Gęby za lud krzyczące

Od roku mieszkańcy Wadowic starają się o wysłuchanie przez własnych radnych. Bez skutku. (fot. K. Cabak)

6 radnych (Kamińska, Petek, Klinowski, Janas, Odrozek, Ramenda) złożyło projekt zmian w Statucie Gminy Wadowice, który umożliwiłby wreszcie jego poprawne stosowanie przez organizujących obrady – Szczura, Cholewkę i Wodyńską. Zmiany miały również dać mieszkańcom możliwość organizowania się i składania własnych projektów uchwał. Projekt radnych odrzucono bez żadnej dyskusji. Zastąpiono ją kolejnym niezrozumiałym oświadczeniem słynnego Klubu PO. Sytuację skomentował jeden z naszych czytelników.   

Wbrew poglądom części z Państwa uważam, że “radosna twórczość” Stanisława Kotarby, przewodniczącego terenowej jaczejki PO, której to twórczości swojej “gęby” chętnie użycza radny Mariusz Ruła, wymaga napiętnowania i odkłamania. Jest bowiem ona pokraczną mieszanką demagogii, półprawd i przeinaczeń, stanowiąc wyznacznik lokalnej, przaśnej demokracji. Tego nie powinno zbywać się milczeniem.

Z oświadczenia podpisanego przez Klub PO (Mariusz Ruła, Stanisław Hucisko, Kazimierz Kuzon, Michał Ogiegło, Andrzej Gałuszka – przyp. red.) i odczytanego na sesji Rady przez wspomnianego radnego Rułę, wykonawcę poleceń Kotarby, dowiedzieliśmy się, że danie społeczeństwu prawa do inicjatywy uchwałodawczej grozi…. zdjęciem krzyża.

Przeczytaj: Treść oświadczenia Klubu PO w sprawie inicjatywy uchwałodawczej

Rozumieć to chyba należy, jako prymitywną próbę przypomnienia Kościołowi, że jedynym obrońcą jego interesów w Wadowicach jest rządzący układ. Przypomnienie o tyle konieczne, że dzisiaj – w obliczu kolejnych kompromitacji lokalnej władzy uwikłanej w korupcję, wadowicki kler ostrożniej manifestuje poparcie.

Udzielenie głosu społeczeństwu to także rzekome ryzyko anarchii i paraliż funkcjonującej jak szwajcarski zegarek Rady, znanej głównie z bezrefleksyjnego podnoszenia ręki. Autor komunikatu zapomniał wyjaśnić, że obywatelski wniosek musiałby być i tak przegłosowany przez Radę, w której przeciwnicy demokracji mają bezwzględną większość. Widocznie dla Mariusza Ruły i pozostałych kontrolowanych przez Kotarbę i Filipiak bez-radnych, sama konieczność poruszania tematów wprowadzanych pod obrady z woli obywateli jest niepokojąca. Dlatego dowiadujemy się, że poszerzanie demokracji zagraża demokracji. To stale powracający w wypowiedziach Kotarby i Filipiak motyw. Głos mieszkańców skierowany do radnych ma prowadzić do anarchii.

Prawda, jak zawsze w przypadku pokrętnych wypowiedzi radnego Ruły, leży naturalnie gdzie indziej. Zgłaszane przez mieszkańców propozycje uchwał byłyby nieustannym testem szacunku. Szacunku, którzy wybierani przez nas radni dzisiaj nie mają dla nas za grosz. Dowodzi tego każde słowo oświadczenia Klubu PO, gdzie wręcz podejrzewa się mieszkańców, że zbierając podpisy mogliby robić “przekręty”. Oczywiście Klub PO korupcyjnych przekrętów Ewy Filipiak, o których huczy całe miasto, nie dostrzega. A przecież zasiada w nim Michał Ogiegło – przewodniczący Komisji Rewizyjnej. Komisja ta ma patrzeć burmistrz na ręce, ale zatrudniany na dwóch etatach szkolnych Ogiegło wolał napychać swoje kieszenie, niż pilnować wydawania publicznych środków.

Ruła przekonuje, że społeczeństwo domagające się udziału w sprawowaniu władzy może mieć tylko złe intencje – zdjąć krzyż, sparaliżować pracę milczącej Rady, rujnować budżet, a może nawet przejąć władzę. A to przecież świętokradztwo, bowiem dana radnym i Filipiak władza to nagroda za długoletnią sprawność i moralność w rządzeniu miastem, za wierność Wielkiemu Rodakowi. Ale to, co jest sednem demokracji, czyli służba społeczeństwu, nie jest już tematem żadnego apelu. Radni z PO, Wspólnego Domu, PiS bez żenady twierdzą, że 200 mieszkańców nie może zaproponować niczego rozsądnego. Wiedzą lepiej, czego Wadowiczanie potrzebują.

Na koniec, czytając radnego Rułę przypomina się postać niesławnego Jerzego Urbana, rzecznika stanu wojennego – insynuacje, przypisywanie intencji, o których nikomu się nie śniło, prymitywna propaganda. Urban jednak był przeciwnikiem bystrym, miejscami błyskotliwym. Ruła to dukający statysta w teatrzyku, gdzie reżyserem jest miejscowy kacyk – Kotarba. Jedyne pocieszenie, że z wypowiedzi Ruły i pozostałych gardzących swoimi wyborcami radnych daje się wyłowić głęboki niepokój w związku z rosnącą aktywnością społeczną i związane z tym realne ryzyko utraty władzy. Dążenie społeczeństwa do udziału w zarządzaniu miastem jest początkiem końca miejscowej satrapii. Każde wystąpienie lokalnych politykierów – czy to wystawianych na kompromitację Ruły i Salachny, czy starszyzny w rodzaju Szczura, Cholewki, jednakowo kierowanych z tylnego siedzenia przez Kotarbę i Filipiak, stanowi swoisty „popis” wszystkowiedzących i wszystkomogących. Pytanie tylko, kiedy, cytując wieszcza, gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą?

Sądzę, że nastąpi to niebawem, bo grupa 6 radnych niezależnych, którzy nie muszą osłaniać niekompetencji i przestępstw Ewy Filipiak, ma nieograniczone możliwości kompromitowania tych marionetek zasiadających w Radzie Miejskiej, które nie mogą nawet wyrazić własnego zdania bez podsunięcia pod nos kartki za zatwierdzonym przez „biuro polityczne” komunikatem. A że umysły „biura” nietęgie, to i komunikaty w swej treści wzbudzają jedynie kolejne salwy śmiechu. Tragedia Mariusza Ruły i pozostałych członków „rządzącej koalicji”, zasadza się na tym, że to z nich śmieją się dzisiaj mieszkańcy Wadowic. Autorzy i reżyserzy przedstawienia, czyli Filipiak i Kotarba, pozostają bezpiecznie z boku, do woli wysługując się swoimi „aktorami” – Szczurem, Cholewką, Wodyńską, Salachną czy wreszcie nieszczęsnym Rułą. Ci jednak w tej „sztuce” nadal chcą grać. Pytanie, co (ile?) z tego mają? Oprócz oczywiście miana tych, którzy lokalnej demokracji i społeczeństwu obywatelskiemu podkładają nogę…

Przeczytaj więcej: o marionetkowym Klubie PO w Radzie Miejskiej Wadowic a także o odrzuconym projekcie zmian w Statucie Gminy Wadowice.