Filipiak i Szczur wkrótce nas okradną?

EKO terror w Choczni – wysypisko gminne

Ewa Filipiak i jej ferajna postanowili oddać gminą spółkę EKO „strategicznemu inwestorowi”. Nazwiska i powodów nie znamy. Na wtorek zwołano sesję nadzwyczajną, na której „wadowicki układ” ponownie sięgnie po nasze pieniądze. Wkrótce wejdzie w życie ustawa śmieciowa, która jest szansą dla Gminy, aby na śmieciach zarabiać. I na przykład obniżać stawkę uchwalonego niedawno w kwocie 7 zł „podatku śmieciowego”. Zarobią jednak tylko krewni, znajomi oraz… tajemniczy „inwestor”.

Królestwo kolesiów w Choczni

Siedziba gminnej spółki EKO to biurowiec przy wysypisku śmieci, zlokalizowany z dala od miasta. Biurowiec jest nowoczesny, posiada nawet odpowiednio wyposażoną salę konferencyjną. Wysypisko nowoczesne już nie jest. Zagospodarowanie odpadów w Wadowicach to pozory – zmieszane śmieci wrzuca się właściwie wprost do dziury w ziemi. EKO to bez wątpienia truciciel okolicy. Do tego w śmieciach, jak w kraju III świata, grzebią całymi rodzinami okoliczni biedacy (mieszkają w bloku komunalnym niedaleko). Z grzebania w syfie utrzymują się też dzieci. Cały otaczający teren makabrycznej, śmieciowej dziury pokryty jest plastikami wiszącymi na drzewach, rozwleczonymi oponami czy elementami sprzętów AGD. Jednym słowem – dramat.

Okolice wysypiska śmieci w Choczni

W spółce EKO, która administruje wysypiskiem, zasiadają odpowiedzialni za ten skandal. Prezesem jest Lesław Makuch, mąż Anny, kierowniczki z UM Wadowice, która odpowiada za wiele kontrowersyjnych decyzji – m.in. zatrudnia sprzedajnego dziennikarza Płaszczycę, dzieli pieniądze pomiędzy stowarzyszenia Wodyńskiej, Szczura, Cholewki. W sumie Makuchowie zarabiają na „pracy na rzecz Gminy” ponad 200 tys. zł rocznie. Nie można powiedzieć, że to dobrze wydane pieniądze. Pełni swojskiego obrazu dopełnia dyżurujący na bramie wysypiska syn Józefa Cholewki, wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej.

Zarząd EKO był jednoosobowy (Makuch). Opinia publiczna i radni (sic!) nie są świadomi, że niedawno go poszerzono. Wiąże się z tym pewna hipoteza…

EKO hipoteza

Otóż, członkiem zarządu EKO stał się… Mirosław Nowak, były wicestarosta. Ten sam, który odegrał niepoślednią rolę w żenującej przepychance wokół szpitala w kadencji samorządowej 2006-10. Nowak znany jest z wysokich kompetencji. Kiedyś naprawiał telewizory, dziś głównie cieszy się zaufaniem Filipiak i jej Kotarby. Po wyrzuceniu ze starostwa, zatrudniono go fikcyjnie w UM Wadowice. Po wyborach 2010 roku Nowak wypadł z polityki. Filipiak i Kotarba zrobili więc z niego urzędnika w UM Kalwaria – burmistrz Kalwarii to również ich człowiek, nauczyciel z gminnej szkoły. Dlaczego Nowak znalazł się w EKO? O tym zaraz. Drugim członkiem zarządu jest Paweł Jodłowski. O nim na razie niewiele wiadomo.

