Dlaczego Płaszczyca okłamuje czytelników?

destroy babilon

Marcin Płaszczyca marihuanę palił, a nawet chciał legalizować, ale dziś z uporem maniaka demaskuje domniemanych „ćpunów „wśród przeciwników burmistrz Wadowic.

Marcin Płaszczyca stał się, razem ze swoim portalem Wadowice24, ogólnopolskim symbolem nierzetelności dziennikarskiej. Ten asystent burmistrz Wadowic, traktujący zawód dziennikarza jak sprzedawcy newsów preparowanych na zamówienie, nie cofa się przed niczym, aby obrzucić błotem „przeciwników” jego pracodawców i zadowolić w ten sposób gusta Ewy Filipiak i Stanisława Kotarby.  Jak można się domyślać osiąga z tego tytułu spore korzyści finansowe (dwa etaty w urzędach gminnych, wpływy z reklam od gminnych instytucji itp.) Nierzetelność dziennikarska i zawodowe prostytuowanie to jednak nie wszystko – dzięki naszym czytelnikom powoli rysuje się obraz osobistej nieuczciwości i zakłamania Płaszczycy, który gotowy jest szkodzić innym za… filiżankę darmowej kawy? Oto tekst, jaki otrzymaliśmy od jednego z czytelników naszego portalu. 

– Płaszczyca – od „herosa” do „dziwki” na fikcyjnym etacie

Do wypowiedzi na temat redaktora Marcina Płaszczycy skłoniły mnie bulwersujące publikacje, jakie ukazały się niedawno na jego portalu Wadowice24. Wiadomo, że redaktor chwalił się długo ze swoją niezależnością, pozując na lokalnego dziennikarza z prawdziwego zdarzenia. Dziecinne błędy językowe, notoryczne niedoinformowanie i dziwna zdolność do robienia sensacji ze zdarzeń, które sensacyjne nie były, spowodowały, że zaczął być określany mianem „herosa dziennikarstwa podwórkowego”. Niebawem jednak wyszło na jaw, przede wszystkim dzięki dociekliwości radnych opozycji (Mateusz Klinowski, Henryk Odrozek), że heros zatrudniony jest na fikcyjnej umowie w UM Wadowice, gdzie rzekomo zajmuje się publikowaniem ogłoszeń z zakresu obrony cywilnej. Burmistrz złapana na przestępstwie (fikcyjny etat dla znajomka) zatrudniła więc Płaszczycę jako swojego asystenta. Mniej skrupułów miał burmistrz Kalwarii, Zbigniew Stradomski, gdzie Płaszczyca zatrudniony został jako…  informatyk. Oczywiście nie ma on żadnego pojęcia o informatyce, za to wie, jak dogadzać lokalnym politykom, na garnuszku których pozostaje. Stąd peany pochwalne na cześć Stradomskiego na portalu poświęconym Wadowicom.

Znamienne, że Płaszczyca wielokrotnie zaprzeczał swoim związkom finansowym z politykami. Dziennikarze portalu Press Mix, który pisze ostatnio sporo o sytuacji w Wadowicach, wprost twierdzą, że Płaszczyca posuwał się do żądań sprostowania informacji o jego sprzedajności.

„Po informacji jaka ukazała się na portalu Pressmix i w radio Pressmix, że Wadowice organizują referendum, że mieszkańcy zbierają podpisy pod wnioskiem o referendum, pan Marcin Płaszczyca do mnie zadzwonił i powiedział, że on w żaden sposób nie jest pracownikiem Urzędu Miasta, a wręcz żądał sprostowania.” – mówił Krzystof Sitko (całość tekstu).

Dowody zatrudnienia Płaszczycy są niepodważalne – w internecie opublikowano przecież umowy, a sama burmistrz Wadowic przyznaje, że Płaszczyca jest jej asystentem. Zastanawiam się czy to już choroba psychiczna, czy próba ukrycia przed swoim sumieniem stopnia uwikłania w lokalne układy?

Inną sprawą jest, że nikt nie potrafi wyjaśnić, czym zajmuje się ten asystent. Płaszczyca brnie twierdząc, że pisze teksty na zamówienie, ale nie wie, co dalej się z nimi dzieje (zobacz: artykuł w GK na temat Płaszczycy). Nie chce przyznać, że burmistrz Wadowic zamawia właśnie publikacje na jego portalu. Biorąc pod uwagę ich treść, poziom i wszechobecne insynuacje, okraszane bluzgami w komentarzach, można powiedzieć tylko jedno – portal Płaszczycy reprezentuje wszystko to, co najgorsze w polityce – sprzedajność, bezpardonowe niszczenie ludzi uczciwych, moralne bajoro. Ciekawe jest, że rolę Płaszczycy dostrzegli również sędziowie – w jednym z wyroków wprost napisano, że można określać go mianem politycznej prostytutki.

