Ewa i Stanisław biedują po wyborach?

kocicho i ewa

Mieszkańcy Wadowic zastanawiają się, co dzieje się z parą rządzącą do niedawna miastem? Czy przebywają na bezrobociu i przymierają głodem? Uspokajamy, Ewa i Stanisław mają z czego żyć, choć… nadal szukają pracy w urzędzie!

Analizując oświadczenia majątkowe składane przez lata przez Ewę Filipiak dojść można do wniosku, że nie powodzi się u niej najlepiej. Burmistrz zarabiająca 11 tys. zł miesięcznie deklarowała przez lata niewielkie oszczędności (nieco powyżej 40 tys. zł)  i majątek odziedziczony po rodzicach. Złośliwy mógłby powiedzieć, że taka rozrzutność byłej burmistrz nie najlepiej świadczy o jej zdolnościach do zarządzania własnym majątkiem, a co dopiero miastem. Również Stanisław Kotarba, według składanych deklaracji, nie posiada większych oszczędności (30 tys. zł) a znaczącą część majątku stanowi mieszkanie od rodziców w Krakowie. Jak tu żyć?

Uspokajamy. Pogłoski o złej sytuacji finansowej byłej burmistrz Wadowic Ewy Filipiak, czy jej rzecznika Stanisława Kotarby, są mocno przesadzone. Para widziana była po wyborach na wspólnej zagranicznej wycieczce, bo przecież na “do widzenia” otrzymała od Urzędu Miejskiego w Wadowicach miły prezent.

66 698  zł dla Ewy Filipiak

Burmistrz Wadowic otrzymała odprawę w wysokości 36 405 zł. Nie wykorzystała również, co stanowi “przewinę” wielu kierowników, przysługujący jej urlop wypoczynkowy. Urząd Miejski zmuszony był więc wypłacić jej “za karę” ekwiwalent za niewykorzystany urlop. Ta kwota wyniosła 30.293 zł.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że skrupułów nie miała inna para lokalnych polityków – starosta Jacek Jończyk i jego zastępca Marta Królik. Staroście podatnicy wypłacili 18 434 zł, zaś jego zastępcy aż 21 010 zł. Czy Wadowicami rządzili sami pracoholicy? Nawet jeżeli, chciałoby się, aby pracowali nieco lepiej. 

44 000 zł dla Stanisława Kotarby

Ewa Filipiak po przegranych wyborach nie zostawiła swojego rzecznika na lodzie. Można zakładać, że nowy burmistrz już pierwszego dnia wręczyłby mu dyscyplinarne wypowiedzenie z pracy i Stanisław Kotarba zostałby z niczym.

Burmistrz Filipiak postanowiła więc w ostatnich dniach swojego urzędowania przeprowadzić fikcyjną reorganizację urzędu i zlikwidować stanowisko “rzecznika”. W ten sposób Kotarba nabył uprawnienia do trzymiesięcznego wynagrodzenia. A ponieważ burmistrz postanowiła skrócić mu okres wypowiedzenia, otrzymał też wartość dwumiesięcznego wynagrodzenia.

W czasie skróconego wypowiedzenia Kotarbie upłynął podobno 25-letni staż pracy. Z tego powodu otrzymał pewnie wypłatę nagrody jubileuszowej w wysokości 100% wynagrodzenia.

Sumując wszystkie te profity, wychodzi nam 6 pensji. Kotarba, jak wynika z jego oświadczeń majątkowych, zarabiał w UM ponad 7 000 zł brutto. Na swoim “zwolnieniu” rzecznik Kotarba zarobił więc około 44 tys. zł! Gdyby nie likwidacja stanowiska pracy, nie zarobiłby nic!

Kotarba w całości wykorzystał przysługujący mu urlop, co pewnie było konieczne, aby upłynął mu staż pracy, za co dostał kolejną pensję. Gdyby nie to, pewnie po ekwiwalent za urlop by się zgłosił – podobnie jak inni wymienieni politycy.

Ewa i Stanisław szukają pracy?

Wszystkie powyższe informacje są “nieoficjalne”, bowiem UM Wadowice na ich temat milczy. Odprawy burmistrz i starosty były już tematem publikacji prasowych, natomiast o zarobkach szefa Wadowckiej PO na razie cisza. Krążą nawet plotki, że cześć z lokalnych polityków wpisała się na listę bezrobotnych i pobiera zasiłek. Ile jest w tym prawdy?

Na stronie UM Wadowice można przeczytać, że Marta Królik (bezrobotna po likwidacji jej miejsca pracy przez nowego starostę), Ewa Filipiak (radna powiatowa z dietą ok. 1000 zł) i Stanisław Kotarba (bezrobotny) zgłosili swoje kandydatury do rad nadzorczych spółek komunalnych. W radach zamierzają reprezentować… burmistrza Mateusza Klinowskiego. Można sobie tylko wyobrazić, do czego doszłoby, gdyby wymienieni zostali zaproszeni na rozmowę kwalifikacyjną, gdzie musieliby przekonywać o swoim oddaniu burmistrza.

Z jednej strony to jakaś straszna hipokryzja, z drugiej… pracy trzeba szukać. Zwłaszcza, że przegranego polityka praca może nie znaleźć już sama.