Program Jacka Jończyka to obietnice bez pokrycia

Szefowa sztabu Jacka Jończyka (wicestarosta), nowoczesny Jacek Jończyk (starosta) oraz koordynator kampanii (Paweł Janas)

W otoczeniu najbliższych współpracowników Jacek Jończyk przedstawił z pompą swój program. Czy podobnie jak obiecywani “fachowcy”, program to jedynie zbiór pobożnych życzeń? Publikujemy przesłaną nam przez jednego z czytelników recenzję programu Nowoczesnego Samorządu.

Program Komitetu Wyborczego Jacka Jończyka Nowoczesny Samorząd sprawia wrażenie przygotowanego sporym nakładem pracy. Uważna analiza całości budzi jednak liczne zastrzeżenia. Mamy do czynienia z efektownym pustosłowiem opakowanym w poważne miny i gesty prezentujących ten dokument osób.

Kto i kiedy tworzył program?

Na początek zwracam uwagę na padające od dawna zapewnienia otoczenia starosty, że program opracowują profesjonaliści, do tego podzieleni na tematyczne zespoły. Wbrew tym szumnym zapowiedziom program z pewnością nie wyszedł spod pióra osób mających profesjonalne przygotowanie w dziedzinie planowania rozwoju. Obiecanymi „profesjonalistami” okazali się zaś radni koła PO oraz krytykujący ich przez lata za niemoc i brak kompetencji “blogerzy”. Osoby te przedstawiono mieszkańcom jako “koordynatorów” od różnych spraw. Zabrzmiało to co najmniej niepoważnie.

Zastrzeżenia budzą też zapewnienia, że program Jacka Jończyka był przygotowywany od 2011 r. Jeśli tak, stoi to w sprzeczności z deklaracjami pana Starosty na temat momentu podjęcia decyzji o kandydowaniu na stanowisko burmistrza Wadowic, co rzekomo stało się dopiero niedawno. No i kto ów program tworzył, skoro członkowie sztabu Jacka Jończyka w 2011 r. nic jeszcze nie wiedzieli o jego zamiarach i dopiero jesienią zeszłego roku zaczęli, najpierw po cichu, później już jawnie, przechodzić do jego obozu.

Jedynym ekspertem w gronie „ekspertów” okazał się dr Konrad Meus. Był to jednak ekspert od historii. Dr Meus nie omieszkał wspomnieć, że program Jacka Jończyka pomagało mu pisać „kilku reprezentantów środowiska naukowego z różnych uczelni z całego kraju”. Byli to „serdeczni przyjaciele dr Meusa”, niektórzy z imponującym międzynarodowym doświadczeniem, bo… uczą przyjeżdżających do Polski Chińczyków. Niestety, nazwisk tych “przyjaciół” i ich wkładu w program nie poznaliśmy. Ze wystąpienia wynikało za to, że udział członków sztabu Jończyka w tworzeniu programu – dla przypomnienia: nazywanych specjalistami, był niewielki – wnieśli oni jedynie “cenny wkład” zapoznając się z propozycjami. Zresztą, czy ktoś na serio myślał, że nie angażujący się nadmiernie w prace Rady Miejskiej  Paweł Janas wniesie coś innego niż “wkład”? Gdzie zatem podziali się “koordynatorzy” i ich “zespoły”? To na zawsze pewnie pozostanie już tajemnicą kuchni Nowoczesnego Samorządu.

Dr Konrad Meus prezentuje historyczne osiągnięcie, czyli program o porównywalnej z innymi dokumentami ilości słów

Pierwsze prawo produkcji kiełbasy wyborczej: ilość równa się jakość

Historyk dr Meus ze swadą przedstawił zarys programu. Program nazwał “historycznym”, a to dlatego, że planów rozwoju Wadowic rzekomo miało nie być od ćwierćwiecza. O istniejących strategiach rozwoju Gminy Wadowice czy planach odnowy poszczególnych miejscowości (w znacznej mierze nie realizowanych) oraz innych programach (niska emisja) dr Meus, nie wiedzieć czemu, zapomniał. Drobiazgowo jednak wymienił, ile znaków zawiera przygotowany przez niego dokument, porównywał też jego objętość z programem rozwoju Wrocławia. Dowodzić to chyba miało wysokiej jakości przygotowanej publikacji, podług zasady, że ilość równa się jakość. Wydaje się, że było to niepisane motto całej prezentacji i samego zaprezentowanego programu.

Prezentacja przyniosła niewiele treści i konkretów. Program Jacka Jończyka zawiera na 30 stronach wiele postulatów słusznych i potrzebnych, ale autorów jednak wyraźnie poniosło. Z faktu, że konkretny postulat jest słuszny i potrzebny, nie wynika przecież, że jest możliwy do zrealizowania. Do tego nie przemyślano sposobów takiej realizacji. Czy aby dlatego, że postulaty te sformułowano tylko na potrzeby wyborów? Takie właśnie można odnieść wrażenie.

