kolejne kłopoty. Wielokrotnie pomawiał on i znieważał na łamach swojego portalu osoby udzielające się publicznie w Wadowicach i krytykujące samorząd. Lista pokrzywdzonych jest spora, nieuczciwego dziennikarza czekają więc kolejne procesy. Mateusz Klinowski już jakiś czas temu złożył przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia. Sprawa dotyczy kłamliwej publikacji na temat oświadczenia majątkowego radnego. Rozprawa odbędzie się przed krakowskim sądem w październiku, a ten sam sąd przecież właśnie uznał, że w artykule radny był „szkalowany w zamian za wynagrodzenie”.

Czytaj: Znów kłamstwa na Wadowice24

Przełożeni Płaszczycy też mają kłopoty. Stanisław Kotarba ścigany jest z oskarżenia prywatnego przez Bolesława Kota (jako Kocicho), zaś wadowicka Policja przesłuchuje kolejnych świadków jego słynnego publicznego wystąpienia u boku Piotra Hajnosza z 23 września 2011 roku, kiedy razem kierowali pod adresem pokojowej demonstracji groźby i pomawiali jej uczestników. Z kolei Ewa Filipiak została oskarżona o pomówienie w związku ze swoim wystąpieniem w Kleczy, gdy politycznym oponentom zarzuciła „dążenie do przewrotu” i „malowanie swastyk”.

Marcin Płaszczyca powinien umieć wytłumaczyć się ze swoich dawnych tekstów czy poglądów. Zamiast tego pragnie ścigać swych krytyków w sądzie. Jednocześnie, jego działalność nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem, jest oczernianiem wybranych przeciwników burmistrz na jej polecenie i za pieniądze gminy. Fakt ten będziemy nadal piętnować. I nie robimy tego ze złośliwości, targani emocjami. Patologiczne powiązania w Gminie Wadowice, niszczenie ludzi na polityczne zamówienie władzy, oczernianie politycznych przeciwników, to już najniższy poziom lokalnej polityki. Płaszczyca jest tu tylko przykładem człowieka, który uwikłał się w układ władzy i za pieniądze postanowił szkodzić ludziom.

Dlatego niebawem do tematu „politycznej prostytutki” wrócimy – opiszemy dokładniej historię przemiany Płaszczycy oraz kulisy i dochody prowadzonego przez niego portalu Wadowice24.pl. Okazuje się bowiem, że kurewstwo, zwłaszcza polityczne, niestety może się opłacać.