Jak burmistrz Filipiak oszukała przedsiębiorcę

_klomb

Ten klomb Gmina Wadowice wydzierżawiła jako parking

Czy można od kogoś wyłudzić ponad 100 tys. zł i uciec przed odpowiedzialnością? Okazuje się, że można – trzeba tylko nazywać się Ewa Filipiak i być burmistrzem. Dziś opisujemy sprawę urzędowego oszustwa i przegranego procesu z Gminą Wadowice jednego z lokalnych przedsiębiorców.

Na portalu Wadowice24.pl ukazał się niedawno artykuł zatytułowany „Przegrał z miastem spór o parking”, gdzie etatowy asystent Burmistrz Wadowic – Marcin Płaszczyca, jak zwykle jednostronnie opisał sprawę pewnego oszustwa. Tak jednostronnie, że czytelnicy o istocie sprawy nie zostali nawet poinformowani. Za to , przedsiębiorca walczący o swoje prawa został przedstawiony jako “naciągacz”, przed którym musiała bronić się Gmina. Racji drugiej strony czytelnicy nie poznali. Spójrzmy więc na sprawę tego sądowego sporu nieco bardziej obiektywnie.

Oszustwo na parkingu

Sprawa dotyczy parkingu przy pl. Kościuszki, który przedsiębiorca dzierżawił od Gminy. Dzierżawa obejmowała działkę gminną o powierzchni 2754 m2 z przeznaczeniem na parking. Wielkość działki i jej przeznaczenie zostały wyraźnie w umowie wymienione. Sama umowa była wynikiem przetargu, a przetarg dotyczył stawki, jaką dzierżawca musiał płacić za każdy metr nieruchomości gminnej. Wysokość całkowitej kwoty dzierżawy z konieczności zależała więc od powierzchni dzierżawionej działki. Dodajmy, że przetarg – w przeciwieństwie do opisywanego przez nas przetargu ws. parkingu przy Ogrodowej – był uczciwy. Gmina każdego miesiąca otrzymywała ponad 43 tys. zł kwoty dzierżawy (dla porównania: Jan Frączek, obnoszący się ze swym bogactwem i znajomością z Ewą Filipiak płacił 163 zł na miesiąc!).

Problem polegał na tym, że urzędnicy błędnie określili powierzchnię dzierżawionego parkingu. W ten sposób z przeznaczeniem na parking wydzierżawiono dwa klomby, pół kiosku ruchu, ogródek cukierni i miejsca postojowe właścicielki przyległej kamienicy. Dzierżawca nie był świadom, że powierzchnia, za którą płaci, obejmuje te “przyległości” – był bowiem przekonany, że powierzchnię działki, której czynsz licytuje, wyliczono wyłącznie w części, na której znajdował się parking. Innymi słowy – był przekonany, że Ewa Filipiak dzierżawi mu parking określonej powierzchni. Jak się okazało, burmistrz dzierżawiła z przeznaczeniem na parking również coś, co parkingiem być nie mogło. Co więcej, okazało się też, że w sprawie nie tyle mamy do czynienia z pomyłką, co po prostu bezczelnym oszustwem. Za niektóre fragmenty wydzierżawionej na parking działki Gmina otrzymywała podwójne wynagrodzenie – biorąc kasę od wszystkich zainteresowanych. Burmistrz Filipiak doskonale więc wiedziała, co robi. W ten sposób oszukano nie tylko jednego dzierżawcę „parkingu”, ale kilku poprzednich także.

Wyrok

Oszukany przedsiębiorca udał się do sądu. Niestety, oszustwo odkrył dopiero po rozwiązaniu umowy z Gminą, którą zawarto na 3 lata. Obecnie Gmina Wadowice – wbrew prawu – sama prowadzi parking na pl. Kościuszki. Ze skutkiem opłakanym, o czym już wcześniej pisaliśmy – jak wyliczyliśmy na podstawie przesłanych nam dokumentów, od grudnia 2011 roku do lutego 2013 dochód z parkingu zmniejszył się o ok 245 tys. zł.

Kiedy dzierżawca zorientował się, że otrzymana od Gminy Wadowice działka była mniejsza, niż opisano to w umowie, a urzędnicy otrzymywali miesięcznie kwotę ok 2.500 zł nienależnego czynszu przez trzy lata, postanowił żądać zwrotu niesłusznie zapłaconych pieniędzy. Zwłaszcza, że uzbierało się tego ponad 100 tys. zł. Sprawa skończyła się w sądzie, a burmistrz do reprezentowania Wadowic wynajęła jedną z najdroższych krakowskich kancelarii. Nadal nie wiemy, jaki był koszt tego przedsięwzięcia, które dla burmistrz okazało się udane. Krakowski sąd wydał bowiem dość zaskakujący wyrok.

Dwie instancje sądowe uznały – wbrew rozsądkowi i poczuciu sprawiedliwości – że rozmiar parkingu nie miał znaczenia dla wykonania umowy, tj. prowadzenia działalności parkingowej. Sądy przyznały jednak, że działka miała wady. Wykorzystano jednak fakt, że przedsiębiorca nie reklamował ich w trakcie trwania umowy, bo, jak wspomnieliśmy, w ogóle o nich nie wiedział. Kto przy zdrowych zmysłach podejrzewa, że urzędnicy oszukują go, aby zarobić podwójnie na dzierżawie tej samej działki albo wydzierżawią mu jako parking klomb zieleni? Wyrok wydali też sędziowie nie mający większego pojęcia o zasadach obrotu gospodarczego – praktyce działania przedsiębiorców. Świadczy o tym chociażby fragment uzasadnienia, gdzie sąd II instancji analizuje powód, dla którego przetarg dotyczył stawki za m2, a nie całkowitej powierzchni działki – kwota stawki miała ułatwić licytację, a całkowita kwota czynszu ją utrudniać. Konia z rzędem, kto rozumie ten tok myślenia. Czy sąd naprawdę zakłada, że większa kwota jest trudniejsza do wypowiedzenia, zrozumienia itd? Przecież dla każdego przedsiębiorcy to właśnie całkowita kwota dzierżawy jest najważniejsza. Skoro licytowano jednak stawkę za metr, z pewnością przedmiotem umowy musiała być określona powierzchnia działki, a nie działka jako całość! O opinię poprosiliśmy też prawnika.

Wyrok nie jest sprzeczny z prawem – komentuje dr Mateusz Klinowski, radny Wadowic – ale z pewnością sprzeczny jest z poczuciem sprawiedliwości. Nie można wydzierżawić określonej powierzchni działki na parking, naliczać od niej czynsz jak za parking, a potem tłumaczyć się głupio, że tylko część z tej powierzchni jest parkingiem. To oszustwo.

Opisana historia to kolejny przypadek ilustrujący problemy, z jakimi spotykają się działający w Wadowicach przedsiębiorcy – z jednej strony są oni nękani bądź oszukiwani przez burmistrz Filipiak, z drugiej nie mają szans dojść sprawiedliwości przed sądem. Czy dziwić się, że gospodarka pod rządami “papieskiej burmistrz”, jak sama o sobie pisze Filipiak, zamiera? Ile takich i podobnych oszustw popełniono jeszcze w Wadowicach? Ile kosztują nas decyzje burmistrz, o których jeszcze nie wiemy? To mogą być miliony złotych…