Kompromitacja Prokuratury Rejonowej

Ścigany Bolesław Kot

Zdumiewające śledztwo i równie zdumiewające zarzuty postawione Bolesławowi Kotu przez Prokuraturę Rejonową w Wadowicach zakończyły się kompromitacją. Krakowski sąd zwrócił akt oskarżenia zarzucając mu istotne braki merytoryczne. Sędzia nie wie, co właściwie zarzucane jest oskarżonemu. Sprawa karna prowadzona na polityczne zlecenie upadła, obnażając prawdziwe oblicze wadowickich organów ścigania.

O całej sprawie pisaliśmy już wcześniej, w tekście „Sprawy karne pana Kota”. W skrócie: prokuratura w Wadowicach ustaliła, że Bolesław Kot został pomówiony przez Kocicha, czyli internautę piszącego swoje komentarze na komputerze domowym Stanisława Kotarby, „szarej eminencji” rządzącej lokalną polityką Wadowic. Jak łatwo zgadnąć, Kocichem był sam Kotarba. Kot otrzymał tę informację w oficjalnym piśmie stwierdzającym zakończenie postępowania. Następnie rozesłał  je do lokalnych dziennikarzy. O Kocichu i Kotarbie napisały lokalne media.

Czytaj: Uwaga! Grasuje Kocicho!

Kotarba, aby zatuszować sprawę, nie tylko zaczął kłamać o rzekomym ataku hakera na swój komputer, ale wykorzystał też wpływy w prokuraturze. W efekcie, to nie jemu postawiono zarzuty, ale poszkodowanej przez niego osobie. Prokuratura zarzuciła więc Bolesławowi Kotu ujawnienie informacji z toczącego się postępowania. Absurd polega na tym, że Kot otrzymał informacje o tożsamości Kocicha w liście stwierdzającym, że postępowanie zostało już zamknięte. Od razu widać, że mamy do czynienia z oskarżeniem typowo politycznym, znanym z czasów minionych. Z pewnością celem działania wadowickiej prokuratury nie było dobro jakiegokolwiek śledztwa, ale represjonowanie starszego człowieka niewygodnego dla lokalnej władzy.

Co więcej, Bolesław Kot do dzisiaj nie doczekał się uzasadnienia stawianych zarzutów, mimo, że wystąpił o to 27 lipca 2012 roku. Nie sposób znaleźć ich także w przedstawionym przez Prokuraturę Rejonową w Wadowicach akcie oskarżenia. Sędzia szukał, ale się nie doszukał. Rozpatrując sprawę przeciwko Kotu 24 października 2012 krakowski Sąd Rejonowy orzekł, że akt oskarżenia nie zawiera żadnego dowodu popełnienia przestępstwa przez oskarżonego, a upublicznienie tożsamości Kocicha z pewnością przestępstwem nie jest. Takie rozstrzygnięcie, oczywiste w świetle obowiązującego prawa, wystawia jednoznacznie negatywne świadectwo wadowickiej Prokuraturze, która z prawem, jak widać, się nie liczy.

Przypomnijmy, że również w sprawie śledztwa dotyczącego rewitalizującego rynek przedsiębiorstwa Comodos i ul. Karmelickiej Prokuratura Rejonowa w Wadowicach otrzymała żółtą kartkę, gdyż okazało się, że kilkuletnie (!) prowadzone przez nią śledztwo pominęło niezwykle ważne wątki dotyczące udziału burmistrz i innych kluczowych urzędników w dokonanym oszustwie (w sprawie sądzony jest za to figurant grający rolę „kozła ofiarnego”). W naszej dyspozycji są również dokumenty wskazujące na inne zdumiewające zachowania niektórych prokuratorów z Wadowic, polegające głównie na ochranianiu popełniających przestępstwa urzędników Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej. Będziemy o tym jeszcze oczywiście pisać.

Kot twierdzi dzisiaj, że zarzuty wobec niego wytoczono „celem wyciszenia i zastraszenia mnie”. Ma całkowitą rację. W sprawie tej istotne jest również, że w czasie trwania dochodzenia doszło do rzeczywistego przestępstwa. Stawiane zarzuty, nazwiska świadków i podejrzanego zostały ujawnione na portalu Wadowice24, należącym do doradcy burmistrz Wadowic, i to zaraz po przesłuchaniach prowadzonych przez Policję. Jak łatwo się domyślić, udział w przecieku musieli mieć funkcjonariusze wadowickiej Policji, bądź Prokuratury Rejonowej. Ale tutaj sprawcy pozostaną z pewnością bezkarni. Udokumentowanych przecieków tego typu z toczących się postępowań jest zresztą więcej. Powszechnie wiadomo, że szef Prokuratury stale uzgadnia swoje posunięcia z władzami Wadowic. Takie postępowanie było normą w czasach stalinowskich, podobnie jak „ustawiane politycznie” dochodzenia i akty oskarżenia wobec niewygodnych osób pozbawione merytorycznych podstaw. W „papieskich” Wadowicach ręczne sterowanie prokuraturą przez lokalnych polityków jest kontynuowane. Metody te doskonale zresztą harmonizują z rodowodem obecnej władzy. Dzięki temu, że Prokuratura Rejonowa ochrania samorządowy układ rządzący miastem, rozkładając nad nim swoisty parasol, śledztwa, które mogą zaszkodzić, są przewlekane i zamulane, sprawnie toczone są za to postępowania, których celem jest zastraszanie opozycji i krytyków burmistrz. Inicjują je urzędnicy magistratu, na czele ze Stanisławem Kotarbą.

Demokratyczne przemiany w Wadowicach nie będą więc możliwe bez zmian personalnych w Prokuraturze Rejonowej i jej wnikliwym audycie przez powołane do tego służby. Obecnie bowiem Jerzy Utrata, stojący na czele Prokuratury Rejonowej,  stanowi najważniejszego, a być może już jedynego poważnego sojusznika skompromitowanej na wszystkie możliwe sposoby burmistrz Ewy Filipiak. Gdyby nie on, ta już dawno siedziałaby z kilkoma swoimi urzędnikami na ławie oskarżonych.