Ruszyło śledztwo w sprawie rewitalizacji

_palac rewitalizacji

Czy kradzież to również wierność Janowi Pawłowi II?

W lipcu 2013 roku Inicjatywa Wolne Wadowice zawiadomiła ograny ścigania o nieprawidłowościach w związku z rewitalizacją centrum Wadowic. W wyniku działań burmistrz Ewy Filipiak gmina poniosła znaczne straty finansowe, a główny wykonawca inwestycji w ogóle nie pojawił się na placu budowy. Choć prokuratura początkowo twierdziła, że członkowie IWW ulegli złudzeniu optycznemu, w sądzie przyznała rację stowarzyszeniu. Czy wreszcie nadchodzi koniec bezkarności?

Sensacyjnie kończy się rok 2013 – wszczęciem prokuratorskiego śledztwa w sprawie sztandarowej inwestycji burmistrz Ewy Filipiak, czyli rewitalizacji centrum Wadowic. Od początku był to pomysł chybiony, a jego jedynym celem stało się wydanie środków unijnych… z korzyścią dla wybranych. Przebieg inwestycji zasługuje na staranny opis, na który przyjdzie czas, a w skrócie rzecz wygląda następująco.

Zamiast rewitalizacji plac pielgrzymkowy

W związku z planami Małopolskiego Urzędu Marszałkowskiego urządzenia za ok. 25 mln zł muzeum Jana Pawła II… w muzeum Jana Pawła II, gmina Wadowice pozyskuje około 5 mln zł na projekt rewitalizacji centrum Wadowic i ulic przyległych. Rewitalizacja miała być wkładem Wadowic w projekt nowego muzeum, realizowanym w części za pieniądze unijne, które miastu przyznał Marszałek Marek Sowa. Zadaniem gminy było dołożyć kilka milionów od siebie i sprawnie zaplanować i przeprowadzić inwestycję. Ewa Filipiak wywiązała się z tego zadania fatalnie, a kilka osób przy okazji „ukręciło własne lody”.

Na papierze planowano, że rewitalizacja ma poprawić życie mieszkańców centrum Wadowic – poprawić warunki życia, zlikwidować bariery architektoniczne, a nawet stanowić motor rozwoju gospodarki miasta. Na to dawała pieniądze UE. W rzeczywistości chciano stworzyć miejsce dla masowych uroczystości religijnych i wygodne dla pielgrzymów otoczenie muzeum – oczka w głowie Krakowskiej Kurii Biskupiej oraz Marszałka Województwa.  Burmistrz ograniczyła się więc do nieudolnej zmiany architektury rynku (wycięcie drzew, likwidacja zieleni, zmiana położenia ulicy – części zabytkowego Traktu Wiedeńskiego itp.) oraz położenia nowej, granitowej nawierzchni. Instalacji podziemnych pod rynkiem nie wykonano w planowanym zakresie, podłączając tylko wybrane nieruchomości i budynek urzędu miasta. To wywołało protesty mieszkańców centrum, gdyż początkowo obiecywano zupełnie coś innego.

Ciągłe zmiany w projekcie

Zaplanowany na dwa lata remont gospodarczo położył miasto na łopatki. Do tego o rok przekroczono zakładane terminy wykonania prac, a budżet o kilka milionów złotych. Było to następstwem działań Ewy Filipiak, która wprowadzała według własnego widzi-mi-się zmiany do projektu, a także zignorowała to, że… główny wykonawca nie pojawił się na placu budowy, zaś prace wykonywały różne firmy-krzaki, często bez uprawnień. Od realizowanego projektu architektonicznego odciął się sam jego autor (pracownia Konior Studio). Za wszelkie zmiany  płacono oczywiście z kasy gminy.

Do miana anegdoty urasta przypadek „Fontanny Przyjaźni”. Zmieniała ona wielokrotnie kształt i położenie, aż wreszcie pierwotny projekt za 160 tys. zł wielokrotnie podrożał. Żenujące, że urzędnicy od miesięcy nie potrafią podać jego rzeczywistego kosztu – najpierw mówiono o ponad 1 mln zł, później burmistrz pozwała do sądu za powtarzanie podanej przez nich informacji radnego Mateusza Klinowskiego. Po dwóch dniach procesu przyznała jednak, że fontanna kosztuje „nie więcej niż 900 tys. zł”. Spór z wykonawcami nadal trwa, a o przyjaźni nie ma mowy.

_comodos oswiadcz

Mostostal nie pojawia się na placu budowy

Czy pod pozorem „rewitalizacji centrum Wadowic” doszło do wyłudzenia unijnych pieniędzy? Być może tak właśnie należy interpretować wspólne działanie burmistrz Wadowic i Marszałka Województwa. Osobną sprawą jest to, co wydarzyło się na sponsorowanym przez Marszałka placu budowy.