Małżeństwo Makuch, małżeństwo Ramos, czy wreszcie polityczne małżeństwo Filipiak-Kotarba, często postrzegani są jako jedność, jeden układ, który rozdaje wszystkie karty. Tymczasem, w gronie tym dochodzi do licznych napięć, czasem awantur. Jak na każdym dworze, czy w organizacji mafijnej, trwa walka o wpływy, w grę wchodzą też ambicje. Wieść gminna niesie, że pomiędzy Lesławem Makuchem, prezesem EKO, a burmistrz Filipiak, reprezentującą właściciela spółki (czyli mieszkańców), doszło do konfliktu. Makuch chciał rozwijać EKO i pozyskać na to środki unijne, co było posunięciem oczywistym. Ewa Filipiak na to się nie zgodziła! Dlaczego?

Na rozwoju spółki komunalnej skorzystaliby prezes i mieszkańcy. Jak można się domyślać, burmistrz Filipiak chciała mieć swój udział w śmieciowym interesie. Stąd pomysł inwestora z zewnątrz, który zrobi to, co sam chciał zrobić Makuch. Poszerzenie zarządu było pierwszym do tego krokiem. Do EKO wprowadzono więc Nowaka, aby pilnował Makucha. Jeżeli nasza EKO-hipoteza jest trafna, Ewa Filipiak od dawna szykowała skok na „śmieciową kasę”. Już dawno wymyśliła, że kontrolę nad majątkiem EKO przejmie ktoś z zewnątrz. I to ZA GROSZE. Zablokowanie możliwości rozwoju spółki komunalnej jej prezesowi zakrawa na przestępstwo. Okoliczności zdają się potwierdzać złą wolę burmistrz.

Kontrola nad decyzjami burmistrz jest fikcją

Czy posunięcia burmistrz wokół EKO są jakoś kontrolowane? Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej, na czele której stoi wuefista Michał Ogiegło nie prowadzi w ogóle żadnych kontroli i nie pracuje. Z kolei, w radzie nadzorczej EKO zasiadają zaufani ludzie: Bożena Flasz, to gminna skarbniczka, Piotr Kołcon to radca prawny UM, zaś Monika Tomiak to adwokat, z której usług korzysta Filipiak przy różnych okazjach. Pracownicy burmistrz z rady nadzorczej nie będą więc oponować – jeszcze stracą pracę. Ich własny interes z pewnością jest ważniejszy niż interes spółki, którego rzekomo w naszym imieniu pilnują.

Dlaczego sprzedaż EKO to przekręt?

Uchwałę o zbyciu większościowych udziałów w EKO zaproponowano nagle, w trybie pilnym. Radni mają podjąć decyzję o zbyciu większościowego pakietu udziałów w EKO bez przetargu. Zgodnie z planem burmistrz, nieznany inwestor strategiczny spółki wniesie do niej ponad 6 mln zł, w zamian otrzyma zaś prawie 51% udziałów . Środki te umożliwią budowę nowoczesnej instalacji odzysku odpadów, dzięki której wysypisko będzie liczącym się graczem na tworzonym właśnie śmieciowym rynku. Lesław Makuch podobno chciał sam pozyskać taką dotację. Burmistrz Wadowic sprzeciwiła się. W czyim interesie działała? Na pewno nie Wadowic. 

Tworzenie i utrzymywanie instalacji do segregacji odpadów to obowiązek gminy. Fakt posiadania wysypiska pozwala taką instalację stworzyć. Przewidziane są na to unijne dotacje (do 5 mln zł!). Jednak w Wadowicach wybrano wariant inny – ktoś pozyska dotację zamiast Gminy, a w zamian podzielimy się z nim majątkiem mieszkańców oraz oczywiście zyskiem z odbioru odpadów. To nic innego jak skok na kasę i próba uwłaszczenia się na majątku nas wszystkich. Inwestor odzyska szybko wartość zakupionych udziałów. Uzyska również prawo do zysku spółki, a Gmina straci możliwość wpływania na jej obsadę. Czy ktokolwiek jest w stanie uwierzyć, że Ewa Filipiak robi komuś taki prezent zupełnie za darmo? Chyba jedynie ci, którzy uwierzyli w jej dobre serce w przypadku dzierżawy za bezcen parkingu osławionej rodzinie Frączków.

