Radny Salachna wychodzi z jaskini

Płomienny tekst radnego Salachny spodobał się... tylko radnemu Salachnie.

Krzysztof Salachna to radny Rady Miejskiej w Wadowicach. Jako kandydat z listy PiS zamiast reprezentować mieszkańców Gminy i miejscowości, z której został wybrany (Jaroszowice) stoi na straży interesów burmistrz, broniąc ją na forum publicznym przed oskarżeniami o nieudolność, niekompetencję i łamanie prawa.

Nic dziwnego jednak, że Krzysztof Salachna na cześć urzędników pisze pochwalne peany, a opis realnych problemów miasta zastępuje własnymi konfabulacjami i fantazjami. Problemem nie jest jego rozbite kiedyś kolano, o czym rozczulająco wspominał w jednym z wystąpień, ale fakt, że radny Salachna jest beneficjentem „układu towarzyskiego” rządzącego w mieście.

Radny Salachna przez kilka lat był urzędnikiem gminnym. Stąd też wzięła się jego „nominacja” na kandydata w ostatnich wyborach samorządowych z listy kontrolowanej przez burmistrz struktury powiatowej PiS. Radny założył również stowarzyszenie „Pod Jaroszowicką Górą”, którego jest prezesem. Stowarzyszenie oczywiście otrzymuje wsparcie od Gminy Wadowice. Tej samej, w której Salachna jest radnym. W 2011 roku posadowiono go na fotelu Prezesa Zarządu Ochotniczej Straży Pożarnej w Jaroszowicach. Straż również korzysta z gminnych pieniędzy.

Salachna w Jaroszowicach, gdzie wybrano go na radnego, mieszka od 2008 roku. Nie wiadomo, czy wcześniej życiem wsi się interesował, podobnie jak służbą i działaniem w ochotniczej straży pożarnej. Publikując swoje przemyślenia na ogólnopolskim forum od Jaroszowic wprost się odżegnuje pisząc: „Moim miejscem na ziemi są Wadowice, tu mam swój dom i ogródek.” Jak to rozumieć?

Być może w ten sposób, że zawrotna kariera Salachny w lokalnej polityce jest po prostu przykładem opanowywania terytorium przez funkcjonariuszy lokalnego układu. Funkcjonariuszy bez moralnych zasad, ale za to bezwzględnie wiernych sprawującym władzę. Wierność ta jest zresztą dobrze opłacana.

Salachna, kierowniki biura LGD „Wadoviana”, pracuje w de facto jednostce gminnej (mającej status stowarzyszenia, ale obsadzonej przez ludzi magistratu, na czele z burmistrz). Stanowi to oczywiście złamanie „Ustawy o samorządzie gminnym”, która zabrania tego typu praktyk, aby uniknąć zależności radnych od burmimistrz i zarządzanych przez nią pieniędzy publicznych. Tymczasem każde z zajmowanych przez radnego Salachnę stanowisk z tymi pieniędzmi się wiąże. To polityczna korupcja.

Ostatnio o dyspozycyjnym radnym zrobiło się głośno, a to za sprawą tekstów które napisał (albo jedynie podpisał z rozkazu). Do klasyki przeszedł już artykuł opublikowany w lokalnym wydaniu „Gazety Krakowskiej”, stanowiący polemikę z krytykami rewitalizacji wadowickiego rynku. Niefachowe i nieprzemyślane działania burmistrz krytykowali: radny Mateusz Klinowski i mieszkanka rynku, Zofia Siłkowska. W odpowiedzi Salachna pisał o bolszewikach, ateistycznych wizjach, przy okazji myląc wiek XIX i XX.

