EKO. Coś tu śmierdzi.

Radny Mateusz Klinowski przesłał nam spisane na gorąco refleksje z dzisiejszych obrad Rady Miejskiej. Zamieszczamy je z małymi zmianami redakcyjnymi.

W dniu dzisiejszym (11 marca 2013 roku) odbyło się połączone spotkanie radnych Komisji Inicjatyw Gospodarczych oraz Komisji Praworządności. Jego przedmiotem jest budząca ogromne kontrowersje „reorganizacja” przedsiębiorstwa EKO (zarządcy wysypiska w Choczni). O skali tych kontrowersji świadczy poruszenie mieszkańców oraz lokalnych komentatorów – Dziadunio, Obywatel Wadowic, Bajkopisarz Pałacowy wprost nazwali sprawę „reorganizacji” przekrętem, aferą i „skokiem na kasę”. Trudno się z tym nie zgodzić.

O ich argumentach napisano również na stronie inicjatywawadowice.pl. Tekst na posiedzeniu komisji burmistrz przeczytała radnym w całości. Zarzutami z „paszkwilu”, jak nazwała publikację, była oburzona, sprawę rzekomo zgłosiła na Policji. Choć początkowo głośne czytanie radnym wydawało mi się absurdem (radni potrafią chyba sami czytać), per saldo dobrze się stało. Przynajmniej członkowie komisji dowiedzieli się, co sądzą o nich i sprawie EKO mieszkańcy. Jak na ironię, wydruk ze strony IWW był jedynym dokumentem, z jakim w czasie obrad zapoznali się radni! Do rzeczy jednak.

W czasie obrad komisji Lesław Makuch, prezes zarządu EKO oraz Ewa Filipiak, burmistrz reprezentujący zgromadzenie wspólników (czyli mieszkańców), tłumaczyli się z powodów swojej decyzji o przekazaniu kontroli nad spółką miejska prywatnemu inwestorowi. Radni H. Odrozek, P. Janas, T. Ramenda oraz ja zabieraliśmy głos, próbowaliśmy zadawać pytania. Pytania zadali również obecni wśród publiczności Dziadunio, Obywatel Wadowic, Leon Jamrożek. Spotkanie miało burzliwy przebieg i zostało zarejestrowane (film za jakiś czas ukaże się w sieci). Oto kilka moich spostrzeżeń.

1. Tryb pracy radnych to skandal. Ważna sprawa strategiczna przepychana jest w nadzwyczajnym trybie, w pośpiechu, bez jakichkolwiek dokumentów, bez możliwości zapoznania się ze tłem i okolicznościami decyzji. H. Odrozek podkreślił, że dowiadując się w piątek o terminie komisji nie miał nawet szans znaleźć sobie zastępstwa na lekcję – co było jego prawem.

2. „Reorganizacja” to w istocie prywatyzacja! Burmistrz twierdzi, że ma miejsce zaledwie „reorganizacja” spółki, właściwie drobna korekta, podczas gdy w istocie decyduje się na pozbycie się kontroli nad EKO. Dzieje się to w przededniu stworzenia nowego rynku obrotu odpadami, na którym EKO może dobrze zarobić. Tym zyskiem jednak się podzieli z nowym inwestorem. Po co? No właśnie.

3. Burmistrz robi nam łaskę. Tylko dzięki uporowi E. Filipiak radni mają możliwość wyrazić zgodę na przejęcie spółki przez inwestora prywatnego. W domyśle – Rada powinna być wdzięczna i zachować się przyzwoicie. Ciekawa manipulacja. Czy burmistrz naprawdę sądzi, że prywatyzacja EKO mogła zostać przeprowadzona bez wiedzy Rady? Najwyraźniej tak.

4. Wartość EKO nieznana nawet jej prezesowi. Lesław Makuch nie był w stanie podać wartości rynkowej swojej spółki. Właściwie, z jego słów wprost wynika, że nie ma o niej pojęcia. Ciekawy prezes. Makuch wie też, że może stracić pracę, bo inwestor przejmie kontrolę także nad jego losem, ale odważnie podejmuje ryzyko wobec niepewności. To niespotykany heroizm. Podejrzanie niespotykany.

5. Po co EKO 6 mln zł? EKO potrzebuje ok. 10 mln, aby zrealizować inwestycję dającą jej status regionalnej instalacji przetwarzania odpadów komunalnych. Dlatego szuka inwestora, z którym Ewa Filipiak wynegocjuje objęcie udziałów większościowych w spółce. Żeby tylko nie skończyło się tak, jak z Termowadem…

6. EKO nieatrakcyjnym „kąskiem”? Burmistrz raz zaprzeczała, że EKO jest wartościowe, innym razem twierdziła, że to „cenny kąsek” L. Makuch i ona twierdzili, że cała procedura ma charakter „informacyjny” – burmistrz ciekawi, czy spółkę w ogóle spróbuje ktoś przejąć.  Może nikt się nie zgłosi.

7. Dlaczego Gmina sama nie zrealizuje potrzebnej inwestycji? Kluczowe pytanie. E. Filipiak udzieliła pokrętnego (i moim zdaniem kłamliwego) wyjaśnienia – bo wtedy dotowalibyśmy mieszkańców innych gmin, które będą u nas składować swoje odpady. Filipiak celowo pominęła, że składowanie nie będzie za darmo. Wadowice mogłyby na wysypisku wreszcie dobrze zarabiać. Zysk będzie jednak dzielony z inwestorem (nie wiemy jeszcze jak). Przyciśnięta przeze mnie do muru burmistrz stwierdziła, że „gmina nie jest od tego, żeby zarabiać”. Taaa… Dlaczego wiec prowadzi parkingi?