Prostytucja polityczna Płaszczycy kwitła w najlepsze na przestrzeni lat – jego portal to właściwie ciąg dezinformacji i prób oczerniania ludzi, którzy w Wadowicach próbują zrobić coś pozytywnego. Mieliśmy wyśmiewanie Zbigniewa Jurczaka, radnego powiatowego i kandydata na burmistrza, wcześniej starosty Teresy Kramarczyk, która postawiła się zwierzchnikowi Płaszczycy, czyli Stanisławowi Kotarbie (wywaliła go z zarządu powiatu za nieudolność w realizacji planów budowy szpitala). Następnie insynuacje pod adresem Mateusza Klinowskiego (trwają do dzisiaj) – takie jak rzekome ukrywanie pożyczek, zaśmiecanie miasta (Płaszczyca miał dowody!), kłamstwa na temat Kotarby w kampanii wyborczej (kłamstwem okazał się wizerunek Kotarby z drutem kolczastym!). Teraz rzekome nieprawdziwe oskarżenia pod adresem Ogrodowej, o czym za chwilę. O zaprzyjaźnionej z Karolem Wojtyłą rodzinie Siłkowskich Płaszczyca pisał „szambo”, sugerował, że radny Henryk Odrozek, nauczyciel, jest alkoholikiem i obraża absolwentów szkoły (na marginesie: niezbyt intelektualnie lotnych radnych wspierających burmistrz), bo Odrozek zadawał pytania o etat Płaszczycy. Radny Paweł Janas sprowadzony został do roli radnego pytającego tylko o czystość urynałów. O przestępstwach burmistrz, nieprawidłowościach w pracy Rady Miejskiej, bezprawiu w czasie jej obrad, bezdennej głupocie radnych-bezradnych i wszechobecnych aferach Płaszczyca oczywiście nie pisze. Ale kiedyś przecież było inaczej, gdy z Grzegorzem Spisakiem demaskował mafijny układ narosły wokół Ewy Filipiak, wymieniał członków rodzin radnych zatrudnianych przez burmistrz w zamian za głosy. Gdy Spisak wyjechał z Polski, a Płaszczycę zwolniono dyscyplinarnie z Gazety Krakowskiej (zarzut? kradł własne teksty pisane dla redakcji i umieszczał na swoim portalu) splajtowanego „biedaka” wzięła na utrzymanie Filipiak właśnie. Dziś „heros dziennikarstwa” pełni rolę filipińskiego Goebbelsa – ma za zadanie powtarzać, że czarne jest białe i odwrotnie.

– Afera i kawa na Ogrodowej

Popis propagandy prosto z prasy gadzinowej redaktor Płaszczyca dał w mijającym tygodniu. Nie jestem specjalistą od prawa, ale nietrudno domyślić się, że tekst o rzekomych wyrokach sądu w sprawie Ogrodowej miał za zadanie wyłącznie dyskredytowanie radnego Mateusza Klinowskiego – prawnika, o którym Płaszczyca jeszcze niedawno, przed zatrudnieniem w UM Wadowice, pisał w superlatywach. Nikt raczej nie ma wątpliwości, że na Ogrodowej faktycznie doszło do przestępstwa związanego z ustawieniem przetargu na gminną działkę, a następnie „wylicytowaniem” rażąco niskiej stawki za dzierżawę. Szeroko komentowano również zatuszowanie tego przestępstwa przez Prokuraturę Rejonową w Wadowicach. Tymczasem Płaszczyca twierdzi, że rację prokuratorom przyznał Sąd Okręgowy w Krakowie. W swoim zmanipulowanym tekście wyraźnie pisze, że ów Sąd Okręgowy miał orzec, że nieprawidłowości w ogóle nie było, a „Klinowski przelicytował” i będzie za to ścigany przez nieszczęsnego Jana Frączka, właściciela restauracji, znanego przecież wielu przedsiębiorcom jako pospolity oszust.

Przeprowadziłem szybkie sprawdzenie podanych przez „redaktora” wiadomości, korzystając z telefonu i internetu. I sprawa wygląda zupełnie inaczej. Po pierwsze, radny Klinowski zaskarżył ewidentnie bezprawną decyzję Prokuratury, lecz nie została ona nawet przyjęta do rozpoznania – prokurator wydający ją uznał, że tylko podejrzana o przestępstwo – burmistrz Wadowic, może podważać uniewinniające ją decyzje prokuratora. Inicjatywa Wolne Wadowice zaskarżyła więc tę ostatnią decyzję (odmowa rozpatrzenia skargi przez prokuratora) i to o niej wypowiedział się sąd. Był to jednak Sąd Rejonowy w… Wadowicach, który przyznał, że Prokuratura Rejonowa w Wadowicach nie podlega żadnej kontroli w tej sprawie.  Sąd ten nie wypowiedział się w ogóle na temat poprawności prowadzonego śledztwa! Tak więc w tekście sprzedajnego Płaszczycy znalazły się co najmniej te dwa oczywiste kłamstwa, przypominając sytuację z kawału o rowerach w Moskwie – ani Sąd Okręgowy się w sprawie nie wypowiadał, ani nie mówił o Ogrodowej.

