Kocicho grasował w Kalwarii

Ironiczny komentarz do propagandy burmistrza Stradomskiego przedstawiającego referendum jako wygrane. Liczby wydają się temu przeczyć. (źródło: Paweł Bajnosz)

Organizatorzy referendum w sprawie odwołania burmistrza Zbigniewa Stradomskiego, które 13 maja miało miejsce w Kalwarii Zebrzydowskiej, nie zdawali sobie sprawy, przed jakim wyzwaniem stają. Uczestnictwo w demokracji z grupy niepozornych mieszkańców gminy uczyniło wrogów publicznych, przeciwko którym do walki ruszył zorganizowany polityczny gang – ludzie wadowickiego układu, ukrywający się w cieniu Stradomskiego.

Zbigniew Stradomski burmistrzem Kalwarii Zebrzydowskiej jest od 2010 roku. To członek PiS, nauczyciel, który w swoich materiałach wyborczych chwali się tym, że lubi malować obrazy i pracować na budowach. Nie ma w nich jednak ani słowa, że w przeszłości był duchownym, który dla przyszłej żony porzucił karierę zakonną. Może dlatego, że obecne postępowanie burmistrza Stradomskiego nie ma nic wspólnego z nauczaniem Kościoła i moralnością chrześcijańską – piastując intratną posadę on sięga po wszystkie dostępne środki, aby ją chronić. Organizatorzy referendum, które odbyło się w Kalwarii Zebrzydowskiej 13 maja, przekonali się o tym boleśnie – do dzisiaj ciągani są po sądach, a do tego szkalowani przez wynajętego do brudnej roboty lokalnego „dziennikarza” – Marcina Płaszczycę (etatowy pracownik Stradomskiego, ale przede wszystkim Ewy Filipiak, burmistrz Wadowic).

Metody burmistrza Stradomskiego.

Stradomski jest kolejnym lokalnym politykiem, który uznał, że na jego korzyść nie powinny przemawiać czyny i słowa, ale… sądy. Pozwał więc organizatorów referendum, zarzucając im pomówienia w materiałach referendalnych – sprawa karna z art. 212 Kodeku karnego toczy się w Wadowicach. Burmistrz skorzystał również z trybu wyborczego, aby wykazać, że zarzuty inicjatorów referendum to kłamstwa. Sąd Okręgowy w Krakowie miał jednak więcej sprytu niż wadowicka rejonówka i sprawę umiejętnie umorzył. Przy okazji na jaw wyszły kolejne postępki burmistrza i jego otoczenia. (Będziemy wkrótce również o tym pisać – przyp. red.)

Kulminacja działań urzędników z Kalwarii miała miejsce w czasie bezpośrednio poprzedzającym głosowanie, które odbyć się miało w niedzielę 13 maja. Urząd nie tylko nie wywiązywał się z obowiązku właściwego poinformowania o referendum mieszkańców, ale zaangażował się czynnie w szerzenie propagandy anty-referendalnej i niszczeniu materiałów zachęcających do głosowania.

Przykład ulotki wieszanej przez „mieszkańców Kalwarii” przeciwko „referendum nienawiści”.

Kampania anty-referendalna

W piątek, tuż przed ciszą wyborczą mieszkańcy Kalwarii uwiecznili na zdjęciach samochód wiceburmistrz Kalwarii – Haliny Cimer, którym kierował jej mąż. Cimer jest członkinią PiS w Wadowicach, ale przede wszystkim krewną żony Stradomskiego (stąd jej zatrudnienie w UM Kalwaria). Nieznani pasażerowie objeżdżali tablice informacyjne w gminie i wieszali ulotki zniechęcające do referendum. Nad ranem, już po nastaniu ciszy wyborczej, kolejni nieznani sprawcy zerwali  plakaty referendum, w ich miejsce wieszając kolejną porcję propagandy anty-referendalnej. Możemy się tylko domyślać, że prawdopodobnie byli to inni uczestnicy spotkania w domu rodziny Cimer, do którego doszło w piątek wieczorem.

Czynne uczestnictwo urzędników gminy w kampanii bojkotu referendum stanowi oczywiste naruszenie standardów demokracji i samorządności. Nie ma jednak wątpliwości, że Stradomski i Cimer nie mają sobie nic do zarzucenia. W sprawę zaangażowali się również inni, dość egzotyczni sojusznicy…

Jak się okazuje, w czasie wspomnianego spotkania przed domem Cimer zaparkowany był również samochód… Stanisława Kotarby, szefa lokalnych struktur PO i politycznej „szarej eminencji” powiatu, zatrudnionego jako fikcyjny rzecznik wadowickiego samorządu. Należy zapytać, co szef PO robił w domu polityków PiS sąsiedniej gminy?

Organy ścigania niedawno ustaliły, że z domowego komputera Kotarby, późno w nocy, wypisywano obraźliwe komentarze pod adresem Bolesława Kota, represjonowanego w PRL’u starszego człowieka i członka Inicjatywy Wolne Wadowice. W czasie swojej kampanii wyborczej do Sejmu Kotarba głównie zastraszał wyborców i pozywał do sądu przeciwników, publicznie przy tym kłamiąc (również do tych spraw niebawem wrócimy w kolejnych tekstach – przyp. red.).

