Popisy wadowickich samorządowców

Tak wygląda rewitalizacja centrum miasta Wadowice

Samorządowi politycy Wadowic nie szczędzą nam rewelacji. Najpierw Urząd Miejski modernizował ulicę Karmelicką. Wykonawca nie tylko partaczył, ale jeszcze dodatkowo wyświadczał przysługi postronnym, być może nawet na koszt mieszkańców. Trudno zrozumieć, dlaczego urzędnicy magistratu wizytując przebieg remontu niczego nagannego nie zauważyli. Po co zatem składali te wizyty? Kiedy mieszkańcy ulicy zrobili larum, że coś idzie nie tak, władze Wadowic „odkryły” nieprawidłowości. Dziś w czołówce obrońców Gminy przed nieuczciwym wykonawcą jest sam Stanisław Kotarba – waleczny rzecznik burmistrz Ewy Filipiak. Wykonawca zaś, jak gdyby nigdy nic, prowadzi… prace „rewitalizacyjne” rynku.

Niekończąca się rewitalizacja rynku

Sama rewitalizacja, trzecia już w ostatnich latach, to „kit” wciskany lokalnej społeczności. Burmistrz Ewa Filipiak przekonuje, że podjęto ją nieomal z konieczności, bo Urząd Miasta pozyskał na to pieniądze z UE. Tym samym pomija fakt, że rewitalizacja stanowiła inwestycję przede wszystkim „wizerunkową”, a korzyści dla mieszkańców Gminy z niej żadne. Zamiast realizować mniej spektakularne, ale potrzebne zadania (kanalizacja, wodociągi), znów zdecydowano się na propagandowe gesty.

Nie jest też tak, że Wadowice po prostu dostały środki z UE. Czy pracownik z Brukseli zwrócił się do E. Filipiak z propozycją: „dajemy Pani środki finansowe na rewitalizację Rynku, czy raczy Pani je przyjąć?”. To absurd. UM Wadowice musiał złożyć odpowiednią aplikację, zainwestować własne środki finansowe, zaangażować siły w realizację przedsięwzięcia. Na „rewitalizację” spojrzeć więc należy raczej jako straconą okazję dla rozwoju Gminy (np. budowy kanalizacji w Kleczy itp.) i… okazję do zarobku dla znajomych. Między innymi „nierzetelnego” przedsiębiorcy znanego z ul. Karmelickiej.

Inna sprawa, że skoro zdecydowano się na „rewitalizowanie” 10 lat wcześniej gruntownie odremontowanego rynku, jak można było zaprojektować to przedsięwzięcie bez kompleksowego uwzględnienia interesów wszystkich jego użytkowników oraz mieszkańców okolicznych budynków? Potrzebnych instalacji wodociągowej, kanalizacyjnej, gazowej, centralnego ogrzewania, jak już wiemy, nie wykonano. A przecież zobowiązywała do tego burmistrz i jej urzędników uchwała Nr XXII/193/2008 Rady Miejskiej w Wadowicach z dnia 30 grudnia 2008 r. To w niej właśnie wyszczególniono, jaki jest stan infrastruktury podziemnej i co należy zrobić, aby uzyskać stan zadowalający.

Widać wyraźnie, że burmistrz uchwały Rady Miejskiej lekceważy. Mieszkańcy rynku wiedzą to z całą pewnością, bo reprezentujący TRAFFIC SYSTEM, czyli projektanta wykonawczego rynku, pan inż. Chabrowski w odpowiedzi na pytania zadane o plany sieci gazowej i ciepłowniczej odpowiedział na piśmie, że te roboty „nie były objęte zleceniem”.

Burmistrz nie przeprowadziła konsultacji społecznych z mieszkańcami, a choćby tylko z administratorami domów w obrębie Rynku. Owszem, kierownik Wydziału Gospodarki Komunalnej Tadeusz Krupnik podpisał pismo skierowane do zainteresowanych sprawą, w którym wymienił, co będzie wykonane (czyli kanalizacja sanitarna, deszczowa, nowy wodociąg i obniżenie chodnika), ale poza chodnikiem reszta tych spraw pozostała w sferze deklaracji.

Burmistrz zwołała za to spotkanie, na którym sama się nie pojawiła, a za sprawą wybranych przez nią dnia i godziny nie mogli pojawić się także mieszkańcy. Na nim prezentowany był pomysł nowej fontanny, a mieszkańcom rynku nakazano zaopatrywanie się w węgiel w workach. Nikogo przy tym zdaje się nie dziwić, że w centrum miasta mieszkańcy nadal ogrzewają swoje lokale węglem i nie mają podłączonej sieci gazowej oraz centralnego ogrzewania. Te same osoby, które nie wykazują tym zdziwienia (patrz: Marcin Płaszczyca, prowadzący dla burmistrz portal Wadowice24.pl), piszą jednak o dużym zanieczyszczeniu powietrza w centrum Wadowic, zwłaszcza zimą. No i oczywiście podkreślają, że mieszkańcy miastem się nie interesują, bo na prezentacji zjawili się nieliczni. Kpina.

