Jończyk i Cholewka dogadali się, starosta nie rozliczy układów

Józef Cholewka i Jacek Jończyk grają teraz w jednej drużynie, choć pozory sprawiają inne

Publikujemy kolejny głos nadesłany przez naszego czytelnika, tym razem analizę kulisów startu w wyborach starosty Jacka Jończyka. Czy środowisko Ewy Filipiak na serio walczy ze starostą? Dowody wskazują na coś przeciwnego. 

Całkiem niedawno dyskutowałem w gronie znajomych temat aktualny i dla interesujących się polityką samorządową Wadowic osób ważny. A mianowicie, kwestię realności czy nierealności toczonej na naszych oczach walki pomiędzy środowiskiem burmistrz Ewy Filipiak oraz starosty Jacka Jończyka. Dla wielu moich rozmówców realność tej walki wydawała się pełna, a topór wojenny bez wątpliwości wykopany. Więcej, pojawiały się nawet sugestie, że „dogadali się ze sobą” odwieczni wrogowie, tj. Ewa Filipiak i Mateusz Klinowski, a to po to, żeby szkodzić jedynemu prawdziwemu opozycjoniście – staroście.

Głosy takie wydały mi się nie tylko niesprawiedliwe względem M. Klinowskiego, ale przede wszystkim wyrazem daleko posuniętego naiwniactwa moich dyskutantów (żeby nie powiedzieć lepiej). Nie tylko dlatego, że starosta (sic!) Jończyk stał się opozycjonistą niedawno, kiedy ogłosił, że od zawsze nim był, a w urząd został właściwie wmanipulowany wbrew swojej woli, a nawet ówczesnym kompetencjom. Samo to oświadczenie powinno go dyskwalifikować w oczach opinii publicznej, jako przykład zwykłego manipulactwa. Ale zostawmy nieudolne próby dopisania legendy do przypadku nielojalności wobec środowiska, które przecież Jończyka wylansowało i przez cztery lata w Radzie Powiatu wspierało, i powróćmy do spraw poważniejszych.

Czy Filipiak dogadała się z Klinowskim?

Powróćmy do teorii dogadania się na linii Klinowski-Filipiak. Teoria ta nie zasługuje na poważne traktowanie z dwóch powodów.

Primo, spójrzmy na zaszłości pomiędzy wymienionymi aktorami lokalnej sceny. Klinowski wielokrotnie oskarżał Filipiak o nadużycia, a ta rewanżowała mu się w sądzie. Proces o zniesławienie pomiędzy nimi nadal chyba trwa. Do tego referendum odwoławcze w gminie, skuteczne zablokowanie ambicji poselskich Kotarby, czyli prawej ręki burmistrz. Co w tym czasie robił Jacek Jończyk? Pobierał pensje starosty dzięki poparciu Ewy Filipiak i jej ludzi ulokowanych w Radzie Powiatu (Ciepły, Flasz, Kotarba i inni). Na czym więc opiera się twierdzenie, usilnie lansowane przez „rzeczników” starosty w osobach panów Wyroby, Targosza czy Gładysza, o współpracy „Klinowskich” i Magistratu?

Przyczyną szerzenia tego niemądrego poglądu, pomijając oczywiście złą wolę wymienionych, jest pomieszanie przyczyn i skutków. Klinowski jest ostatnio korzystnie prezentowany przez portal burmistrz (czytaj: opisywany w miarę obiektywnie), a jego banery nie zostały zniszczone. Jończyk po latach sprzyjających wiatrów pokazywany jest niekorzystnie (choć czy niezgodnie z prawdą?), a jego banery niszczone. Działa tutaj prosta zasada: wróg mojego wroga jest moim „przyjacielem” (choć z tym „wrogiem” należy uważać, o czym piszę dalej).

Być może zatem wymienieni komentatorzy lokalnej sceny zrozumieli ją dosłownie i uznali Klinowskiego za przyjaciela Filipiak? No cóż, myli się wcześniej wielokrotnie (jak choćby pan Gładysz świętujący powstanie klubu PiS w Radzie Powiatu jako wielki sukces starosty Jończyka i klęskę Kotarby, gdy każdy zorientowany wiedział, że oznacza to coś zupełnie innego), nie dziwi mnie wobec tego, że i teraz padają ofiarą swojej ignorancji. A może raczej chodzi o próbę odwrócenia uwagi od niewygodnej prawdy, choć akurat wymienione osoby niekoniecznie ją sobie uświadamiają? Co jeśli starosta Jończyk dogadał się ze środowiskiem Filipiak, bo inaczej w ogóle nie zdradzałby ambicji przejęcia fotelu burmistrza?