Błędne priorytety Jacka Jończyka

Propozycje Nowoczesnego Samorządu budzą moje zdziwienie. Przede wszystkim dlatego, że rozmijają się z potrzebami mieszkańców.

W programie zapisano potrzebę wprowadzenia sobotnich dyżurów pracowników określonych wydziałów Urzędu Miasta. Łatwo to powiedzieć, trudniej wykonać. Dyżurującym pracownikom trzeba będzie dać inny wolny dzień i nie odbędzie się to bez wpływu na jakość działania urzędu jako całości, nie wspominając o dodatkowych kosztach. Najlepszym dowodem na ryzykowność takiego pomysłu jest fakt, ze Jacek Jończyk w trakcie czteroletniej kadencji Starosty nie zdecydował się na takie rozwiązanie w podległym sobie urzędzie. Natychmiast zresztą wytknęli mu to obecni na prezentacji programu dziennikarze. Poza tym, czy urzędowe soboty to najważniejsza bolączka mieszkańców gminy?

Program zawiera obietnicę powołania Wadowickiego Centrum Rekreacji, Sportu i Turystyki. Po przestudiowaniu proponowanych kompetencji tej jednostki – wspieranie, koordynowanie, itd., nasuwa się nieodparte wrażenie, że jest to stwarzanie bytów ponad potrzebę (czyżby chodziło tu o stworzenie nowych posad?). Obietnica wybudowania potężnego centrum sportowego – kryte, całoroczne boisko, wielopoziomowa siłownia, sala ćwiczeń, hostelu, w sytuacji poszerzających się obszarów ubóstwa, braku lokali socjalnych i braku dostępu części mieszkańców do wody pitnej, wydaje się zaś po prostu niestosowna. Dr Meus roztaczał też w czasie swojej prezentacji wizję Wadowic jako miejsca ściągającego do swojej bazy treningowej sportowców z całego kraju. Czyżby w Polsce brakowało dobrych ośrodków treningowych?

Podobne zastrzeżenia nasuwają się w związku z poszerzeniem zreformowanego Muzeum Historycznego Ziemi Wadowickiej o dwie nowe placówki (jedna w ścisłym centrum), co łączyć się będzie również ze znacznymi kosztami. Skąd na to brać pieniądze i czy to w ogóle potrzebne?

Budowa obiektów sportowych, jak i rozbudowa muzeum, to szczytne przedsięwzięcia. Wątpliwości dotyczą jednak tego, czy wobec skali problemów związanych z podstawami ludzkiej egzystencji i ograniczonej ilości środków należy podejmować się tego rodzaju przedsięwzięć?

Miasto odkorkujemy!

Kandydat Jończyk proponuje ustanowienie w pobliżu rynku i targowiska miejskiego darmowych miejsc parkingowych dla osób, które dokonują tam zakupów. Nasuwa się jednak pytanie o fizyczne istnienie terenu, gdzie takie miejsca mogłyby być ustanowione? Niestety w sąsiedztwie targowiska i rynku gmina nie dysponuje wolnymi terenami – ostatnim „wolnym” miejscem jest skwer przy ul. Wojtyłów, koło restauracji Ogrodowa. A może to już istniejące parkingi mają być dla czyniących zakupy darmowe? Kto jak i za ile będzie kontrolował parkujących? Ponadto, zapis ten stoi w sprzeczności z podaną dalej deklaracją utrzymania płatnych parkingów dla turystów (jak rozróżnić turystę od osoby dokonującej tylko zakupów?). Przy bliższym spojrzeniu słuszny na pozór postulat okazuje się dość nierozsądny.

W programie Jacka Jończyka zapisano obietnicę utworzenia spółki gminnej zapewniającej skomunikowanie obszarów wiejskich z Wadowicami. Niewątpliwie utrudzeni podróżowaniem w mało komfortowych busach obywatele przyjmą taką obietnicę z uznaniem. Nasuwają się jednak pytania o realność takiej obietnicy. Dobrze wyposażony nowy autobus to koszt kilkuset tysięcy złotych. Tych autobusów należy zakupić znaczną liczbę, aby zapewnić rentowność całemu przedsięwzięciu. Ponadto, potrzebna będzie jakaś zajezdnia, budynek administracyjny i baza serwisowa. Czy autorzy programu skalkulowali te koszty? Czy w obliczu znacznej konkurencji na rynku przewozów osobowych owa spółka miejska będzie w stanie się utrzymać? Zwłaszcza w przypadku obsługiwania mało rentownych przejazdów w soboty, niedziele i święta?