Tak oto wygląda sprawa rewitalizacji rynku w wydaniu „skutecznego gospodarza”, jak nazywają burmistrz zatrudniani (sic!) przez nią radni.

Niekończąca się budowa szpitala

Szpital to kolejna tragifarsa. Niedawno opisałem szczegółowo 20-letnie kunktatorstwo lokalnych polityków w sprawie rozbudowy szpitala.

Kto zaszkodził wadowickiemu szpitalowi odc. 1

Kto zaszkodził wadowickiemu szpitalowi odc. 2

Na przestrzeni lat nikomu nie przyszło nawet do głowy, że najpierw należy zrobić opracowanie, które odpowiedziałoby na pytanie, co powinniśmy budować, biorąc pod uwagę społeczne potrzeby, ale także możliwości. W zamian forsowano korzystny propagandowo wariant pawilonu 7-kondygnacyjnego.

W ostatnich dniach niekompetencja samorządowców próbujących od wielu lat bezskutecznie rozbudować szpital osiągnęła apogeum. Okazało się, że nie ma nawet działki, na której można byłoby rozpocząć obiecywaną budowę. Mgr. inż. Józef Kozioł, który sam przez 8 lat pełnił funkcję Starosty, wystąpił w roli Katona wytykając obecnemu Staroście, Jackowi Jończykowi, że ten nie zdołał ustalić, czy teren, na którym miałby być wybudowany pawilon E, nie jest zagrożony osuwaniem się. A dlaczego nie wyjaśnił tego przez 8 lat inżynier J. Kozioł? Przypomnijmy, co powiedział radny Józef Most podczas XXXI Sesji Rady Powiatu Wadowickiego, która odbyła się w dniu 12 października 2009 r.:

„Ja miałbym jedno pytanie do Dyrekcji lub projektantów: dlaczego ten Pawilon (chodziło o pawilon „E” – mój dopisek) jest realizowany po południowej stronie – gdzie trzeba palować i olbrzymie koszty ponosić – a nie jest realizowany tam gdzie w założeniach z lat 90-tych miał powstać ośmiokondygnacyjny pawilon z pełnym zakresem – taki jak jest tutaj projektowany? Pani Dyrektor powiedziała, że w tym obiekcie Pawilonu „E” wszystkie oddziały, zakresy opieki medycznej, szpitalnej będą pomieszczone. Pawilon „E” powinien powstać po północnej stronie Pawilonu „C” i „D”. Łatwiejsza byłaby komunikacja do sal operacyjnych, chirurgicznych i innych. Na lądowisko był wykupiony teren po byłym PBRolu. Tam gdzie teraz prowadzona jest jakaś działalność gospodarcza. Smutnym jest – to, co wiele razy podnosiłem – że piękne tereny które były przeznaczone pod szpital tj. narożny budynek ul. Spadzista i Plac Kościuszki został przez Starostwo sprzedany dla prywatnych celów i nie służy dla dobra naszego Szpitala”.

Ponieważ radny Mlost reprezentował środowisko SLD, pomimo tego, że był wieloletnim dyrektorem przedsiębiorstwa, które budowało szpitale (sic!) i z tego powodu tutaj kompetentną, jego uwagi ignorowali wszyscy łącznie z projektantami. Tak oto znów rzekomy światopogląd co poniektórych i osobiste uprzedzenia zatriumfowały nad zdrowym rozsądkiem. Koszt tych niepoważnych zachowań lokalnych polityków poniesiemy my – mieszkańcy Powiatu.

Można się zastanawiać, dlaczego w ogóle J. Jończyk przyjął na siebie rolę chłopca do bicia, zamiast powołać w ZZOZ architekta czy budowlańca na stanowisko kierownika budowy pawilonu E, a samemu zająć się zarządzaniem Powiatem, a nie budowaniem szpitala? Jako nieprofesjonalista będzie jedynie strzelał kolejne gafy wpuszczany wyraźnie w maliny.