Czytaj: Uwaga! Grasuje Kocicho!

Jak się okazało, Kotarba pojawił się w Kalwarii, aby czynnie wesprzeć anty-referendalną kampanię i powalczyć o przetrwanie… burmistrza sąsiedniej gminy z ramienia PiS! Skąd to zaskakujące poparcie szefa powiatowych struktur PO? Odpowiedź jest prosta – potwierdza się przypuszczenie, że Stradomski jest „polityczną marionetką” Ewy Filipiak i Kotarby, sprytnie „wstawioną” na stołek burmistrza w Kalwarii, choć w czasie kampanii samorządowej 2010 roku mamił wyborców, że jest osobą „spoza układów”.

Tym samochodem Kocicho grasował w Kalwarii. (źródło: Wadowita24.pl)

Kotarba złapany na gorącym uczynku.

W sobotę 12 maja, na dzień przed planowanym referendum, w czasie trwania ciszy wyborczej, Zofia Jończyk, jedna z jego inicjatorek, otrzymała anonimowe zgłoszenie, że po gminie Kalwaria porusza się srebrne Punto, którego pasażerowie zakłócają ciszę wyborczą i rozklejają nawołujące do bojkotu głosowania ulotki. Jończyk w towarzystwie znajomych udała się na poszukiwania samochodu. Dość szybko, choć przez czysty przypadek, udało się im natrafić na poszukiwane auto. Zapisano numery rejestracyjne, nagrano film. Grupa pościgowa zdołała również przyjrzeć się zawartości samochodu.

Zasiadał w nim młody chłopak, który przy tablicach informacyjnych, jakie objeżdżano, błyskawicznie wyskakiwał, aby powiesić anty-referendalną propagandę. Później okazało się, że chłopakiem tym był Piotr H. – polityczny wychowanek Kotarby, również członek lokalnych struktur PO. Kto kierował Punto? Osobę tę dość ciekawie opisano go w zgłoszeniu, jakie Zofia Jończyk i inni świadkowie zdarzenia złożyli na posterunku Policji: „Starszy mężczyzna z sumiastym wąsem, wyglądem przypominający krzyżówkę Husajna ze Stalinem.” Numery rejestracyjne samochodu, jego marka oraz wygląd kierowcy nie pozostawiały wątpliwości, że samochodem kierował Stanisław „Kocicho” Kotarba.

W międzyczasie grupa pościgowa dzwoniła do znajomych i w całej gminie trwała obława za Kotarbą i akcja pilnowania tablic ogłoszeniowych przed Piotrem „Statywem”. Kotarba zorientował się jednak, że jest śledzony, więc jedynie objeżdżał kolejne tablice i sprawdzał, gdzie brakuje anty-referendalnych plakatów. Rano już wisiały, zawieszone tam… przez nieznane osoby. Tymczasem, sprawa łamania przez Kotarbę i Piotra H. ciszy wyborczej błyskawicznie obiegła Kalwarię i Wadowice. Zaczęły o tym pisać lokalne media.

Źródło: Kronika Beskidzka

Zofia Jończyk podtrzymała swoje zeznania w czasie kilkukrotnych rozmów z Policją. Wskazała też sprawców. Jednym z nich był oczywiście Stanisław Kotarba. Kotarba zareagował tak, jak to ma w zwyczaju – zaczął mącić i mataczyć. Najpierw dziennikarzowi „Kroniki Beskidzkiej” nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, czy plakaty rozklejał. Potem, w czasie postępowania prowadzonego przez Policję, przyznał się do udziału w eskapadzie – zaprzeczył jednak, że łamał ciszę wyborczą i cokolwiek wywieszał. Był jedynie „kierowcą”.

W efekcie, zakłócanie ciszy wyborczej zarzucono wyłącznie Piotrowi H. Jego mocodawca, który w działaniach tych uczestniczył, pomagał w nich i do nich bez wątpienia podżegał, wymigał się od odpowiedzialności. Kara, jaką Piotrowi H. zasądzi sąd, z pewnością będzie niska.

Działania Stanisława Kotarby mają cechy „politycznej gangsterki” i nie jest to bynajmniej pierwszy przypadek, kiedy Kotarba zakłóca ciszę wyborczą (są na to dowody). Do tej pory przypadki te nie były jednak nagłaśniane. Przy tej okazji warto pamiętać, że Kotarba jest wiceprzewodniczącym Rady Powiatu oraz przewodniczącym powiatowych struktur PO. A także rzecznikiem „papieskiego samorządu Wadowic”. Jak widać, w lokalnej polityce „gangsterka” uchodzi na sucho, a lokalni „polityczni gangsterzy” czują się mocni i bezkarni, skoro posuwają się do jawnego łamania prawa i kpin z wymiaru sprawiedliwości, o mieszkańcach nie wspominając. Czas to zmienić.

Post scriptum. Ciekawe uwagi na temat referendum w Kalwarii przeczytać można również na blogu M. Klinowskiego: Bitwa o Kalwarię.