Wejście inwestora w spółkę będzie również miało inne doniosłe konsekwencje. Według art. 36 ustawy o prywatyzacji 15% udziałów przejętej przez inwestora spółki przysługuje nieodpłatnie pracownikom EKO. To nawet ponad 1.5 mln zł! Taka kasa może trafić do syna Józka Cholewki, Makucha, Nowaka i kilku zatrudnionych po znajomości w tej spółce. Czy także dlatego EKO jest prywatyzowana? Utrata większościowych udziałów oznacza również, że Gmina Wadowice straci kontrolę nad osobową obsadą spółki. Makuch, Cholewka, Flaszowa i inni już zawsze paść się będą na gminnych pieniądzach, nawet jeżeli uda się w wyborach odsunąć ich od władzy. Czym bliżej wyborów, tym więcej „zaufanych” będzie pojawiać się w EKO. Kto wie, może wysypisko będzie nawet potrzebowało własnego rzecznika i dziennikarza opisującego sukcesy firmy. Wszyscy wiemy, które osoby najlepiej się do tego nadają. Śmietnisko będzie wówczas ich dożywotnim żywicielem (choć to symboliczne, żadne to pocieszenie).

Jak wyceniono sprzedawaną spółkę?

Kwestią zasadniczą jest wycena wartości spółki w oparciu o prognozy zysków. Filipiak twierdzi, że pozyskanie inwestora jest konieczne, aby na wysypisku w Choczni zbudować nowoczesną instalację do segregacji odpadów, co pozwoli czerpać EKO zyski w przyszłości. Jaki jest koszt tej instalacji i spodziewane zyski? To zasadnicze pytania, skoro Filipiak twierdzi, że Gmina Wadowice nie jest w stanie zgromadzić potrzebnych funduszy i musi dzielić się 100% pewnym zyskiem. Zysk ten mógłby pozostać w Gminie i np. pozwolić zmniejszyć stawki odbioru śmieci od mieszkańców. Filipiak wyraźnie działa na szkodę Wadowic. I to działa skrycie. Zaskoczeni decyzją o zwołaniu sesji radni nie mają żadnych informacji o spółce, jej kondycji, wartości majątku czy nawet zdolności kredytowej. Nawet w BIP próżno szukać jakichś danych na ten temat. EKO to wstydliwie skrywany interes grupy znajomych, którzy teraz położą na nim łapę. 

26 lutego 2013 roku Rada Miejska uchwaliła stawkę opłaty za śmieci w wysokości 7 zł. Nikt nie wyjaśnił, dlaczego przyjęto taką jej wysokość. Burmistrz od roku kalkulowała stawkę, a w czasie spotkań z mieszkańcami twierdziła, że musi ona wynosić 8 zł. Zaangażowani radni i blogerzy wykazali, że przez rok Filipiak wyprodukowała jedynie zbiór niepopartych szczegółowymi danymi spekulacji, z których wynikało, że stawka ma wynosić 8.59 zł. Wyliczenia burmistrz ośmieszył Obywatel Wadowic (szczegóły tutaj). Według jego kalkulacji stawka podatku powinna wynosić 6 zł. Taką stawkę zaproponowano, ale radni z grupy poparcia burmistrz projekt odrzucili.

Teraz znów radni ze Wspólnego Domu, marionetki Kotarby z Klubu PO oraz Szczur z Wodyńską przegłosują grabież dokonywaną na majątku mieszkańców Wadowic i okolic. Nikt niczego nie będzie badał, zaglądał w dokumenty (większość radnych nie ma nawet wykształcenia pozwalającego analizować dokumentację finansową spółki). Burmistrz Filipiak cenę udziałów EKO ustali w drodze negocjacji, w zaciszu swojego gabinetu. Jak można się domyślać, inwestor już jest wybrany i dogadany.

Nawet pod remizą Józka rozpada się asfalt, ale bojowa gotowść jest ważniejsza.

