Komisja Rewizyjna na temat rewitalizacji Rynku

Członkowie Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej Wadowic obradowali na temat rewitalizacji centrum miasta. Zamiast kontroli mieliśmy do czynienia z towarzyskim spotkaniem. Członkowie Komisji nie zapoznali się z żadnymi dokumentami dotyczącymi prowadzonych prac. Z obrad płynie wniosek: prawda o tej inwestycji jest  ukrywana.

Na pierwszy rzut oka widać, że rewitalizacja wadowickiego Rynku to kosztowna porażka. Ale pod powierzchnią partactwa i bałaganu ukrywa się drugie dno. Niebawem opiszemy korupcyjny mechanizm, dzięki któremu urzędnicy i przedsiębiorcy na naszych oczach zdefraudowali publiczne pieniądze fundując Wadowicom niepotrzebny remont. Tymczasem, warto obejrzeć zarejestrowane fragmenty obrad Komisji Rewizyjnej. Podsumować można je krótko: kpina z mieszkańców.

Obrady komisji zorganizowano z inicjatywy radnego, który w ogóle stawia jakieś pytania w przedmiocie rewitalizacji Wadowic. Dr Mateusz Klinowski i wtórujący mu Janina Kamińska oraz Andrzej Petek przynajmniej podejmują próby rozliczenia źle zorganizowanej inwestycji. Reszta radnych milczy i udaje, że problemów nie widzi. Nie ulega wątpliwości, że taki właśnie rozkaz “przyszedł z góry”, czyli gabinetu burmistrz, głównej autorki klęski. Nic dziwnego więc, że w czasie obrad komisji wypowiadało się niewiele osób.

Tomasz Mżyk z Wydziału Gospodarki Komunalnej UM Wadowice wygłosił przejmujący wykład na temat sensu rewitalizacji i napotkanych trudności. Oto główne tezy:

1. Podstawowym celem rewitalizacji było uporządkowanie gospodarki wodno-ściekowej oraz „uspokojenie rynku”. Należy w tym momencie przypomnieć, że protesty przeciwko rewitalizacji zapoczątkowała właśnie sprawa braku uporządkowania gospodarki wodno-ściekowej. Rynek został zaś całkowicie “uspokojony” na dwa lata, co bolesie odczuli przedsiębiorcy prowadzący swoje interesy w jego obrębie.

Mamy inną teorię. Naszym zdaniem głównym celem rewitalizacji było położenie łapy na publicznych środkach przekazywanych w ramach RPO dla Małopolski. Kto położył łapę? O tym już wkrótce, w kolejnych publikacjach.

2. Rewitalizacji to ogromna inwestycja, z którą związane muszą być trudności. W rzeczywistości remont polegał na wykonaniu dość prostych robót, które prowadzone były w sposób prymitywny, urągający zasadom bezpieczeństwa i przez firmy nie mające do tego przygotowania. Dlatego trwało to i trwa tak długo.

3. UM Wadowice jest w kontakcie z wykonawcą (Mostostal Warszawa S.A.) i stale na niego naciska. Urząd Miasta jest raczej w stałym kontakcie z przedsiębiorstwem Comodos, którego właściciel, zdaniem prokuratury, miał dopuścić się oszustwa na szkodę gminy Wadowice, niewłaściwie wykonując remont ul. Karmelickiej.

Czytaj: Co wydarzyło się na ul. Karmelickiej?

Przedsiębiorca ten jest również głównym wykonawcą prac na rynku, wbrew zawartej przez Ewę Filipiak (burmistrz Wadowic) umowy z Mostostalem. Burmistrz o tym doskonale wie. Tak od początku planowano.

Co ciekawe, Inicjatywa Wolne Wadowice kilkukrotnie próbowała dowiedzieć się czegoś o inwestycji od “wielkiego nieobecnego”, czyli od Mostostal Warszawa S.A. Pytania i pisma pozostały bez odpowiedzi. Dlaczego wykonawca nie przyznaje się do własnej inwestycji? Może po prostu nie chce być przyłapany na kłamstwie i woli milczeć?

4. Zakończenie prac na rynku to 31 październik 2012. Raczej się nie uda.

Najważniejsze są koszty sumaryczne inwestycji „rewitalizacyjnej”, o których mówił Mżyk. Pierwotnie projekt opiewał na 7.709 tys. zł (kwota przetargu), ale Mostostal S.A. zarobi znacznie więcej. 644 tys. zł wypłacono firmie w wyniku kolejnych umów o wykonanie prac „niedających się przewidzieć”. Ale to nie wszystko. Burmistrz Ewa Filipiak wprowadzała liczne zmiany do projektu, co zaowocowało dodatkowymi kosztami. Mżyk nie był w stanie dokładnie ich oszacować, ale z pewnością będą one spore.

