Radni znów powiedzieli „nie” mieszkańcom Wadowic

Prezentujemy nagranie dokumentujące losy projektu zmiany Statutu Gminy Wadowice, który miał umożliwić mieszkańcom wypowiadanie się w czasie obrad Rady Miejskiej. Choć mieszkańcy Wadowic domagali się tego od dawna, a rozwiązanie to  funkcjonuje w wielu polskich gminach, większość Rady, bez jakiejkolwiek dyskusji powiedziała “NIE”. Przy okazji wybuchł skandal – Zdzisław Szczur uniemożliwił zabranie głosu przez autorów projektu.

Projekt uchwały zgłosili jedyni radni, którzy w ogóle jakiekolwiek projekty uchwał w Radzie Miejskiej zgłaszają: Janina Kamińska, Andrzej Petek, Paweł Janas, Henryk Odrozek, Tomasz Ramenda oraz Mateusz Klinowski. Inicjatywę zmian w Statucie Gminy, które umożliwią zabieranie przez mieszkańców głosu oraz składanie własnych projektów uchwał (ten projekt upadł poprzednio) popierali również internetowi komentatorzy i mieszkańcy. W ramach projektu zostało dookreślone, w jaki sposób i w jakich okolicznościach każdy z mieszkańców może wyrazić publicznie swoje zdanie na temat spraw dla Gminy ważnych. Jak podkreślono w uzasadnieniu projektu, istniejące dziś przepisy nie są precyzyjnie i nie są przestrzegane przez Zdzisława Szczura, przewodniczącego Rady Miejskiej.

Projekt głosowano na końcu rekordowo długiej sesji, przerywanej ćwiczeniami strażackimi. Na sali nie było już niemal żadnych gości, nie wytrzymali tego także zainteresowani sprawą mieszkańcy. Zorganizowanie obrad z daleka od centrum miasta (remiza OSP Chocznia) i ich program było oczywiście celowym zabiegiem mającym zniechęcić ewentualnych zainteresowanych do przybycia. Zaproponowane zmiany miały charakter redakcyjny. Prezentując je radny Mateusz Klinowski mówił, że większość radnych nawet nie przeczytała projektu i nie ma pojęcia, za czym głosuje. Nie zna też nawet Statutu Gminy i regulaminu pracy Rady Miejskiej. Paweł Janas wyraził za to nadzieję i wiarę, że w Radzie są osoby, które czytały projekt oraz chcą być pro-obywatelscy.

Nadzieje te natychmiast rozwiał Mariusz Ruła, podobnie jak Paweł Janas członek PO. Jednak Ruła, mieszkaniec Choczni, stoi na czele dziwnego tworu, który już opisywaliśmy – Klubu PO złożonego z osób, które jeszcze niedawno w PO nie były. Klub ten stanowi alternatywę dla Koła PO, w którym są Janas, Odrozek i Ramenda. Ruła określił projekt uchały mianem “populistycznego, autorstwa radnych lewicowych i ich sojuszników”. Dalej otrzymaliśmy zdumiewający wykład na temat systemu samorządowego, gdzie dla mieszkańców nie ma miejsca. Okazało się również, że Rada Miejska pełna jest jałowych dyskusji (!), a zmiany w Statucie w czasie trwania kadencji Rady mają czemuś zagrażać. Ruła konfabulował fikcję z kartki, używając do tego pojęć, których na pewno nie rozumiał (vacatio legis). A że dyskusji w Radzie Miejskiej Wadowic nie ma, nawet jałowych, radni mieli się zaraz przekonać.

M. Ruła zakończył swoje wystąpienie stwierdzeniem, że zaproponowany projekt jest jedynie próbą zdobycia władzy przykrytą “pro-obywatelską retoryką”. Zebrał oklaski – obecnych na sali urzędników. Co ciekawe, najgłośniej klaskał Piotr „Statyw” Hajnosz. Kotarba, gdy zaczęto go filmować, klaskać natychmiast przestał. Widać, że ćwiczony.