źródło: Gazeta Krakowska (05.08.2011)

W podobnym duchu, natchnionego bełkotu, utrzymana jest polemika, jaka ukazała się niedawno na łamach miejskiego (finansowanego z pieniędzy UM Wadowice) portalu Wadowice24.pl. Radny Salachna polemizuje tam z tekstem, którego nawet nie wymienia i tezami, których w całości nie przytacza. Trudno zrozumieć, o co mu chodzi, zwłaszcza, że największym zarzutem pod adresem (znów!) dr Mateusza Klinowskiego, radnego krytykującego działania samorządu, w tym Salachny, jest to, że nie zawiadamia on prokuratury o wykrytych nieprawidłowościach. Ale dlaczego nie zawiadamia o nich sam Salachna, skoro za sprawą Klinowskiego się o nich dowiedział? Czytelnicy przemyślenia radnego, który postanowił przerwać milczenie, ale najwyraźniej nie uruchomił jeszcze myślenia, wyśmiali.

Do nieco innej kategorii należy tekst opublikowany przez radnego Salanchnę na stronie www.dlaradnych.pl. W tym uduchowionym wystąpieniu nie tylko pisze on o rozbitym kolanie i domu w Wadowicach (choć dom ma w Jaroszowicach i tam wybrano go na radnego), ale nawołuje do odważnego życia w mieście (wsi?). Salachna nie chce być „jak mieszkaniec jaskini”. Choć wówczas:

„miałby zagwarantowane poczucie bezpieczeństwa, ochronę przed deszczem i wiatrem, ale jednocześnie pozbawiłby sam siebie możliwości oglądania słońca, którego przecież nie widać z jaskini, oglądania nieba i kwiatów być może nawet nie wiedząc, że istnieją.”

Wzruszające? Gdy nie pisał tego dorosły, lecz gimnazjalista, to może. Ale w ustach 35-letniego radnego grafomania tych rozmiarów wzbudza jedynie uśmiech politowania.

Radny pisze też, że jego droga do samorządu prowadziła poprzez organizację pozarządową, którą sam stworzył. Znów dyskretnie nie wspomina, że było to stowarzyszenie rozwoju wsi Jaroszowice, bo przed ogólnopolskimi czytelnikami lepiej przecież uchodzić za mieszkańca znanych Wadowic. Pomija też, że w Gminie, w której starał się o mandat radnego był urzędnikiem zatrudnianym przez burmistrz. To akurat nie uległo zmianie, o czym już wspomnieliśmy.

Po tym następuje już jedynie ciąg oderwanych od rzeczywistości projekcji. Radny uważa, że Gmina Wadowice przeżywa dynamiczny rozwój (choć zastój i stagnacja widoczne są w ogólnopolskich rankingach gmin) i podaje tego rozwoju rzekome przejawy (zapominając niestety o jedynej na świecie quasi-informacji turystycznej):

„Coraz lepsze przedszkola i szkoły, nowe zaplecze sportowe, basen, hale sportowe, cyfrowe kino, prężne centrum kultury, nowoczesna biblioteka, remontowane kamienice i ulice, duży remont rynku”

Wszystko to oczywiście dzięki burmistrz Ewie Filipiak, którą nazywa skutecznym gospodarzem i wymienia jednym tchem obok (a jakże!) Jana Pawała II. To pod jej adresem stosowana jest też „przez niektórych pusta, destrukcyjna krytykę wszystkich i wszystkiego”. A radny Salachna takiej krytyki ma dość i się z nią nie zgadza. Nie po to przecież wyszedł z jaskini, gdzie wcześniej rozbił sobie kolano.

Pozostaje nam jedynie mieć nadzieję, że Krzysztof Salachna częściej odwiedzać będzie „nowoczesną bibliotekę”, a odwiedziny to zaowocują kolejnymi zabawnymi publikacjami. Mamy też nadzieję, że mieszkańcy Jaroszowic zdołają ustalić, jak to się stało, że wybrali na przedstawiciela osobę, która do swojego miejsca zamieszkania i wyborców się nie przyznaje.

**

A oto i same pocieszne teksty radnego Krzysztofa Salachny:

Nasze małe ojczyzny

Milczeć już nie wypada