Mieszkańcy Wadowic żądają spotkania z burmistrz

Grupa radnych Rady Miejskiej oraz ponad stu mieszkańców Wadowic ponownie zaapelowali do burmistrz o publiczne spotkanie z mieszkańcami. Tematów nie brakuje, bo niekompetencja Ewy Filipiak w zarządzaniu miastem jest widoczna dla coraz większej liczby osób. Burmistrz oczywiście odmówiła i, jak zapowiedziała, będzie teraz sprawdzać, kto ośmielił się podpisać wniosek. 

Zorganizowana 12 grudnia sesja Rady Miejskiej miała bardzo burzliwy przebieg. Dzięki wysiłkom lokalnych blogerów opozycyjni radni byli dobrze przygotowani do dyskusji zaproponowanego przez burmistrz budżetu. Skarbnik gminy Bożena Flasz i Ewa Filipiak nie potrafiły wytłumaczyć się z kształtu przedkładanego projektu budżetu, w którym próżno szukać zapowiadanych inwestycji. Jest za to sporo miejsca na wyprowadzanie publicznych środków poza kontrolą Rady. Większość radnych jak zwykle nie miała nic do powiedzenia.

W czasie obrad, z których obszerną relację niebawem zamieścimy, głosowano również regulamin utrzymania porządku w gminie, będący częścią wprowadzanej właśnie „rewolucji śmieciowej”. Regulamin nakłada na mieszkańców szereg obowiązków, ale burmistrz z urzędnikami tworzy go wg. sprawdzonej metody – nie pytając o zdanie. Do dziś nie wiadomo również, w jaki sposób skalkulowano wysokość opłaty śmieciowej, czyli podatku, jaki wszyscy mieszkańcy gminy będą niebawem płacić. Nie wiadomo również, jaka firma będzie odpowiedzialna za wywóz odpadów. Poważne zmiany w gospodarce odpadami nie są więc w ogóle przygotowane!

Urzędnicy nie potrafili również podać radnym choćby przybliżonej kwoty projektu „rewitalizacji” rynku – wiadomo tylko, że odbiega ona poważnie od założeń. W budżecie nie znalazły się, jak już wspomnieliśmy, obiecywane „inwestycje” – blok z mieszkaniami komunalnymi na ul. Karmelickiej oraz wsparcie projektu budowy szpitala. Jeżeli zestawić to ze skandaliczną wypowiedzią burmistrz, że przeciwko budżetowi głosowali radni sprzeciwiający się budowie przedszkola na osiedlu „Pod Skarpą”, dostajemy skalę urzędniczej patologii, z jaką borykać się muszą mieszkańcy Wadowic. Nic dziwnego, że o tych właśnie sprawach chcą oni z burmistrz porozmawiać.

O otwarte spotkanie z mieszkańcami apelował na poprzedniej sesji radny Henryk Odrozek, ale burmistrz skwitowała to wybuchem śmiechu. Do dziś trudno zrozumieć, co ją tak rozbawiło. Wcześniej również radny Mateusz Klinowski proponował otwarte spotkanie, zarezerwował na ten cel nawet salę.

Czytaj: Burmistrz Wadowic chciała rozmawiać?

Tym razem petycję mieszkańców złożyła radna Janina Kamińska, wraz z listą 111 podpisów. Jaka była reakcja urzędniczki sowicie wynagradzanej z publicznych pieniędzy mieszkańców? Burmistrz wyjaśniała, że w mieście już toczy się debata na temat gospodarki odpadami, trwają szeroko zakrojone konsultacje, zbierane są głosy. To oczywiście bzdury – nawet osoby zainteresowane tematem miały trudność, by na stronie urzędu znaleźć jakiekolwiek projekty przygotowywanych rozwiązań. Przyciskana przez radną, burmistrz zapowiedziała, że „podpisy sobie sprawdzi”, co zabrzmiało jak… groźba. Grożenie angażującym się w życie Wadowic mieszkańcom jest zresztą stałym elementem zachowań Ewy Filipiak.

Wiemy już co to znaczy. O spotkaniu nie będzie mowy, a zacznie się kopanie dołków pod osobami, które złożyły swoje podpisy pod wnioskiem o spotkanie w ważnych dla miasta sprawach.