Dodać należy, że lwia część terenu zajętego obecnie pod dworzec autobusowy nie jest własnością Gminy, lecz Skarbu Państwa, w trwałym zarządzie Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Gdzie zatem można będzie zlokalizować fizycznie obiekty nowej spółki? A więc znów postulat może i słuszny, ale zupełnie nieprzemyślany i nierealny…

Jak widać, próbę rozwiązania problemów z komunikacją w Wadowicach sprowadzono do niespecjalnie przemyślanych posunięć, raczej niemożliwych do realizacji. Czy tak powinien postępować poważny kandydat na burmistrza, do tego otoczony przez cały sztab “ekspertów” i “koordynatorów”?

Odnośnie BDI starosta niewiele ma do powiedzenia konkretów. Z jego programu zdaje się wynikać, że chce on szybkiego powstania BDI i to wielce niekorzystnym dla Wadowic wariantem poprzez Chocznie i Jaroszowice. Jest to rozwiązanie katastrofalne, ale starosta na ten temat nie ma nic do powiedzenia. Czy to uczciwe względem wyborców z Choczni, których domy będą wyburzane pod budowę ekspresówki?

Edukacja, czyli zupełnie nie wiemy, o czym piszemy?

Zapisy programu na temat edukacji dowodzą nieznajomości tematu, a może i czegoś więcej. Gmina ma ściśle określony w ustawie o systemie oświaty zakres uprawnień i nie posiada kompetencji do wtrącania się w merytoryczną pracę szkól i placówek. Może tylko i powinna wspierać taką działalność finansowo i administracyjnie. Szczytem ignorancji wydaje mi się więc postulat o przygotowaniu przez Gminę jakichś podręczników (jak można się domyślać Gmina będzie nakłaniać, a może zmuszać szkoły do ich wprowadzenia). Według obowiązujących przepisów programy szkolne (a to wiąże się z odpowiednimi podręcznikami) zatwierdza nie kto inny, jak dyrektor szkoły. Czyżby Jacek Jończyk o tym nie wiedział?

W programie obiecano zatroszczyć się szczególnie o uczniów uzdolnionych. Konkretną, przewidzianą przez prawo, formą wsparcia uczniów wybitnie uzdolnionych jest tzw. indywidualny tok lub program nauczania. Nasuwa się zatem pytanie, jak kierowany przez Jacka Jończyka Zarząd Powiatu nagradzał dotychczas nauczycieli szkół powiatowych, którzy podjęli ogromny wysiłek opieki nad uczniami z indywidualnym tokiem lub programem nauczania? Prawidłowa odpowiedź brzmi: nauczyciel taki nie otrzymywał żadnego wynagrodzenia, pomimo istnienia takie możliwości prawnej! Jacek Jończyk znów więc obiecuje coś, czego będąc starostą nie realizował!

Dużo do myślenia daje fakt, że Jacek Jończyk podpisuje się pod tego rodzaju zapisami programowymi. Przecież przez ostatnie 4 lata zarządzał licznymi szkołami i placówkami oświatowymi. Najwidoczniej nie wiedział i nie wie, co w zakresie prowadzenia szkół i placówek oświatowych czynił. A może tylko składa puste obietnice, których nie zamierza wypełniać?

Sprzedane odzyskamy!

W programie zapisano obietnicę budowy budynków z lokalami socjalnymi i we współpracy ze Spółdzielnią Mieszkaniową. Bardzo słusznie. Ale brakuje najmniejszej nawet wzmianki o zapewnieniu odpowiednich terenów. Spółdzielnia Mieszkaniowa od wielu lat bezskutecznie poszukuje gruntów, na których mogłaby wznosić budynki. Gmina Wadowice nie dysponuje większą ilością takich terenów. Jak kandydat Jończyk chce rozwiązać ten problem? Nie wiadomo.

Z treści programu pośrednio wynika, że Gmina Wadowice nie posiada „strategii eliminacji emisji gazów cieplarnianych”. To nieprawda. W roku 2012 Rada Gminy uchwaliła „Program Ograniczenia Niskiej Emisji dla Gminy Wadowice”. Odrębną kwestią jest czy i jak program ten jest realizowany oraz czy wymaga korekty, ale trudno zaprzeczać jego istnieniu.

Jacek Jończyk rozważa również „odzyskanie przez gminę operacyjnej kontroli nad spółką zarządzająca składowiskiem odpadów”. Decyzja o objęciu nowych udziałów przez inwestora w osobie Przedsiębiorstwa Komunalnego EMPOL Spółki z o.o. z siedzibą w Tylmanowej była jednym z najbardziej kontrowersyjnych pociągnięć Ewy Filipiak. Niestety, umowa spółki została sporządzona profesjonalnie i bardzo dobrze zabezpiecza interesy nowego udziałowca. Jakikolwiek próby „odzyskania kontroli operacyjnej” bez zgody nowego wspólnika są mrzonką. Ten nowy wspólnik nie zrezygnuje ze swoich uprawnień bez bardzo wysokiej rekompensaty. Znów puste obietnice?

