Propagowanie zainteresowania sprawami gminy to „atak na demokrację”

W dniu 23 września 2011 r. w Wadowicach odbyła się demonstracja zorganizowana przez Inicjatywę Wolne Wadowice. Udział w pikiecie wzięli mieszkańcy gminy oraz kilku Radnych z gminy i powiatu (M. Klinowski, A.Petek, J.Kamińska, Z.Jurczak). Mieszkańcy zebrali się, by stanowczo sprzeciwić się łamaniu prawa przez wadowickie władze.

Jak wiemy, podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej odbywającej się w dniu 29 sierpnia 2011, Przewodniczący Zdzisław Szczur wbrew uchwalonemu przez Radę regulaminowi Rady Miejskiej w Wadowicach, nie przewidział w posiedzeniu punktu dotyczącego zapytań i interpelacji.  Na skutek zdecydowanego sprzeciwu Radnego Klinowskiego i złożonego przez niego wniosku o uzupełnienie, dał pod głosowanie wprowadzenie tego punktu do obrad, punktu, który zgodnie z regulaminem RM i ustawą o samorządzie gminnym, musi być elementem każdej sesji Rady Miejskiej. Tak więc Radni głosowali czy mają przedstawiać na sesji problemy mieszkańców czy nie.   Za przyjęciem wniosku głosowało tylko 7 spośród 21 Radnych, a więc ostatecznie Radni zagłosowali za odebraniem sobie głosu podczas obrad na sesji.

Radni głosujący za wnioskiem M.Klinowskiego, oburzeni faktem tak rażącego łamania regulaminu Rady Miejskiej przez jej Przewodniczącego, zgłosili problem do naszej Inicjatywy i razem z grupą ok 200 mieszkańców tworzących Inicjatywę, którym dobro naszej gminy leży na sercu, postanowili zorganizować pikietę, na której zachęcali innych mieszkańców miasta i gminy do wiekszego zainteresowania sprawami gminy, która jest przecież wspólnym domem nas wszystkich, a nie tylko urzędników z magistratu wadowickiego.

 


W swoim apelu do kandydatów na posłów Radny Mateusz Klinowski powiedział: „Pamiętajcie o tym, że najważniejsi są obywatele…”

Następnie Radny przedstawił statystki dotyczące miejsca naszej gminy w ogólnopolskim rankingu gmin.

„(…)870-te miejsce na liście gmin polskich! 51-wsze miejsce w Małopolsce!” – grzmiał Klinowski. „Wyprzedzają nas takie miasta jak Sucha Beskidzka, Zator, wyprzedza nas nawet Skawina. Jesteśmy daleko z tyłu. (…) każdy manager, który prowadziłby w ten sposób firmę zostałby już dawno zwolniony, ale jakimś cudownym zbiegiem okoliczności w Wadowicach nie możemy zwolnić naszej władzy.(…) Problemem naszego miasta jest to, że prawo nie jest tutaj przestrzegane. Jeżeli pani Burmistrz odmawia odpowiedzi na interpelacje Radnych, jeżeli Przewodniczący Rady Miasta nie zwołuje sesji, którą obowiązek ma zwołać, łamiąc ustawę o samorządzie gminnym no to z czym w ogóle mamy do czynienia?! Co to za miasto, w którym w ogóle nie szanuje się prawa?!

Po krótkim wstępie i zarysie problemów gminy, Radny Klinowski przedstawił zebranym założycieli Inicjatywy Wolne Wadowice, pana Zbigniewa Jurczaka, panią Zofię Siłkowską oraz podróżnika Arkadiusza „Aruna” Milcarza, którzy powiedzieli kilka słów na temat własnej sytuacji i odczuć związanych z działaniem wadowickiego samorządu.

