O Filipiak i Kotarbie słów kilka

Bolesław Kot, dawny współpracownik burmistrz Ewy Filipiak, opisuje łamanie prawa, prywatę i niegospodarność w wydaniu „papieskiego samorządu”. Kot ujawnił złodziejską spółkę, którą Filipiak zawiązała z francuskim biznesmenem jako urzędnik UM Wadowice. Choć zdołał doprowadzić do jej zerwania, Filipiak i Kotarba nigdy mu nie wybaczyli. „Wadowicki samorząd jest niegospodarny, a burmistrz Filipiak nie tylko łamie prawo, ale reprezentuje sobą niski poziom moralny” – pisze w swoim tekście Kot.


Sprowokowany tekstem radnego dr Mateusza Klinowskiego Stanisław Kotarba wychodzi z cienia postanowiłem napisać kilka słów na temat gospodarzenia mieniem gminy przez czołowych lokalnych polityków – Ewę Filipiak, Jerzego Ochmana i Stanislawa Kotarbę. Tak się składa, że sporo o tym wiem, bo to ja byłem owym urzędnikiem, o którym wspomina w swoim wystąpieniu dr Klinowski opisując tzw. „aferę Termowadu”. Filipiak i Kotarba odegrali w niej niepoślednie role.

1. Afera „Temowad”

Krótko o samej sprawie. Zjawia się Francuz – p. Dvorak, i obiecuje modernizację infrastruktury grzewczej. Mimo moich protestów i dowodów, że obietnice biznesmena budzą wątpliwości, a obiecana modernizacja dokonana może być siłami rodzimych firm, miasto prze do zawarcia z nim spółki. Nadmienię, że miałem wówczas wieloletnie już doświadczenie oraz osiągnięcia zawodowe jako inżynier i potrafiłem właściwie ocenić proponowane przez biznesmena rozwiązania. Uważałem, że jest to hochsztaplerka.

Francuz wniósł do spółki 51 mln ówczesnych złotych (równowartość obecnych około 20 000 zł), a Gmina Wadowice 49 mln. W ten sposób Dvorak przejął kontrolę nad ciepłownictwem w Wadowicach, czyli majątkiem nas wszystkich wycenianym przez mnie na ówczesne ok. 65 mld zł (obecnie: 26 mln zł). Umowa została tak sporządzona, że Dvorak czerpał z tego majątku zyski, niewiele dając w zamian. „Termowad” miał wpływy z tytułu opłat mieszkańców za c.o. i ciepłą wodę, ponosił wydatki na paliwo, utrzymanie kotłowni i sieci. Nadwyżka nad wydatkami stanowiła zysk, który głównie zabierał Francuz, a trochę polscy „wspólnicy”. Z opublikowanych danych wynika, że biznesmen zgarnął około 2 500 mln ówczesnych zł (około 1 mln obecnych zł!). „Wspólnicy” ze strony polskiej otrzymywali do 6 mln ówczesnych zł na miesiąc (równowartość ówczesnych czterech średnich krajowych).

Przypominam, że formalnie spółkę „Termowad” zawarto w drodze uchwały Rady Miejskiej, której przewodniczył Jerzy Ochman. Zdecydowaną przewagę w radzie miał tzw. Klub Reform, któremu przewodniczył Stanisław Kotarba. Z tego, co widziałem, interesy gminy w tej spółce „chronił” mgr Marek Dubel. W mojej ocenie spółkę zawarto wyłącznie w celu okradania mieszkańców Wadowic.

Po zawarciu tej nieszczęsnej spółki zrobiłem wszystko, co było możliwe, aby do opinii publicznej dotarła wiedza, w jakie bagno zostały wprowadzone Wadowice przez Radę Miejską. Najostrzejsze polemiki, jeszcze przed zawarciem spółki, toczyłem z Ewą Filipiak. Obecnie niektórzy usiłują przekonać opinię publiczną, że Filipiak była od początku przeciwna tej spółce. To nieprawda. Zareagowała dopiero bodaj po 16 miesiącach formalnej „działalności” spółki, kiedy smród afery zaczął rozlewać się po mieście. Przez ten czas pan Dvorak zgarniał zyski firmy, nie wywiązując się ze swoich zobowiązań.