Skąd na to wszystko pieniądze?

W programie brak jakiegokolwiek odniesienia do realiów finansowych Gminy, których autorzy programu najpewniej w ogóle nie badali. W ciągu ostatnich 4 lat wydatki majątkowe Gminy były w znacznej części pokrywane z kredytów. Dobrze byłoby wiedzieć, w jaki sposób nowy burmistrz w osobie Jacka Jończyka będzie poszukiwał środków na zapowiadane inwestycje? Są tylko dwa wyjścia: albo trzeba będzie szukać oszczędności w wydatkach bieżących, albo zadłużać Gminę. Oszczędności w wydatkach bieżących oznaczają ograniczenie części obietnic wyborczych. Nadmierne zadłużenie oznacza z kolei odsuwanie problemów w czasie.

Jako źródła finansowania swoich obietnic Jacek Jończyk wskazuje Małopolski Regionalny Program Operacyjny, czyli środki Unijne. Wskazano te środki bardzo ogólnie, bo przecież mowa zaledwie o możliwości starania się o nie. Trzeba będzie mieć dobrze przygotowany i przemyślany projekt oraz… wkład własny. Kto przygotuje projekty? Dr Meus i jego “przyjaciele” uczący Chińczyków? Nie sądzę. To może Paweł Janas czy jakiś inny koordynator czy specjalista, od których w komitecie Jacka Jończyka aż się roi? A skąd pieniądze na wkład gminy? Jacek Jończyk w tej istotnej sprawie nie ma jednak nic do powiedzenia. Nie pytają o to także dziennikarze, nie dociekają mieszkańcy.

To rodzi podejrzenia, że Jończyk nie traktuje poważnie własnego programu. A może również nie traktuje go poważnie nikt inny…

Podsumowanie

Po lekturze programu Jacka Jończyka nasuwa mi się spostrzeżenie, że pomimo znacznej objętości, nie jest to dokument wartościowy. Stworzyli go amatorzy bez potrzebnej wiedzy na temat potrzeb gminy i warunków planowania jej rozwoju.

Bardzo wiele miejsca i energii poświęcono sprawom drugoplanowym. Uderza dysproporcja pomiędzy rozbudowanym i szczegółowym działem dotyczącym tzw. nadbudowy, a działem poświęconym najistotniejszym sprawom bytowym mieszkańców. Uderza także dysproporcja pomiędzy stopniem uszczegółowienia tych działów.

Rzuca się w oczy też poziom pustosłowia w prezentacji programu. Wystąpienie dr Meusa przypominało gawędę historyczną i było zgrabnie podaną futurologią, ale z pewnością nie sensowną propozycją na 4 lata dla zaniedbanej gminy, gdzie odłogiem leżą sprawy zupełnie podstawowe (wodociągi, kanalizacja, mieszkania komunalne). Oczywiście w tekście programu zamieszczono uwagi o pracach nad skonkretyzowaniem różnych postulatów, ale skoro program był jakoby tworzony od 2011 roku, uwagi te budzą podejrzenia, że mamy do czynienia z dość nieudolną próbą przykrycia braków własnych kompetencji.

Jacek Jończyk poprzedził prezentację programu odczytanym z kartki zapewnieniem, że każda ze znajdujących się tam propozycji “pozostaje w zasięgu możliwości Nowoczesnego Samorządu”. Nie trzeba wiele, aby zobaczyć, że jest to nieprawda. Nie widać też śladu obiecanej nowoczesności, no może poza dyskusyjną próbą kreowania wizerunku i własnym logiem.

Z historycznej konferencji najdłużej pozostanie mi w pamięci otwierająca spotkanie wypowiedź Marty Królik, wicestarosty i szefowej komitetu wyborczego: “Jesteśmy wdzięczni za to, ze pan Jacek Jończyk odpowiedział na wezwania różnych środowisk opozycyjnych w gminie Wadowice i zechciał przewodzić naszej grupie”. Gdyby jeszcze zechciał poważnie potraktować swoich wyborców…

Autor: —

OD REDAKCJI.

Konferencję starosty Jacka Jończyka recenzowali również dziennikarze lokalni. Były to recenzje krytyczne, jak choćby ta zamieszczona na portalu Pressmix. Tamże opublikowano również na poły satyryczną ocenę „nowoczesnego” wizerunku sztabu starosty Jacka Jończyka. Publikacja ta wywołała furię nie posiadających dystansu do siebie sztabowców nowoczesnego starosty, więc tym bardziej warto ją przeczytać. Na naszej stronie również opisaliśmy wizerunkowe problemy Jacka Jończyka. Diagnoza okazała się trafna.