Kto zapłacił za list Ewy Filipiak? Sprawa trafiła do sądu

Filipiak

Kolejny przypadek prywaty i kolejne przestępstwo popełnione przez burmistrz Wadowic? Tuż przed datą ubiegłorocznego referendum do domów wszystkich mieszkańców Gminy Wadowice trafił list Ewy Filipiak. Do dzisiaj Filipiak unika odpowiedzi na pytanie, kto ten list nadał i ile to kosztowało. Sprawa trafiła do prokuratury, a w przyszłym tygodniu zajmie się nią sąd.

W czasie kampanii przed referendum Ewa Filipiak wysłała do mieszkańców gminy list. List podpisany był jej nazwiskiem, znakiem „Burmistrz Wadowic” oraz herbem miasta. W liście burmistrz chwaliła się osiągnięciami swoich 20-letnich rządów, przedstawiała też powody, dla których nie należy uczestniczyć w referendum za jej odwołaniem. Miało to być „upolitycznianie wszystkiego” i „podburzanie ludzi”. A tego przecież „nie wolno” – jak podkreślała pisząc do mieszkańców „jako burmistrz”.

List kosztował tyle, co cała kampania referendalna?

Wysłany list nie był z pewnością prywatną korespondencją prywatnej osoby, ale głosem w sprawach publicznych zabieranym przez najwyższy urząd w mieście i to w okresie trwającej kampanii wyborczej. Znając charakter miejscowej władzy można było podejrzewać, że list sfinansowano ze środków gminnych. Nie była to wcale kwota mała, gdyż część przesyłek wysłano jako polecone – na wskazane adresy i za potwierdzeniem odbioru. Dlaczego? To pewnie już na zawsze pozostanie tajemnicą burmistrz. Przesyłki polecone otrzymali m.in. inicjatorzy referendum. Według nieoficjalnych informacji koszt przesyłki wyniósł ok. 8 tys. zł. Koszt tego jednego listu był więc niemal równie wysoki, jak koszt całej kampanii referendalnej przeprowadzonej przez organizatorów referendum (9.300 zł).

List EF

Kto zapłacił za list?

W styczniu 2014 roku radny Mateusz Klinowski zwrócił się z zapytaniem do burmistrz Ewy Filipiak w sprawie finansowania listu. Pytał o to, z jakich środków list opłacono i jaki był całkowity koszt przesyłki (z osobnym rozbiciem pozycji dla druków poleconych i bezadresowych)?

Burmistrz odpowiedzi nie udzieliła. Napisała jedynie wymijająco, że „list został wysłany na koszt prywatny i nie obciążył budżetu Gminy Wadowice”. Ale to nie wszystko. Przyciskana przez Klinowskiego burmistrz zaczęła się coraz bardziej wymigiwać, co musiało wzbudzić podejrzenia.

Okazało się bowiem, że nie tylko ona sfinansowała wysyłkę. Burmistrz pod wpływem kolejnych pism radnego przyznała, że list „został wysłany na koszt prywatny Ewy Filipiak i grupy mieszkańców naszej gminy”. Klinowski zażądał podania nazwisk osób, które wspólnie sfinansowały list. Burmistrz nazwisk tych nie ujawniła.

Nie podała również kwoty, jaką zasili oni wysłanie listu i ostatecznie nie przyznała się, ile list kosztował.

Ewa Filipiak popełniła przestępstwo?

Art. 28 ust 2 ustawy o referendum lokalnym zabrania burmistrzowi udziału w kampanii referendalnej na koszt samorządu. Złamanie tego zakazu oznacza przestępstwo urzędnicze. Czy to dlatego Ewa Filipiak nie odpowiedziała radnemu na jego pytania?

Kilka osób sygnalizowało nam, że list Ewy Filipiak wysłany został na koszt stowarzyszenia LGD Wadoviana, w którego władzach zasiadają urzędnicy oraz sama Ewa Filipiak. Jeżeli to prawda, złamano prawo, gdyż stowarzyszenie dysponuje pieniędzmi publicznymi. Byłaby to więc zwykła kradzież.

Również brak udzielenia wyczerpującej odpowiedzi na pytania radnego stanowi przestępstwo – mówi o tym ustawa o dostępie do informacji publicznej. Wygląda więc na to, że Ewa Filipiak popełniła kolejne przestępstwo, aby… ukryć wcześniej popełnione przez siebie przestępstwo związane ze sfinansowaniem listu?

Prokurator Piątek ochrania burmistrz Filipiak?

Ustawa o informacji publicznej jest bardzo konkretna – brak odpowiedzi na zadane pytanie oznacza, że popełniono przestępstwo. Radny Mateusz Klinowski skierował więc zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Wadowicach, gdzie wskazał na fakt niewywiązania się burmistrz z obowiązku rzetelnej odpowiedzi na zadane jej pytania.

19 marca 2014 roku prokurator Zbigniew Piątek wydał postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Prokurator przyznał, że w sprawie nie wykonał żadnych czynności poza analizą przepisów. Na tej podstawie uznał, że burmistrz udzieliła żądanych przez radnego odpowiedzi, a brak odpowiedzi na kolejne pytania radnego wynikał z faktu, że odpowiedzi otrzymał już poprzednio. Wygląda na to, że zdaniem prokuratury udzielenie jakiejkolwiek odpowiedzi na zadane pytanie wystarczy i nie miało znaczenia, że burmistrz Filipiak nie była łaskawa przyznać nawet tego, ile kosztowała wysyłka listu. Prokurator Piątek nie zrobił też nic, żeby sprawdzić, kto faktycznie nadał poprzez Pocztę Polską list Ewy Filipiak, choć radny Klinowski sygnalizował, że mogło tutaj dojść do przestępstwa.

Działanie miejscowej prokuratury trudno oceniać inaczej, niż kpinę z prawa i mieszkańców Wadowic. Nic dziwnego, że Klinowski zaskarżył opisane postanowienie do sądu i pewnie kolejny raz z prokuraturą wygra. Do tej pory radny wygrał już kilka razy w sądzie wykazując błędy prokuratury umarzającej śledztwa przeciwko miejscowym politykom czy urzędnikom.

Burmistrz przed sądem – wkrótce rozprawa!

To nie koniec tej historii. Sprawa listu Ewy Filipiak trafiła też do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Radny Mateusz Klinowski skorzystał bowiem z okazji i pozwał burmistrz Wadowic, żądając od niej przed sądem odpowiedzi na zadanie pytania dotyczące listu oraz ukarania jej grzywną w wysokości dziesięciokrotnego miesięcznego wynagrodzenia. Dwie rozprawy w tej sprawie odbędą się we wtorek 20 maja w Krakowie.

Szanse na wygraną radnego są duże. Jeżeli sąd przychyli się do skargi Klinowskiego, poznamy koszt wysłania listu i sposób sfinansowania wysyłki. Naprawdę nie ma więc „żadnych powodów do niepokoju” – jak przekonywała w swoim liście Ewa Filipiak?