2. Zrobiono ze mnie „komucha”

Po aferze z „Termowadem”, której usiłowałem zapobiec i w której ujawnieniu odegrałem znaczącą rolę, Ewa Filipiak i Stanisław Kotarba „zabrali się” za mnie. W lutym 1994 w wydawanym przez siebie piśmie Echo Wadowic Kotarba nazywał mnie „autorem modelowej propagandy nienawiści” oraz „obrońcą starego systemu na Ziemi Wadowickiej”. Zrobiono ze mnie przysłowiowego „komucha”, mimo, że w czasach PRL zasłynąłem ze swojej postawy obywatelskiej, wyrzucono mnie z PZPR oraz zakładu pracy. Kotarba fakty te znał, opisywały je szeroko ogólnopolskie gazety. Ale w czerwcu 1994 r. planowane były wybory samorządowe, a ja zgłaszałem chęć kandydowania z ramienia UP, w tym samym okręgu wyborczym, z którego zgłaszał start Kotarba. Stąd wziął się cytowany przeze mnie paszkwil. Jak widzę, identyczne metody oczerniania swoich przeciwników Kotarba stosuje do dziś.

Po 6 latach perypetii w wadowickiej prokuraturze i sądach, Kotarba na łamach Echa Wadowic przeprosił mnie za tą kłamliwą publikację, ale wybory w 1994 r. przegrałem z kretesem. Mandat otrzymał „opozycjonista” Kotarba.

3. Chciano mnie zwolnić z pracy w UM Wadowice

Wtedy, kiedy nie było już żadnej wątpliwości, że to ja, a nie Filipiak, miałem rację w sprawie „Termowadu”, Filipiak (według moich spostrzeżeń mobilizowana do tego przez S. Kotarbę i J. Ochmana), wówczas już burmistrz, postanowiła rozprawić się ze mną. Pewnego wrześniowego dnia w 1995 r. wysłała mnie więc służbowo do szkoły nr 4 i w tym czasie pośpiesznie zwołała ogólne zebranie załogi, na którym wiceburmistrz M. Sołysiewicz odczytał pismo skierowane do pracowników – członków związku zawodowego, o wyrażenie zgody na rozwiązanie ze mną stosunku pracy za wypowiedzeniem. W piśmie m.in. napisano, że polecenia otrzymywane od kierownika wydziału wykonuję opieszale, neguję ich celowość, lekceważę petentów, przełożonych, tych ostatnich oskarżając i pomawiając o popełnianie przestępstw oraz nadużyć, brak dbałości o dobro gminy, ignorowanie przepisów prawa.

W piśmie mowa też o tym, że będąc przewodniczącym związku zawodowego pracowników UM nadużywam tej funkcji do celów prywatnych, „a zwłaszcza do ochrony awanturnictwa i pieniactwa”, że „wykorzystuję miejsce pracy do działalności stricte politycznej, zaspakajania wybujałych ambicji sfrustrowanego urzędnika”, „niesprawiedliwego oskarżania działaczy samorządowych”. Wspomniano również, że zarzucam stronniczość Prokuraturze Rejonowej i Sądowi w Wadowicach. Moje zwolnienie miało być zaś wyrazem zwycięstwa interesu gminy nad „prywatnymi ambicjami politycznymi człowieka, który jest bezkrytycznie, a nawet fanatycznie przekonany o swoich racjach”.

Ton tego pisma oraz sposób postępowania jego autorów jednoznacznie wskazywał, jaka była przyczyna mojego zwolnienia – stałem się niewygodny, bowiem byłem świadkiem działania na szkodę Gminy Wadowice stojących na jej czele funkcjonariuszy publicznych: Kotarbę, Filipiak, Ochmana.

W reakcji na fałszywe oskarżenia ze strony Filipiak wniosłem sprawę do sądu, a ten ustalił, że „powód na zajmowanym stanowisku inspektora w wydziale gospodarki komunalnej wypełniał swe obowiązki w sposób rzetelny, sumienny i kompetentny, wykazując się znajomością przedmiotu, a także troską o możliwie najlepsze załatwienie każdej powierzonej mu sprawy. (…) Pozytywną opinię [powodowi] wystawili zarówno świadkowie powołani przez niego, jaki przez stronę pozwaną, a także przedstawiciel strony pozwanej.” (z wyroku z dnia 14 maja 1996 r.)

Jak widać, nawet pracownicy p. Filipiak przyznali, że w jej piśmie znalazły się po prostu ordynarne kłamstwa, rozpowszechniane przez nią w akcie swoistego rewanżu za ujawnienie jej machlojek w sprawie „Termowadu”. W mojej ocenie również ona nie zmieniła swoich metod działania do dzisiaj.