Dalej było już tylko straszniej. Głos zabrał bowiem radny Krzysiu Salachna, wytrenowanym w seminarium duchownym głosem odczytując stanowisko radnych PiS. Nie było w nim żadnych uwag na temat projektu, a Krzysiu, podobnie jak M. Ruła skupiał się wyłącznie na osobach radnych, którzy projekt podpisali. Była więc mowa o “populistycznym krytykanctwie, niepopartym rzeczywistością, zarzutami, wirtualną sferą aktywności”. Radni chcący realizować postulaty demokracji okazali się populistami, którzy wyłączyli się z prac Rady, komisji i potrafią jedynie obrażać burmistrz. Dlatego Salachna wniósł o “stanowcze odrzucenie nadmiernie upolitycznionego projektu, grożącego destabilizacją Rady Miejskiej”. Na końcu efektownie się oblizał się i… dostał niemrawe brawa. Tym razem Kotarba nie klaskał.

Po wystąpieniu Salachny nastąpiła rzecz niebywała – przewodniczący Rady Miejskiej Zdzisław Szczur postanowił zablokować możliwość zabierania głosu przez radych – autorów projektu. Radni chcieli odnieść się do odczytanych przez Salachnę oraz Rułę głupot. Szczur nie udzielił głosu nawet w sprawach regulaminu, tym samym go łamiąc. Nie pomogło nawet rzucanie mu w twarz słowem “demokracja”, czego próbowali Odrozek i Klinowski. Przewodniczący wadowickiej “Solidarności”, uważający się za opozycjonistę z wielkimi zasługami, swoim zwyczajem “rżnął głupa”, a nawet twierdził, że pytanie o demokrację mu ubliża.. Gdy Paweł Janas chciał wyrazić stanowisko Koła PO, ale niestety… okazało się, że takiego koła już nie ma. Uznał tak Szczur. Mateusz Klinowski retorycznie więc zapytał, “za co bierzecie pieniądze w tej Radzie”? Nikt nie odpowiedział.

Wreszcie, radny K. Kuzon złożył wniosek o przerwanie dyskusji, która nawet się nie rozpoczęła, i przejście do głosowania. Dalszy ciąg już znamy – radny Klinowski włączył na znak protestu megafon, druh Cholewka zerwał się do boju i tubę zabrał. A gdy po sesji z nią wrócił, powiedział, co myśli.

Przewodniczący kolejnych komisji Rady odczytali stanowisko wszystkich komisji (w każdej z nich większość ma nieme stronnictwo Ewy Filipiak) – było ono zawsze negatywne. Tylko Józef Cholewka zdobył się na wydukanie z kartki jakiegoś uzasadnienia owej negatywnej oceny. Reszta przewodniczących nie miała nic do powiedzenia. Na koniec nastąpiło głosowanie, gdzie zmiany w statucie poparli wyłącznie sygnatariusze projektu. Przez pomyłkę “za”, pewnie z przyzwyczajenia, bo radni Ewy głosują jedynie “za”, głosował również J.Cholewka, ale szybko się wycofał. W ten sposób w Radzie Miejskiej utrącono kolejną, po projekcie inicjatyw uchwałodawczych mieszkańców, demokratyczną inicjatywę.

Na koniec warto przypomnieć, że w Kalwarii Zebrzydowskiej rządzi burmistrz będący pod kontrolą Ewy Filipiak – były nauczyciel gminnej szkoły z Wadowic. Burmistrz-figurant zatrudnia u siebie ekipę z wadowickiego dworu, na czele z gadzinowym dziennikarzem Marcinem Płaszczycą (nie mający pojęcia o komputerach Płaszczyca pracuje jako “informatyk”), czy spadochroniarzem z powiatu, zaufanym Kotarby z okresu „wspólnego budowania szpitala” 2006-10, Mirosławem Nowakiem. Ale jest jedna różnica – radni nie są marionetkami, wstawianymi przez burmistrz na listy PO, PiS, Wspólnego Domu i opłacanymi z publicznych pieniędzy. I dlatego mieszkańcy w czasie obrad Rady mają prawo zbierać głos, gdy w Wadowicach muszą siedzieć cicho. Inaczej grozi im, że… dostaną w ryło.