Skok na kasę trwa od lat

Przypomnijmy, że o skandalicznej praktyce transferowania setek tysięcy złotych przez radnych Wodyńską, Szczura i Cholewkę do swoich fundacji i stowarzyszeń już pisaliśmy. Ostatnio, bez żadnej żenady, Józef Cholewka znów wyciągnął rękę po gminne pieniądze. Najpierw wyszarpał na wiejskie drogi aż 80 tys. zł dla swojej miejscowości, a potem bezczelnie przekazał je sobie (zasiada w radzie sołeckiej) na potrzeby prowadzonej przez siebie OSP w Choczni. Środki finansowe pójdą więc na bliżej nieokreśloną „zdolność bojową”, zaś mieszkańcy Choczni jeździć będą po sypiących się po zimie drogach. Dla wielu mieszkańców Gminy, zwłaszcza z miejscowości innych niż Chocznia, takie działanie to po prostu rozbój w biały dzień. Józef Cholewka oczywiście nie ma sobie nic do zarzucenia.

Skok na kasę we wtorek

Rada Miejska Wadowic we wtorek podejmie uchwałę o sprzedaży większościowych udziałów w EKO nie mając ŻADNEJ wiedzy na temat działań burmistrza, wartości spółki oraz jej potencjału. Szczur, Cholewka i Wodyńska podejmując decyzję o takim właśnie zorganizowaniu obrad Rady Miejskiej współuczestniczą w tym przekręcie. Współwinnym jest również przewodniczący Komisji Rewizyjnej, która w takiej sytuacji powinna przeprowadzić rzetelną ocenę propozycji burmistrz. Nie na jednym 15-minutowym posiedzeniu, ale przez kilka tygodni uczciwej pracy. Za kadencji Michała Ogiegło takiego przypadku jeszcze nie było.

Jak przytomnie zauważył lokalny bloger Dziadunio, radni, żeby prawidłowo wykonywać swój mandat oraz sprawować kontrolę nad poczynaniami burmistrza muszą posiadać pełną wiedzę o jego poczynaniach. Sprzedaż komunalnego przedsiębiorstwa wartego o wiele więcej, niż to wynika z kapitału zakładowego, powinna więc być poprzedzona obszerną debatą o jej celowości, zleceniem zewnętrznej wyceny spółki, oceną jej bieżącej sytuacji finansowej oraz perspektyw rozwoju. Tymczasem, nie mający o niczym pojęcia radni będą obradować na komisjach już w poniedziałek. Ale nad czym obradować, skoro decyzje już zostały podjęte?

Większość radnych wykonuje tylko polecenia burmistrz. Nie mają ani odwagi, ani intelektualnych warunków, aby troszczyć się o dobro mieszkańców. Interesuje ich tylko kilka stów diety. Ewa Filipiak o biznesie również wie niewiele. Jest bardzo przeciętnym urzędnikiem, fatalnym menadżerem, który na stołku burmistrza siedzi już od prawie 20 lat. To ona doprowadziła Wadowice na skraj upadku gospodarczego i to ona ma teraz negocjować sprzedaż udziałów. Zważywszy na ciążące na niej zarzuty o parking, sposób przeprowadzenia rewitalizacji miasta oraz przeszłość, kiedy już raz prywatyzowała miejską spółkę, z której wyprowadzono majątek, należy spodziewać się najgorszego.

Wobec braku reakcji organów kontroli (w Urzędzie Wojewódzkim zasiada najwyraźniej zaprzyjaźniony z miejscową „mafią” Mirosław Chrapusta, Wadowiczanin, któremu rozkradanie Gminy Wadowice nie przeszkadza) i ścigania (Jerzy Utrata, Prokurator Rejonowy to figurant zainteresowany tylko przetrwaniem na stołku) jedyną formą oporu przeciwko rozkradaniu naszych wspólnych pieniędzy jest otwarte mówienie i pisanie o tym.

Nazywajmy zatem złodziei i ich działania po imieniu.

PS. Dziękujemy lokalnym blogerom, myślącym radnym i członkom IWW za poruszenie tematu EKO i przesłane uwagi, w oparciu o które zredagowaliśmy ten tekst.