Przetarg wygrywa Mostostal Warszawa SA, oferując najniższą cenę. Wartość zamówienia oszacowano na kwotę (bez VAT): 9.378.247,29 zł, natomiast oferta Mostostalu wynosiła 7.240.404,22 zł. Wkrótce zaczęto jednak podpisywać kolejne umowy na prace zamienne i te, których nie dało się przewidzieć. Czy aby na pewno? Już to budziło wątpliwości, które z czasem tylko narastały.

Mostostal – potentata branży budowlanej, rekomendowała do przetargu… firma Comodos z Łazówki. Ta sama, przeciwko której w Sądzie Okręgowym w Krakowie toczy się proces karny w sprawie rzekomego oszustwa na szkodę gminy przy remoncie ul. Karmelickiej. Ta rekomendacja jednak burmistrz nie przeszkadzała. Mostostal Warszawa zobowiązał się w umowie, że prace ziemne wykona Comodos, zaś resztę „osobiście” Mostostal. Na każdego z ewentualnych podwykonawców burmistrz Ewa Filipiak musiała się zgodzić. Jednak to Comodos stał się wykonawcą całości prac. Prace te prowadził przez różnych podwykonawców, często bez uprawnień do prowadzenia robót budowlanych. Nic dziwnego, że roboty wykonywano źle, z pogardą dla sztuki budowlanej i wymogów bezpieczeństwa (słynny dół na środku rynku), z licznymi błędami i poprawkami. Nawierzchnie ulic są kładziono, zrywano i poprawiano. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie.

Burmistrz Wadowic jest oskarżycielem posiłkowym w procesie przeciwko Comodos. Jednocześnie z tą firmą realizuje kolejną wartą wiele milionów inwestycję na środku wadowickiego rynku, na oczach całego miasta. Czy to normalne, że uznajesz kogoś za oszusta, a jednocześnie zlecasz mu najważniejszą dla siebie inwestycję? Coś tu nie gra, ale nikt nie zadaje żadnych pytań – policja, prokuratura, lokalni dziennikarze, organy kontroli. Pytają tylko mieszkańcy i…

Nikt nic nie wie, czyli „rżniemy głupa”

O nieprawidłowościach w realizacji inwestycji z uporem w czasie obrad Rady Miejskiej mówił tylko jeden radny – Mateusz Klinowski. To z jego inicjatywy zwołano w tej sprawie Komisję Rewizyjną,  na której Radę okłamywał z niezwykłym wigorem inspektor nadzoru (reprezentujący gminę!) – inż. Jan Żakowski. Klinowski wielokrotnie na przestrzeni 2012 i 2013 roku poruszał temat rażącego naruszenia podpisanej z Mostostalem umowy. Nikt nie reagował, radni wspierający Ewę Filipiak milczeli, a urzędnicy udawali, że nie mają pojęcia, kim są pracujące na rynku firmy. Klinowski nagrał kilka filmów dokumentujących fikcję rewitalizacyjną. Posłużą one jako dowód w toczącym się śledztwie.

Ewa Filipiak, Tadeusz Krupnik, Tomasz Mżyk i inni urzędnicy, czy zaufani radni, doskonale wiedzieli, kto wykonuje rewitalizację. Dobrze się znają z właścicielem Comodos, wielokrotnie wcześniej się kontaktowali, bo Comodos od lat wykonuje zlecenia dla gminy. Jednak burmistrz Ewa Filipiak i wymienieni urzędnicy do dziś pytani o to kłamią, że  Mostostal Warszawa SA wykonał inwestycję „osobiście”.

_nawierzchnia

Jakość prac wykonanych przez przypadkowe firmy woła o pomstę do nieba

Prokuratura – to złudzenie optyczne

Członkowie Inicjatywy Wolne Wadowice mozolnie zbierali dowody nieprawidłowości. Tymczasem, Mostostal za samo pośrednictwo pomiędzy gminą a Comodosem pobrał ok. 0.5 mln zł. To kwota zwyczajnie wyłudzona z kasy gminy, za pełnym przyzwoleniem Ewy Filipiak. Ostatecznie Mostostal nie wywiązał się nawet z zakresu umówionych prac – w dziwnych okolicznościach gmina odstąpiła od pierwotnej umowy dwa lata po jej zawarciu i zgodziła się na to, aby nie wykonano części prac, w tym remontu ul. Kościelnej oraz fontanny.