 Polityczne gry

J. Jończyk deklarował chęć kandydowania na burmistrza przed ostatnimi wyborami samorządowymi. Moim zdaniem wygrałby w cuglach. Zdawali sobie z tego sprawę liderzy „wadowickiego układu”. Dlatego, celem ratowania swoich uprzywilejowanych pozycji S. Kotarba zawnioskował J. Jończyka na stanowisko starosty. Politycznie było to zagranie, jak się okazuje, bardzo trafione. Początkowo J. Jończyk i środowisko choczeńskie, skupione wokół panoszącego się w Gminie radnego Józefa Cholewki mogło nominację na starostę postrzegać jako swój wielki sukces i pierwszy krok na drodze do marginalizacji S. Kotarby oraz E. Filipiak.

Dzisiaj widać już, że groźnego konkurenta do stanowiska burmistrza wrobiono w grząski grunt związany z ZZOZ, a sprokurowany przez nieudolność poprzedników, w tym przede wszystkim samego S. Kotarbę. Reasumując, J. Jończyk poważnie się przeliczył i najprawdopodobniej szpital pociągnie na dno również i jego.

Grząski grunt wadowickiej polityki

Wracając do feralnej działki, o osuwaniu się tamtejszego gruntu mówi się od dziesiątków lat. J. Jończyk postąpił nierozważnie, bo bez analizy możliwości realizacji przedsięwzięcia publicznie zadeklarował, że w styczniu br. ogłosi przetarg na budowę nowego pawilonu. Nie potrafię zrozumieć też postępowania biura projektowego, chociaż tutaj muszę dodać, że po mojej ostatniej publikacji zatelefonował do mnie jego pracownik i powiedział, między innymi, że jego biuro realizuje projekty dla wielu ośrodków zdrowia, ale współpracę z Wadowicami uważa za najtrudniejszą.

8 lat byłem pracownikiem UM Wadowice i z bliska obserwowałem postawę większości tych osób, które stworzyły „układ” dominujący w wadowickim samorządzie. Przy każdej okazji przypominam, co myślał o tych ludziach współpracujący z nimi były burmistrz Wadowic. Kazimierz Malczyk w liście do Rady Miejskiej oskarżał bowiem wymienionych z nazwiska: Lesława Makucha, Stanisława Kotarbę i Ewę Filipiak o dorabianie się w czasie pełnienia funkcji społecznych oraz zachłanność na stanowiska i władzę. Niestety, społeczeństwo najwyraźniej tych cech w wybieranych od lat samorządowcach nie dostrzegło.

Przed ostatnimi wyborami samorządowymi do wyborców skierowano ulotkę, w której wymieniono osoby pragnące rzekomo rozbudowy szpitala. Byli to: Barbara Huczyńska-Bujnicka, Stanisław Kotarba, Mirosław Nowak, Bożena Flasz, Beata Wajdzik, Józef Łasak, Józefa Rychlik, Jacek Jończyk, Sebastian Ramenda, Józef Kozioł, Józef Jodłowski. Osoby te miały pełną władzę w Powiecie, przez wiele lat pełniły ważne funkcje, należały do kontrolujących zarząd ugrupowań, komisji, lub wręcz wchodziły w skład zarządu. Dlaczego nic nie zrobiły?

Ulotka zawierała też drugą listę, tym razem rzekomych przeciwników budowy. Zaliczono do nich osoby, które w większości nie miały realnego wpływu na działalność Powiatu: Zbigniew Janosz, Halina Kulbacka, Józef Mlost, Zbigniew Mieszczak, Jolanta Wąs, Zofia Moskwik, Zdzisław Mąka, Marek Drożdż, Stefan Jakubowski, Józef Lipski, Eugeniusz Kurdas, Grzegorz Opyrchał, Józefa Fraś, Jan Gębala, Marek Kwartnik.

Na podstawie przestudiowanej dokumentacji uważam, że wymienieni „przeciwnicy” wykazali ogromną aktywność upominając rządzących, jako opozycja, aby w końcu zaczęto coś robić z rozbudową szpitala. Szczególnie aktywni w tym względzie byli Józef Mlost (imponująca ilość wystąpień), Zbigniew Janosz, Halina Kulbacka. Mam jednak żal do nich, że nie wyszli ze swoimi uwagami na forum publiczne. Słyszałem uzasadnienie, że „nie kala się własnego gniazda”. Nie kalali, to siedzieli w zgnojonym gnieździe. A nieświadomi wyborcy ponownie zaufali nieudacznikom nastawionym wyłącznie na własne korzyści.

Czy należy spokojnie czekać na kolejną elekcję, by wreszcie odciąć od koryta, w moim przekonaniu szkodzących naszemu miastu i całej gminnej społeczności, kompromitujących się na każdym kroku wiecznych radnych, kierowników, rzeczników i burmistrzów? Uważam, że nie zasłużyli oni na przegraną w wyborach. Demokracja stwarza, wbrew pozorom, rozległe możliwości. Trzeba je dostrzec.

Mgr inż. Bolesław Kot