L. Makuch stwierdził, że jego spółka osiąga zbyt mały zysk, aby móc samodzielnie starać się o kredyt. Oczywiście rodzi to pytanie, czy nie jest to efektem złego zarządzania spółką w przeszłości?

8. Dlaczego Gmina oddaje kontrolę nad spółką inwestorowi? L. Makuch wyjaśniał, że nikt nie zainwestuje w interes gminny kilku milionów złotych, nie mając gwarancji kontroli nad całością spółki. Prywatyzacja EKO jest więc konsekwencją odmowy przez burmistrz dekapitalizowania spółki. Decyzja ta mogła być jednak zupełnie inna. E. Filipiak zdecydowała się jednak na prywatyzację.

9. Społeczny zarząd zdrowotny. L. Makuch podnosił, że radni mogli wszystkiego się o EKO dowiedzieć na własną rękę, choćby słuchając go na sesji w Ponikwi. Tymczasem, w Internecie próżno szukać nawet podstawowych wiadomości na temat EKO. Radni nie wiedzieli nawet, że skład zarządu się zmienił – znalazł się w nim m.in. Mirosław Nowak, pełniący swą funkcję społecznie. Członkowie zarządu mają za zadanie wspierać L. Makucha w chorobie – gdyby ten wylądował w szpitalu, będą podpisywać dokumenty. Proszę się nie śmiać – tak wyjaśniał nam prezes spółki. Czy to oznacza, że to wsparcie medyczne nie ma prawa głosu przy podejmowaniu decyzji odnośnie spółki?

10. WAŻNE USTALENIE NA KONIEC. EKO pozyskało dotację unijną (ok. 17 mln zł) na wykonanie potrzebnych instalacji, które pozwoliłyby wysypisku samodzielnie zarabiać na śmieciach pieniądze. Bez jakiegokolwiek inwestora. Warunkiem wykorzystania dotacji była (w skrócie) zgoda Sejmiku Wojewódzkiego, która miała zostać wydana po wizycie na wysypisku. Zgody po „wizji lokalnej” nie udzielono. Dlaczego? Czyżby Sejmik Wojewódzki postanowił, pomimo ogromnych politycznych wpływów burmistrz Wadowic, rzucić Wadowicom bezmyślnie kłodę pod nogi? A może uznano, że coś jednak jest z wysypiskiem nie tak? Tych pytań nie zdążyłem zadać.

Zapytałem jednak o coś innego – jeżeli gmina otrzymała dotację, czy miała ok. 6-7 mln zł na wkład własny? L. Makuch odpowiedział, że z wkładem tym nie byłoby problemu! „Gmina stanęłaby na rzęsach” – powiedział – i znalazła te pieniądze. Dziś jednak pieniędzy już nie szuka. Burmistrz postanowiła dla EKO szukać inwestora, mimo, że ROZMAWIAMY O TEJ SAMEJ KWOCIE, KTÓRĄ GMINA NIEDAWNO PLANOWAŁA WYŁOŻYĆ SAMA. Czy dlatego, że ktoś na śmieciach zwietrzył interes?

Podsumowując te spostrzeżenia. Spółka EKO mogła pozostać pod kontrolą Gminy Wadowice i jej własnością, jednak burmistrz Wadowic zdecydowała inaczej. „Reorganizacja” nie jest niczym innym, jak PRYWATYZACJĄ wspólnego mienia mieszkańców – prywatyzacją pokątną, dokonywaną w skandalicznym trybie i pośpiechu, bez zapoznania radnych z sytuacją spółki, planami jej rozwoju.

Gmina Wadowice planowała jeszcze niedawno zasilenie EKO kwotą, którą dzisiaj, dziwnym trafem, burmistrz traktuje jako możliwą do pozyskania jedynie w drodze negocjacji z nieznanym inwestorem strategicznym. To bałamucenie, które nie przekonuje. Moim zdaniem rozmowy z inwestorem już się odbyły, a Filipiak wyraźnie prze do prywatyzacji i nie mówi radnym prawdy. Ci bezrefleksyjnie kupuję jej bajania, przy których nóż otwiera się w kieszeni. Ktoś zrobi na śmieciach złoty interes. Zapłacą mieszkańcy Wadowic.

Coś tu naprawdę śmierdzi.

Na koniec dodam, że wizytowałem okolice EKO wiele razy, w przeciwieństwie do większości pozostałych radnych. To miejsce katastrofy ekologicznej. Jeżeli Sejmik Województwa widział, jak gospodarzy się w Wadowicach, nie dziwię się, że postanowił rzucić nam kłodę pod nogi.

Mateusz Klinowski

OD REDAKCJI. W ostatniej chwili dowiedzieliśmy się od naszych czytelników, że miasto przeczesuje nocą lotny patrol w składzie – Filipiak, Kotarba, Kaczyński. Osoby te zbierają roznoszone przez mieszkańców ulotki, zdzierają plakaty zawiadamiające o jutrzejszej sesji i skandalu związanym ze skokiem na majątek EKO. Czy takie osoby w ogóle powinny rządzić miastem i zarządzać naszym wspólnym majątkiem?