Polemika na temat rewitalizacji Wadowic

Gazeta Krakowska (27.07.2011)

Dobiega końca „niekończąca się” rewitalizacja wadowickiego rynku. Dla jednych zwieńczenie doskonałego zarządzania miastem przez burmistrz Ewę Filipiak, dla innych naoczny dowód jej niekompetencji. O projekcie rewitalizacyjnym jeszcze napiszemy. W międzyczasie przypominamy trzy ciekawe teksty, jakie na temat rewitalizacji ukazały się na łamach „Gazety Krakowskiej”.

Najpierw głos zabrał dr Mateusz Klinowski, radny Rady Miejskiej z ramienia ugrupowania burmistrz Wspólny Dom i wykładowca Wydziału Prawa i Administracji UJ.  Klinowski opisuje zaniedbania rządzącej Wadowicami ekipy: fekalia podpięte do kanałów burzowych, opalane węglem budynki w centrum miasta. Rzekoma rewitalizacja miasta okazuje się jedynie chwytem służącym przykryciu niewygodnej prawdy – miasto od wielu lat jest źle zarządzane przez Ewę Filipiak, przedstawianą wyborcom jako „wzorowy gospodarz”. Mowa jest również o bezprecedensowym ataku na rodzinę Siłkowskich, krytykujących zaniedbania urzędników,  za pomocą gminnej rezolucji – klątwy.

Gazeta Krakowska (05.08.2011)

Na zarzuty radnego Klinowskiego odpowiadał Krzysztof Salachna, również radny Rady Miejskiej, choć zatrudniony przez burmistrz jako kierownik jednej z gminnych instytucji (co jest sprzeczne z prawem). A zatem całkowicie od burmistrz zależny. Tekst miał za zadanie zdyskredytowanie Klinowskiego, nie zaś polemikę z jego tezami. Zamiast rewitalizacją rynku, Salachna zajął się więc oceną Klinowskiego, któremu przeciwstawił… Jana Pawła II, który w tekście pojawia się wielokrotnie. Salachna oskarża Klinowskiego o kłamstwa, nazywa go bolszewikiem, dekadentem, ateistą. Na żaden zarzut pod adresem burmistrz nie odpowiada. Rynek mu się podoba, a urzędnicze gusta mają być wyrazem hołdu dla „Najznamienitszego Wadowiczanina”. Na koniec myli wiek XX z XIX. Jak można się domyślać, Salachna nie był nawet autorem tekstu, a napisał go Stanisław Kotarba, domorosły ideolog rządzącego w Wadowicach układu.

Gazeta Krakowska (26.08.2011)

Ostatnie zdanie należało do Zofii Siłkowskiej, jednej z autorek głośnego protestu przeciwko nieudolnej rewitalizacji. Siłkowska pisała o przyczynie swojego protestu: kłamstwach magistratu i lekceważeniu mieszkańców. Suchej nitki nie pozostawiła również na Salachnie, który jej zdaniem wykorzystał postać Jana Pawła II do politycznej kłótni, zamiast zainteresować się sprawami miasta i mieszkańców.

Patrząc na te trzy wypowiedzi zebrane razem widać jedną prawidłowość: niezależny radny i mieszkanka rynku oskarżają burmistrz Ewę Filipiak o niegospodarność, brak profesjonalizmu i wykorzystywanie postaci Jana Pawała II do doraźnych politycznych celów. Na te zarzuty nie ma nawet próby odpowiedzi. Poglądy niezgodne z wolą i wyobrażeniem Ewy Filipiak oraz stojącego za każdym jej posunięciem Stanisława Kotarby, są kwestionowane jako pochodzące od… „ateistów” czy „bolszewików”. To charakterystyczny rys rządów Filipiak i jej szemranego towarzystwa – partactwa, niegospodarności i zwykłego rozkradania publicznego majątku, co ma miejsce w Wadowicach, burmistrz Ewa Filipiak nie jest w stanie przekonująco wybronić. Brnie więc w bełkot o ateistach, komunistach i „dziedzictwie Jana Pawła II”, na którego straży rzekomo stoi z Salachną i Kotarbą. Bełkot ten usłyszymy jeszcze nie jeden raz.