„Drogowcy” z Choczni

Zaraz, zaraz – powie uważny czytelnik – ale przecież Jończyk jest opisywany niekorzystnie, atakowany. Gdzie więc tu układ? W podobnym tonie protestują internetowi rzecznicy starosty. To wszystko prawda, ale nie dajmy się zwodzić pozorom.

Główny problem analizy sytuacji na lokalnej scenie politycznej polega na przyjęciu z góry poglądu, że środowisko Ewy Filipiak to monolit, jednorodny i sterowany centralnie przez parę Filipiak-Kotarba. Tak jednak nie jest. Niewiele wiemy na temat działania grupy kolegów i koleżanek z dawnego Bumaru, którzy przejęli i zmonopolizowali rządy w mieście przed 20-tu laty. Trudno wskazać opinii publicznej ośrodki decyzyjne, więc naturalnie utożsamiane są one z burmistrz Filipiak. Czy słusznie?

Przykładu dostarczają pożyteczne owady – pszczoły. Ignorantom królowa matka wydaje się ośrodkiem decyzyjnym, choć prawda jest inna, bo królowa jest raczej zakładnikiem ula. Podobnie tutaj, rozbudowany wokół centralnej postaci układ powiązań, interesów, zależności, trzyma „samorządową królewnę” w swoich ryzach. Co raz pojawiają się informacje, że „królewna” jest zmęczona, ale ustąpić nie może, przynajmniej dopóki większość jej środowiska nie zgodzi się na opuszczenie tronu. Takie mechanizmy znane są z wszystkich dworów królewskich i nic dziwnego, że lokalny dwór samorządowy też im podlega.

Spotkałem ostatnio jednego z radnych powiatowych, który od dłuższego czasu ma na ten temat wyrobione zdanie. Jego zdaniem źródłem wyborczych zwycięstw Ewy Filipak i finansów jest i była Chocznia – wieś, z której wywodzi się kilku prominentnych polityków z otoczenia burmistrz. Polityków, których rola jest regularnie niedoceniana przez opinię publiczną.

Jeżeli nie wiesz o co chodzi, podążaj śladem pieniędzy – poradził mi ów radny. Gdzie w samorządzie znajdują się pieniądze, które wydatkować można według uznania, a tym samym skutecznie wyprowadzać do prywatnych kieszeni? Należy ich szukać w inwestycjach budowlanych, gdzie kalkulacja kosztorysu pozwala na skuteczne nadymanie wydatków. A jakie inwestycje czynione są w samorządzie regularnie? Budowa i naprawa dróg! Przyjrzyjmy się zatem, kto odpowiada w lokalnym samorządzie za inwestycje drogowe:

– Gmina Wadowice: Józef Cholewka, sołtys Choczni, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej, szef komisji Inicjatyw Gospodarczych gminy, komendant OSP Chocznia, czyli również prężnie działającej firmy budowlano-remontowej. Józef Cholewka startował i startuje z komitetu burmistrz Wspólny Dom. Cholewka był kiedyś nawet etatowym pełnomocnikiem burmistrza do spraw dróg. Gdy jego umowa wyszła na jaw, wybuchł skandal. Zbiegło się to ze słynną w owym czasie sprawą Góralskiej Drogi, czyli rozliczenia budowy drogi, która zbudowana jeszcze nie była.

– Powiat Wadowice: Daniel Mastek, dyrektor szkoły podstawowej w Choczni, również w komitecie burmistrz Wspólny Dom. Mastek pełni funkcję pełnomocnika zarządu powiatu do spraw dróg i pobiera za to wynagrodzenie. W szkole podobno bywa rzadko, ale oczywiście etat dyrektorski ma.

Wymienione osoby działają obok oficjalnych struktur urzędniczych, w urzędach powiatowym oraz gminy są specjalne wydziały, które zajmują się przygotowaniem inwestycji drogowych. Jednak pieczę nad inwestycjami „trzyma Chocznia”.

Na pierwszy rzut oka Mastek i Cholewka zależni są od Ewy Filipiak – to ona kontroluje ich etaty i mandaty wyborcze. W rzeczywistości sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo korzyści są obopólne. Utarło się przekonanie, że to „Chocznia” decyduje o wyniku wyborów w Wadowicach. W takim razie, Filipiak coś zyskuje (stanowisko), ale musi za to się „opłacić”. Stąd biorą się etaty.