4. Prokuratura chroniła Filipiak

Moim zdaniem prokuratura powinna zająć się zarówno aferą „Termowadu”, jak i innymi przykładami niegospodarności, do której Filipiak przykładała rękę. W UM marnowano przecież ogromne środki, nagminnie łamano prawo. Wymienię jedynie „Termowad”, „chodnik widokowy” Kotarby, przejście kanalizacji fekalnej przez rzekę Skawę, podpisywanie faktur do wypłaty kolesiom, na nigdy niezlecone roboty itp. Władze UM, uprawiające nieprawdopodobny faworytyzm, zwyczajnie bały się kogoś takiego jak ja. Do tego doszła jeszcze sprawa opisanych powyżej publicznych pomówień pod moim adresem ze strony Filipiak, które w mojej ocenie wyczerpywały znamiona art. 212 kk.

Za wszystkie te sprawki burmistrz Filipiak powinna doczekać się postępowania karnego. Niestety, w mojej ocenie prokuratura wadowicka na czele z prokuratorem Wiesławem Wróblem robiła wszystko, aby burmistrz przed odpowiedzialnością prawną chronić. Jak widzę, nie tylko ja dochodziłem do podobnych wniosków i do dzisiaj wadowickie organy ścigania nie cieszą się szacunkiem i uznaniem wśród mieszkańców.

Mimo wygrania wszystkich procesów z panią Filipiak, Kotarbą, Sołtysiewiczem odszedłem z UM, bo nie było sensu zajmować się sporami sąsiedzkimi o gnojowicę, a tylko taką pracę miała dla mnie pani Filipiak. Mobbing, któremu mnie poddano polegał również na tym, że zarabiałem na poziomie sprzątaczki i to pomimo tego, że z wykształcenia jestem magistrem inżynierem chemikiem, autorem licznych wdrożonych patentów. Mam ukończone także studia podyplomowe z ekonomicznej efektywności inwestycji, organizacji placu budowy, inżynierii chemicznej. Z woli Filipiak odsunięto mnie jednak od wszelkich poważniejszych zadań.

Zresztą, wytoczone przeze mnie Filipiak postępowania sądowe były dla niej kolejną okazją do uprawiania prywaty. Jej kolega Marek Dubel, wcześniej wymieniony przy okazji afery „Termowadu”, dorabiał sobie pisząc Filipiak pisma procesowe (w ramach prac zleconych), choć UM Wadowice miał swojego radcę prawnego. Odnośnie przebiegu tych procesów milczał również „rzetelny” rzecznik (obecny na wielu rozprawach) Kotarba, a przecież wyroki sądów pracy i pisma Państwowej Inspekcji Pracy z uporem wskazywały na rażące naruszenia Kodeksu Pracy przez burmistrz Wadowic! O dość zagadkowych procesach radnych E. Wyroby i Z. Jurczaka, inspirowanych przez „rzecznika” Kotarbę, sam „rzecznik” i prasa grzmieli.

5. Wadowicki samorząd zawsze wierny Janowi Pawłowi II

Czy wyobrażacie sobie Państwo większy przykład hipokryzji, niż wiszący na budynku UM Wadowice napis? W świetle przytoczonych przeze mnie faktów treść tego napisu to zwyczajnie obelga dla Jana Pawła II. Tylko czekać, aż członkowie gangu pruszkowskiego publicznie ogłoszą, że są wierni Papieżowi. Opisane powyżej przykłady niegospodarności oraz łamania prawa stanowią drobny fragment tego, co mam do ujawnienia w sprawie skandalicznej postawy wadowickiego samorządu w kwestiach gospodarczych. W już na pewno miejsca nie starczyłoby na opisanie poniżenia, jakiego doświadczyłem ze strony Filipiak i Kotarby pracując w UM Wadowice na co dzień. Jedno jest jednak pewne. Choć od kilkunastu lat działalność UM Wadowice i stojącej na jego czele burmistrz Filipiak jest hermetycznie utajniana, mieszkańcy miasta mają pełne prawo uważać, że wadowicki samorząd jest niegospodarny, a burmistrz Filipiak nie tylko łamie prawo, ale reprezentuje sobą niski poziom moralny.

Dzięki portalowi WadowiceOnline.pl po raz pierwszy od dłuższego czasu mamy możliwość otwarcie pisać o sprawach miasta i przypominać skrywane grzechy obecnego samorządu. Z możliwości tej skorzystałem i mam nadzieję, że z czasem więcej osób niezadowolonych z naszych lokalnych władz zabierać będzie głos w tej sprawie. To ważne, bo jedynie organizując się i dzieląc spostrzeżeniami możemy wreszcie uwolnić to miasto od grupy ludzi, która żadną miarą nie nadaje się do sprawowania zaszczytnych przecież funkcji publicznych.

mgr inż. Bolesław Kot