Romowie poskarżyli się na Ewę Filipiak

_ skarga romów

Dzisiaj temat na pierwszy rzut oka mniej poważny. Romowie poskarżyli się na Ewę Filipiak, burmistrz Wadowic, do Ministra Administracji. Skargę rozpatrywała… Rada Miejska Wadowic.

Cyganie poskarżyli się tak, jak umieli. I choć pismo napisali łamaną polszczyzną, z przynajmniej częścią zarzutów trudno się nie zgodzić. Andrychowskie Stowarzyszenie Romów wypunktowało to, co dla każdego wadowiczanina jest jasne: arogancka burmistrz miasto traktuje po 20 latach rządów jak swoją prywatną własność, a interesantom – na ogół ludziom z różnymi problemami życiowymi – każe „ze swego biura” się wynosić.

Niestety, polskie prawo tak jest skonstruowane, że skargi na burmistrza, nawet wysłane do Ministra, rozpatruje Rada Miejska, zwykle całkowicie od niego zależna. Tak też stało się i w tym przypadku, a materiał wideo pokazuje, w jaki sposób radni potraktowali cygańskie żale.

Sprawa radnym wydała się prosta – pani P. nawet nie złożyła wniosku o mieszkanie, choć z pisma Romów wynika co innego. No cóż, przypominamy, że Jolanta Grzyb, koleżanka Ewy Filipiak, pisać umie, ale wniosku do komisji mieszkaniowej nie składała. A mieszkanie dostała, o czym w mediach było głośno. Pamięć wadowickich radnych jest jednak bardzo zawodna. Sama burmistrz zaprzeczyła, że panią P. kiedykolwiek rozmawiała. Romów do siebie zapraszała, ale „już jest po 27 października”, więc „nie ma już problemu”. Czy Ewa Filipiak sugeruje właśnie, że Cyganie spiskowali przeciwko niej w referendum? Tak chyba te słowa należałoby rozumieć.

Materiał wideo wieńczy pokaz umiejętności językowych i ogólnej sprawności umysłowej radnego Lichwiarskiego – jakimś cudem uczynionego przewodniczącym Komisji Praworządności (tak, to ten sam radny złodziej, nagrany w czasie kampanii referendalnej). Trudno mieć pretensje, że ktoś ma z racji starości czy choroby kłopoty z orientacją w rzeczywistości – ale dlaczego ktoś taki pcha się do władzy i stanowisk?

_odpowiedź rm wadowice

Taką „wyczerpującą” odpowiedź przygotowała Rada Miejska po równie wyczerpujących obradach

Rzucone pod adresem petenta „wynocha” to i tak łagodny sposób potraktowania przez miłościwie nam panującą burmistrz.

Warto na koniec przypomnieć postać Leonarda G. – byłego sołtysa Jaroszowic, który miał mniej szczęścia, gdy po raz kolejny przyszedł prosić o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego dla własnych działek. Ponieważ Ewie Filipiak wydał się namolny, rano policja wyprowadziła go z domu w kajdankach, a Ewa Filipiak i Stanisław Kotarba zeznali, że groził im siekierą (którą dopiero obiecał przynieść). Sąd Rejonowy w Wadowicach, a wcześniej Prokuratura Rejonowa, uznały, że schorowany 70-latek i jego widmowa siekiera stanowią realne zagrożenie dla władzy – Leonard G. otrzymał wyrok pozbawienia wolności w zawieszeniu.

Cyganka P. powinna więc dziękować za przywilej pozostawania na wolności i cieszenia się wraz z dziećmi urokiem altanki i otaczających ją ogródków.