Zbigniew Jurczak, radny powiatowy, który zabierał w tej sprawie głos w mijającej kadencji, wielokrotnie podnosił, że obecność pełnomocnika Mastka zawyża ceny drogowych inwestycji. Remontowane odcinki dróg potrafiły być nawet dwukrotnie droższe w przypadku gminy Wadowice. Głośna była również sprawa przeprawy promowej, której remont budził poważne podejrzenia. Myślącym czytelnikom powinna się w tym miejscu zapalić czerwona lampka. Takie samo światło powinno również zapalić się zwolennikom, rzecznikom i sztabowcom Jacka Jończyka, pełnomocnik Mastek pełni przecież swoją posługę w Zarządzie Powiatu również w mijającej kadencji 2010-2014. Dlaczego starosta nie pozbył się tego fikcyjnego stanowiska?

Wspomniany wcześniej radny powiatowy, z którym rozmawiałem, przedstawił mi swoją ocenę sytuacji. Wokół dróg w samorządzie rozbudowany jest układ towarzyski, którego czubkiem są prominenci z Choczni. Układ ten dysponuje sporymi środkami „z dróg”, którymi umiejętnie się dzieli. Dysponuje też głosami Choczni. Czy to nie Mastka złapano na wynoszeniu kart do głosowania z lokalu wyborczego w 2011 roku? A są i inne niepokojące doniesienia, jak choćby o odbywających się przed dniem wyborów nieoficjalnych głosowaniach i dosypywaniu kart. Tak czy inaczej „Chocznia” to siła, bez której lokalni politycy nie wyobrażają sobie wygrywania wyborów.

Na pewno nie wyobrażał sobie tego pochodzący z Choczni Jacek Jończyk. Jego start na fotel burmistrza poprzedzić więc musiały ustalenia z „Chocznią” i do takich ustaleń doszło. Wspierający dotychczas Ewę Filipiak przezorni założyli, że jej szansę maleją i przygotowali sobie „plan B”. Oficjalnie Mastek i Cholewka nadal są we Wspólnym Domu, z którego odszedł starosta Jończyk. Nieoficjalnie zaś są dogadani z ewentualnym następcą Filipiakowej i spokojnie czekają na wynik wyborów. Ktokolwiek wygra, układ pozostanie w niezmienionej formie. 

Krótka polityczna historia Jacka Jończyka

Dla kogoś, kto śledzi polityczną drogę Jacka Jończyka od dawna, a do takich osób się zaliczam, przedstawiony powyżej rozwój wypadków nie jest wcale zaskoczeniem. Jończyk pochodzi z Choczni, gdzie udzielał się w strażackiej orkiestrze Cholewki. Ale to nie dlatego stał się dla Cholewki i Mastka użyteczny. Inwestycje drogowe w gminie realizowane są często mocami ochotniczych zastępów. A w nich udzielają się pensjonariusze „zakładu wypoczynkowego”, którego Jończyk do niedawna był dyrektorem. Tania siła robocza, jakiej Zakład Karny udziela „Choczni” z pewnością oznaczała dobry interes, w który warto było dalej inwestować.

W 2006 roku Jończyk pojawił się więc na dalekiej, czwartej pozycji na listach wyborczych komitetu Samorządny Powiat Wadowicki. Listę otwierał… Daniel Mastek, który zdobył 760 głosów i do Rady Powiatu nie wszedł. Przeskoczył go nieoczekiwanie… Jacek Jończyk. Tak rozpoczęła się kariera obecnego starosty. Nie mam czasu szczegółowo jej przybliżać czytelnikom, powiem więc tylko, że początkowo nic nie zapowiadało, że Jończyk wybije się ponad przeciętność. Wypłynął dopiero na fali krytyki ówczesnej starosty Teresy Kramarczyk, był też chyba jednym z najgłośniej krytykujących przekazywanie środków powiatu do stowarzyszenia prowadzonego przez jej męża. Gdy tylko dostał szansę, sam ochoczo wszedł w jej buty, jak szeroko wiadomo…

Jończyka postrzegano przez długi czas jako figuranta, którego można dowolnie rozgrywać. Raz głosował przeciwko Kramarczyk, za chwilę przeciwko jej przeciwnikom. Wreszcie w 2010 roku stworzył komitet poparcia Ewy Filipiak i wystartował z jej komitetu wyborczego Wspólny Dom, choć podobno chciał startować na burmistrza. Był więc przeciwko, a nawet za. Na listach do powiatu ponownie znalazł się z… Danielem Mastkiem. Tym razem Mastek zajął na niej siódme miejsce, zdobywając 440 głosów. Na „jedynce” był już Jończyk, który otrzymał rekordowe 1670 głosów. Dwójkę i mandat z listy otwieranej przez Jończyka dostał Marek Ciepły, kolejny zaufany człowiek środowiska Ewy Filipiak, dysponujący corocznie sporymi środkami na zapobieganie alkoholizmowi w gminie.