Członkowie IWW zawiadomili prokuraturę o udokumentowanych przez siebie nieprawidłowościach. Wówczas nastąpiła łatwa do przewidzenia reakcja. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego skandalu, dotyczącego uszczuplenia kasy gminy przez burmistrz o ponad 1.4 mln zł do spółki z właścicielem restauracji Ogrodowa, prokuratura uznała, że sprawa rewitalizacji nie zasługuje na wszczęcie śledztwa. W uzasadnieniu decyzji napisano, że – wbrew opisanym okolicznościom i podanym faktom, w tym datom oraz numerom umów – Mostostal Warszawa wykonał zlecone prace, a pracownicy Comodos w tym samym czasie, przez kilka miesięcy, po prostu stali obok. Zdaniem prokuratora, członkom stowarzyszenia wydawało się, że to Comodos wykonuje prace, bo ulegli zbiorowemu złudzeniu optycznemu. To kolejne, po uznaniu działającego od lat parkingu za „zaplecze budowy bez drogi dojazdowej”, kompromitujące postanowienie Prokuratury Rejonowej w Wadowicach.

_sledztwo ws rewitalizacji

Sąd o prokuraturze – nierzetelne postępowanie   

Zbulwersowane treścią decyzji prokuratury stowarzyszenie IWW skierowało sprawę do sądu. W międzyczasie członkowie stowarzyszenia sami zwrócili się do wykonawcy robót – firmy Comodos, z prośbą o potwierdzenie powszechnie wiadomych faktów. Do informacji tych najwyraźniej nie potrafiła dotrzeć Prokuratura Rejonowa, albo po prostu – co bardziej prawdopodobne – dotrzeć nie chciała.

W międzyczasie żadnych informacji stowarzyszeniu nie udzielała firma Mostostal, ani nadzorująca prace firma Dekra Industrial (obie z Warszawy). Kłamali inspektor nadzoru oraz burmistrz i jej urzędnicy. Właściciel Comodos na zapytanie stowarzyszenia jednak odpowiedział, wyłamując się ze zmowy milczenia. W przesłanym przez stowarzyszenie do sądu piśmie czytamy, że to Comodos, a nie Mostostal Warszawa SA zrewitalizował Wadowice. W tym momencie Prokuratura Rejonowa nie mogła już dalej brnąć w zaparte i zasłaniać się złudzeniem optycznym. Prawda wyszła na jaw.

Przed sądem doszło więc do nieoczekiwanego przełomu – prokuratura przyznała, że skarżące jej decyzje stowarzyszenie ma rację, a postępowanie należy kontynuować. Mimo to sąd odniósł się do przeprowadzonego śledztwa wskazując, że prokuratura nie zebrała w sposób prawidłowy materiału dowodowego, a postępowanie było po prostu nierzetelne. Przede wszystkim Prokuratura Rejonowa i Policja pominęły przedstawione przez stowarzyszenie dowody, całkowicie bezkrytycznie dając wiarę wyjaśnieniom urzędników. Pokazuje to, w jaki sposób miejscowa prokuratura wywiązuje się ze swoich obowiązków – urzędnicy na czele z burmistrz cieszą się właściwie immunitetem, bezkarnie popełniając błędy i nadużycia, a organy ścigania przymykają na to oko.

Jaki będzie finał rewitalizacyjnego przekrętu?

Czy tak będzie ostatecznie i w tym przypadku? Przekonamy się, gdy Prokurator Rejonowy Jerzy Utrata zakończy śledztwo, w którym stowarzyszenie dostarczyło mu niezbitych dowodów, jakie sam nie był w stanie (nie chciał) zebrać. Nieprawidłowości, jakich dopuścili się burmistrz Ewa Filipiak i jej urzędnicy, doprowadziły do tego, że roboty rewitalizacyjne wykonano źle, z błędami, wielokrotnie poprawiano i reperowano. W efekcie znacznie przekroczono terminy wykonania zadania i jego budżet. Zniszczono centrum miasta nieprzemyślaną inwestycją, zachwiano jego gospodarką. Wielu przedsiębiorców prowadzących swoje interesy w centrum Wadowic odniosło wymierne straty, wielu zrezygnowało z dalszej działalności. Ewa Filipiak nadal bogaci się na fotelu burmistrza, rządzi w przekonaniu o własnej wyjątkowości i bezkarności.

Również Marszałek Województwa Marek Sowa nie ma sobie nic do zarzucenia. Na wniosek IWW o przeprowadzenie kontroli odpowiedział, że przyjdzie na nią czas po zakończeniu inwestycji, czyli wtedy, gdy pieniądze zostaną wypłacone wszystkim uczestnikom „rewitalizacyjnego przekrętu” w centrum Wadowic.