Dodatkowy koszt poniesiony przez Gminę Wadowice w wyniku nieprofesjonalnie przygotowanej inwestycji przekroczy 1 ml zł.

W dalszej części “obrad” radni mieli również możliwość porozmawiać z Janem Żakowskim, pełniącym funkcję inspektora nadzoru z ramienia firmy Dekra Industrial Sp.z.o.o. Wystąpienie miało liczne wątki kabaretowe, a oto najciekawsze bon moty:

1. Krytykowanie robót budowlanych to moda, stąd bierze się krytyka robót na rynku. Bez komentarza.

2. Rynek można było wykonać w ½ roku, ale trzeba było by go zamknąć dla ruchu, a był przecież otwarty. Jak wyżej.

3. Technologia brukarska zanikła, stąd biorą się kolejne, nieudane próby położenia kostki na ulicach dochodzących do rynku. Do tej pory odesłano 3 albo 4 brygady, które nie zdołały dotrzymać reżymu technologicznego. Dlaczego nie można od razu wybrać do pracy “brygadę”, która brukować potrafi? Pozostanie to tajemnicą wykonawcy.

4. Inspektor nie legitymuję pracowników, bo nie ma takiego obowiązku, nie musi więc wiedzieć, jaka firma wykonuje w rzeczywistości prace. Ale oczywiście jest to Mostostal Warszawa S.A. To w odpowiedzi na pytanie, czy inspektor wie, kim są “brygady Mostostalu” pracujące na rynku.

5. Płyty granitowe na rynku są dobrej jakości, spełniają normy. Ich osadzenie również jest dobre, choć niektóre partie rynku wymagają jeszcze drobnych poprawek (klawiszowanie). Naszym zdaniem – wszystkie fragmenty wymagają zerwania i wyrzucenia. W tym stanie rzeczy Rynek powinien być zaorany i zamieniony w łąkę. Przynajmniej moglibyśmy wypasać na nich owce i organizować obrady Rady Miejskiej. Albo na odwrót.

6. Mimo ciągłych kiksów Mostostal Warszawa jest firmą dobrą, bo ma chęć do naprawiania błędów. Dlatego warto polecić ją każdemu. Ktoś zaryzykuje?

Obserwując tłumaczenia inspektora Żakowskiego dojść można do smutnego wniosku, że woli on “rżnąć głupa”, niż powiedzieć, jaka faktycznie firma wykonuje powierzone mu w nadzór prace. Gdyby on lub inny z inspektorów nadzoru (nie był jedynym) zbytnio się wychylił i wygadał, skazałby się na środowiskowy ostracyzm. Z pewnością o nadzorowaniu inwestycji samorządowych w Wadowicach i okolicach mógłby zapomnieć. Bo skoro nad głową inspektora wszyscy są dogadani (Mostostal-Filipiak-Comodos), dlaczego inspektor Żakowski ma cokolwiek ryzykować?

Że faktycznie mamy do czynienia z mydleniem oczu, radny Klinowski przekonał się natychmiast. Zaraz po wyjściu z obrad Komisji Rewizyjnej podszedł z kamerą do pierwszej napotkanej na placu budowy firmy. Jak się okazało, wykonująca na rynku prace ekipa nie jest jeszcze nawet firmą i „będzie nią dopiero za chwilę”. Powiedzmy więc wprost: mieszkańcy Wadowic są  bezczelnie oszukiwani. My wiemy już, że także okradani.

W czasie obrad komisji radny Andrzej Petek zauważył, że rewiatalizacja rynku wystawia świadectwo całemu samorządowi, w tym niestety wszystkim radnym. Członkowie Komisji Rewizyjnej nie zapoznali się z żadnymi dokumentami dotyczącymi prowadzonych prac, właściwie nie wykonali żadnych czynności kontrolnych. Podjęli tylko jedną uchwałę – jednogłośnie odmówili radnemu Mateuszowi Klinowskiemu prawa wglądu w dokumenty stanowiące informację publiczną. Ta kompromitująca uchwała nie ma na szczęście żadnej mocy obowiązującej. Pokazuje jednak poziom intelektualny zasiadających w Radzie Miejskiej Wadowic osób. Z pewnością niedouczeni i nie rozumiejący swoich zadań radni Wadowic w znakomitej większości nie nadają się do pełnienia jakiejkolwiek funkcji publicznej.

Post scriptum. W sprawie zastanawia milczenie radnych koła PO, jeszcze niedawno przekonujących o swoim niezwykłym zaangażowaniu w sprawy miasta. Paweł Janas (Janas dla Was), Henryk Odrozek (Bliżej ludzi) i Tomasz Ramenda (Jestem ty przez przypadek) w sprawie rewitalizacji milczą. Problemów nie widzą? Nie tego oczekiwalibyśmy od radnych uważających się za lepszych do radnych-bezradnych burmistrz Filipiak.