Już przed wyborami Jończyka namaszczano na starostę, przede wszystkim dlatego, że środowisko Filipiak było przekonane, iż łatwo będzie nim manipulować. Głównym architektem wyboru Jończyka na fotel starosty był… Stanisław Kotarba. Do końca też w Radzie Powiatu wspierał starostę, tzn. do ostatnich wakacji, kiedy ten jednak postanowił ubiegać się o fotel burmistrza. Jestem pewien, że Jończyk dawałby się nadal sterować (przecież „w nagrodę” otrzymywał sporą pensję), gdyby coraz większy na niego wpływ nie zaczęła wywierać ambitna, „czarna wdowa” – Marta Królik, czyli obecna wicestarosta. Ale to już zupełnie inna, pikantniejsza historia…

Płoty w Choczni zdradzają wyborczą prawdę. Starosta i jego „najwięksi wrogowie” reklamują się razem

Kilka dowodów dla niedowiarków 

Zakładam, że część czytelników może uważać, że przedstawiam tylko nic nie znaczące spekulacje. Panowie Targosz, Gładysz i Wyroba na pewno ogłoszą, że znają się na tych sprawach lepiej. Niedowiarkom poddaję zatem pod rozwagę następujące fakty:

a/ Chemia pomiędzy Cholewką i Jończykiem widoczna była już na początku roku – Cholewka nie zaprosił na zebranie wiejskie burmistrz Filipiak, lecz starostę, który siedział u jego boku. Pisał o tym radny Klinowski. Dziwny zwyczaj, zwłaszcza patrząc na przebieg innych zebrań w gminie, gdzie Filipiak z dworem starała się być obecna. W Choczni się nie pojawiła ani ona, ani nikt z jej dworu.

b/ Starosta tolerował obecność i działalność swojego pełnomocnika ds. dróg powiatowych przez całą kadencję. Dlaczego? Taka była widocznie cena wyborczego poparcia „Choczni”. Mastka starosta broni więc jak niepodległości. To zresztą Mastek pomógł zaistnieć Jończykowi w polityce. Takich więzów się nie rozluźnia.

c/ Jończyk nie wystawił przeciwko Józefowi Cholewce żadnego kandydata w jego okręgu wyborczym. Rzecz skrupulatnie przemilczana przez krzykliwych na ogół stronników starosty, ale skoro Jończykowi zależało na walce z Ewą Filipiak w imię „nowoczesności”, dlaczego nie podjął jej w przypadku wiarusa, który symbolizuje wszystko, co w rządach Filipiak najgorsze? Grają w jednej drużynie, choć pozory mogą mylić.

Jak widać, nie brakuje powodów aby przyznać Jacek Jończyk dogadał się z Józefem Cholewką. Tym samym Cholewką, na którym ciąży teraz akt oskarżenia w sprawie gróźb pod adresem Mateusza Klinowskiego. Czy coś warte są obietnice zmiany samorządu na nowoczesny, które wysuwa Jacek Jończyk? Przecież nic się w gminie i powiecie nie zmieni, a korupcyjne układy będą nadal trwać, bo tylko temu służyć ma kandydowanie Jończyka.

Gładysze, Targosze, Wyroby i im podobni polityczni naiwniacy pomrukują o porozumieniu Klinowskiego z Filipiak. Nie muszę sympatyzować z kandydaturą Mateusza Klinowskiego na fotel burmistrza, żeby dojrzeć, że to on doprowadził do postawienia aktu oskarżenia Józefowi Cholewce i to komitet Wolne Wadowice wystawił przeciwko niemu kandydata w wyborach (podobnie komitet SLD). To Klinowski zapowiada głośno rozliczenie układów i umoczonych w nie urzędników, gdy Jończyk dziwnie na ten temat milczy…

Czy Jacek Jończyk akceptuje drogowców z „Choczni” z dobrodziejstwem ich inwentarza? Nie ma wyjścia, jeżeli chce być burmistrzem. Tylko czy chcemy powtórki z rozrywki? Starosta dogadał się ze środowiskiem wspierającym dotychczas Ewę Filipiak i po ewentualnym objęciu stanowiska będzie to środowisko chronił. Na potrzeby kampanii i mamienia wyborców toczy zaś walkę z „frakcją Kotarby” i samą królową. Ale to tylko teatr, choć niektórzy wzięli go za prawdę. W każdej chwili może dojść do rozejmu i nowego podziału stanowisk.

mgr inż Józef z Choczni

PS. Napisałem do Was dlatego, że głos rozsądku powinien zostać usłyszany, a świadomi realiów lokalnych nieraz wolą milczeć, niestety zostawiając pole do komentowania wymienianym już z nazwiska „dzieciom błądzącym we mgle”, czy – jak mawiał klasyk – pożytecznym idiotom (bez urazy).