„(…) W czasie stanu wojennego w tym mieście bało się władzy kilku ludzi, może dziesięciu, którzy działali w opozycji stanu wojennego(…)” mówił zebranym Radny Powiatowy Zbigniew Jurczak. „(…) w tej chwili boi się całe miasto (…)”. Jako przykład obaw mieszkanców przed władzą podał fakt, iż przed ostatnimi wyborami do powiatu wiekszość jego znajomych, znanych mu od młodości, bało się wywiesić w witrynach posiadanych przez siebie sklepów jego plakatów wyborczych. Tymczasem aktualnie, na ponad stu kandydatów do sejmu z okręgu nr 12 w pięciu województwach, w mieście wiszą głownie plakaty jednego kandydata na posła. „Czy jest to jest dowód tak wielkiej miłości do tego kandydata?” – pytał retorycznie.

Zofia Siłkowska wyjaśniła mieszkańcom zasadność swojego bannera z napisem „SAMORZĄD ZAWSZE NIEGOSPODARNY REWITLIZACJA RYNKU BEZ DOBRA MIESZKAŃCÓW”. Baner to „sprzeciw przeciw traktowaniu naszych potrzeb, naszych warunków zyciowych w tym mieście jako rzeczy absolutnie nieistotnej, nieważnej dla władzy… i po prostu można zlekceważyć, można fałszywie oskarżyć, można nie zrobić, i okazuje się, że nikomu nic za to? No nie! My sobie tego nie życzymy i na to pozwolić już dłużej nie możemy” – mówiła. Władza nie jest wzięta z nieba lecz z wyboru nas mieszkańców  i tylko nie chodzenie na wybory i brak odpowiedzialności pozwala na to, że tacy ludzie trwają na swoich stanowiskach.

Siłkowska przypomniała nauczanie Ojca św. Jana Pawła II, który zawsze rozmawiał i nawet gdy się nie zgadzał z rozmówcą to szanował jego stanowisko a następnie odniosła nauczanie do stanowiska Urzędu Miasta, który deklaruje wierność Janowi Pawłowi II ale sam odcina się od rozmowy z mieszkańcami murem.

Jako trzeci wystapił „Arun” Milcarz, podróżnik i globtroter, mieszkający w Ponikwi.

„Tylko dwa razy byłem na sesji Rady Miasta w Wadowicach(…)” i „(…) widziałem coś co mnie zamurowało: przez trzy i pół godziny Rady Miasta tylko trzech Radnych czy czterech Radnych przez te całe trzy i pół godziny chciało się odezwać i miało coś do powiedzenia. Reszta Radnych, która jest Radnymi, waszymi Radnymi, nie miała nic do powiedzenia, nie było żadnych interpelacji(…) taka sytuacja jest nie do pomyślenia!” – skwitował. Następnie porównał sesje Rady Miejskiej Wadowic z sesjami Rady Miejskiej w Andrychowie odbywającymi się w sali domu kultury, do której może wejść każdy zainteresowany. „(…) Ludzie tam więdzą, że każdy może na tą Radę przyjść. Jeżeli jest Rada organizowana (…) w małej klitce, gdzie ludzie w ogóle nie wiedzą, że mogą przyjść, że mogą coś powiedzieć, inaczej, że mogą w ogóle coś obserwować, to moim zdaniem to nie jest to miejsce”  

Podczas demonstracji Radni wraz z mieszkańcami zachęcali do większego zainteresowania mieszkańców sprawami gminy, oraz aktywnego udziału w sesjach Rady Miejskiej i w wyborach zarówno samorządowych jak i parlamentarnych. Rozdana została też gazetka informacyjna dotycząca Rady Miejskiej oraz UM. W gazetce znalazły się informacje, które zwykle znajdujemy na stronach BIP każdego Urzędu Miasta. W Wadowicach jednak Urząd takich informacji, mimo ich oczywistej jawności, nie publikuje.

Pikieta zakończyła się flash mobem, który odbył się przez wejściem do Urzędu Miasta, jednak ustalony znak, który miał rozpocząć wydarzenie – pieśń „MOJE MIASTO WADOWICE” grana z wieży wadowickiej bazyliki nieprzerwanie od od kilkunastu lat, tym razem nie rozbrzmiała. Mimo to, zebrani mieszkańcy miasta odśpiewali ją sami i rozeszli się do domów.