Afera jak najbardziej była i nadal jest kontynuowana, a Płaszczyca stał się jej częścią. Nie jest przecież tajemnicą, że „redaktor” w Ogrodowej przesiaduje często, za darmo pije tam kawę, a ostatnio jest też częstowany jedzeniem. W zamian, produkowane są gnioty w rodzaju tego, jakim właśnie nas uraczył – o nieistniejącej aferze i dzielnym Sądzie Okręgowym, który zdemaskował „licytującego Klinowskiego”.

Pod tekstem natychmiast zaczęły się pojawiać obraźliwe komentarze, stały repertuar obelg pod adresem radnego. Nie zdziwiłbym się, gdyby część tych tekstów pisał sam Jan Frączek, na którego zamówienie pewnie tekst powstał. Płaszczyca obraźliwe wpisy pousuwał, zmienił również po cichu swój tekst (jak zwykle) – bredni o Sądzie Okręgowym już nie przeczytamy, ale nadal naiwni czytelnicy przekonani są, że Ogrodowa została oczyszczona z zarzutów. Nie dziwi mnie, że Inicjatywa Wolne Wadowice nawet nie próbuje tego prostować – Płaszczyca i tak nie opublikowałby żadnego wyjaśnienia, bo prawo prasowe go nie obowiązuje. Immunitet sądowy zapewnia mu rodzina Almertów – sędziów, których syn znalazł zatrudnienie w UM Wadowice.

– Dziennikarska kaczka podsłuchowa

O podsłuchach w redakcji Gazety Krakowskiej oraz biurze Inicjatywy Wolne Wadowice Płaszczyca wreszcie napisał, ale z dużym opóźnieniem, choć był to gorący news (więcej o sprawie).  Aktywne urządzenie podsłuchowe okazało się wg niego „mikroportem” porzuconym wiele lat temu przez dziennikarzy relacjonujących papieskie pielgrzymki, o czym informował niezgrabnie, używając określeń, których znaczenia chyba nie zrozumiał (trąci myszką). Sprawę znalezienia podsłuchu w biurze IWW pominął, gdyż nie pasowała do idiotycznych wyjaśnień o zapomnianej dawno temu słuchawce.

Tekst Płaszczycy dobitnie podsumował bloger Dziadunio pisząc: „historia nie zna (…) by formuła komentarza redaktora naczelnego była wykorzystywana w reakcji na coś, co redakcja uznaje za nieistotne, czy całkowicie pozbawione wiarygodności”. A w taki sposób asystent burmistrz podsumował aferę podsłuchową – kaczka dziennikarska. Problem w tym, że w sprawie podsłuchiwania dziennikarzy czy opozycji, to Płaszczyca jest jedną z tych osób, które powinny znaleźć się w kręgu podejrzanych. Treść i opóźnienie w publikacji materiału na ten temat jedynie to potwierdza. Tylko skąd mają dowiedzieć się o tym czytelnicy?

– Płaszczyca palił marihuanę, ale dziś broni Wadowic przed ćpunami

Na koniec jeszcze jedna sprawa. Moim skromnym zdaniem, miarą ostatecznego zidiocenia redaktora-asystenta Płaszczycy jest obsesyjne powtarzanie, że opozycyjny radny Mateusz Klinowski „bierze narkotyki”, które – zwłaszcza marihuana – są tak „niezwykle” szkodliwe. Chcesz mieć głupie dzieci, daj im marihuanęgrzmiał zatroskany Marcin Płaszczyca, powołując się na zagraniczne badania. Oczywiście do palenia marihuany dzieci miał namawiać… radny Klinowski. Mam tylko nadzieję, że nie dzieci samego Płaszczenki (jak nazywają go czytelnicy jego własnego portalu). Na portalu Wadowice24 stale publikowane są komentarze, gdzie radny wyzywany jest od ćpunów, narkomanów, zwyrodnialców. Obelgi te nie okazują się żadnym problemem dla dziennikarskiej sumienności i etyki asystenta burmistrz Wadowic.

To o tyle zaskakujące, że wszystko to pozostaje w sprzeczności z przekonaniami samego Marcina Płaszczycy, który nie tylko sam palił marihuanę (czy może nadal pali?) , ale jako członek redakcji lokalnego pisma „Nowe Fakty Tygodnia” zadawał czytelnikom pytanie o sens karania za posiadanie tej „groźnej używki”. Jak to się więc stało, że Płaszczyca walczy teraz z marihuaną? Proste! Bo to jedyny i najprostszy sposób, w jaki może uderzyć w radnego Klinowskiego.

Każdy tekst, jaki u Płaszczycy czytamy nastawiony jest tylko na jeden cel – zadowolić pracodawców, dowalić ich krytykom. Prawda, rzetelność dziennikarska, etyka zawodowa, osobista uczciwość? Trzeba mieć honor, aby na takie sprawy uwagę zwracać, trzeba mieć twarz. Podwórkowy dziennikarz-sprzedawczyk już dawno ją stracił. Ostatnio za kawę i kilka kęsów pizzy w Ogrodowej.