Po zakończeniu demonstracji, przed wejściem do UM pojawił się rzecznik prasowy Stanisław Kotarba, radny powiatowy i kandydat na posła RP z ramienia Platformy Obywatelskiej. Kotarba nazwał zebranych mieszkanców miasta  lewicą i grożąc policją, zarzucił im zniszczenie jednego ze swoich banerów wyborczych.   „Nie cieszcie się, jest was garstka(…) damy sobie radę z wami” – mówił. „Mieszkańcy Wadowic was znają, wszystkich was znamy„. Na informację od jednego z pikietujących, że przyjechał z Krakowa, Kotarba odepchnął go mówiąc: „niech Pan wraca do Krakowa, tu są wadowickie sprawy„.

Kandydat nazwał legalną, podkreślmy, pikietę niszczeniem demokracji. Stwierdził, że musimy się przeciwstawić tym kłamstwom i oszczerstwom, które w sposób plugawy niszczą demokrację, na którą on jako obywatel człowiek Solidarności tak ciężko pracował. Na koniec, na pytanie jednej z mieszkanek Wadowic dotyczące  upadku jej firmy, odwrócił się plecami, a towarzyszący mu operator sprzętu nagłaśniającego odparł „zapraszamy panią na kawę”. Całość nagrania do obejrzenia tutaj

Burmistrz Ewa Filipiak podczas uroczystego przekazania samochodu placówce OSP w Kleczy Dolnej, w odzewie na pikietę powiedziała:

 „(…) korzystając z okazji chciałabym Państwu powiedzieć  o takiej rzeczy, która się wydarzyła… właściwie dzieje się od paru miesięcy, apogeum było wczoraj w piątek (…) mamy w tej Radzie Miejskiej kilka osób, które zarzucają złą pracę Rady poprzez to, że jeden z wiceprzewodniczących Rady jest strażakiem ochotnikiem. (…) Osobą najbardziej taką agresywną w tych atakach jest nijaki Klinowski, radziłabym to nazwisko zapamiętać. Oprócz tego jest członek SLD Petek. Przypomnę tylko: w 97 roku jak Marian Sołtysiewicz, strażak ochotnik, startował do sejmu to sfastyki na jego plakatach malował własnie wspomniany przeze mnie Petek. Został przez policję złapany i ukarany. I pani Janina Kamińska, to jest trójka, która wespół z Edwardem Wyrobą, z Jurczakiem, Mlostem, chce zrobić przewrót w Wadowicach. Ja mam nadzieję, że… znaczy mam nadzieję… wierzę w to i wiem, że to się nie uda, ale korzystając z okazji chciałabym Państwu na to właśnie zwrócić uwagę. A przede wszystkim na to, że złe działanie naszego samorządu, naszej Rady Miejskiej jest dlatego złe, że na jej czele stoi strażak ochotnik, pielęgniarka czy operator koparki. Tak, tak to w ustach tych ludzi wygląda. (…) Jeżeli ktoś obraża strażaka, to wydaje mi się, że cała społeczność strażacka powinna się temu sprzeciwiać.”

Czyli podsumowując:

1. Mieszkańcy wraz ze swoimi Radnymi, widząc łamanie przepisów prawa przez innych Radnych i Burmistrz, skorzystali z prawa do protestu i  zorganizowali legalną pikietę, zachęcając do wiekszego zaangażowania mieszkańców w sprawy gminy, propagując czynny udział w wyborach i sesjach Rady Miejskiej oraz przekonując, że urzędu nie należy się bać, bo to urząd jest dla mieszkanców a nie mieszkańcy dla urzędu.

2. Kandydat na posła RP Stanisław Kotarba nazwał pikietę niszczeniem demokracji i oskarżając zebranych mieszkańców miasta Wadowic i gości z Krakowa o zniszczenie jego bannera zagroził policją.

3. Burmistrz Ewa Filipiak skomentowała korzystanie z demokretycznego prawa do sprzeciwu jako chęć zrobienia przewrotu w Wadowicach i publicznie potępiła jej organizatorów, sugerując przy okazji, że Radni uważają, iż strażak nie nadaje się na Radnego.

Zapraszamy do obejrzenia video z przebiegu pikiety oraz wypowiedzi Pani Burmistrz w tej sprawie.