Debata kandydatów na burmistrza Wadowic [wideo]

simsincity

23 października w budynku Biblioteki Miejskiej doszło do pierwszej w historii wadowickiego samorządu debaty kandydatów na burmistrza Wadowic. Debatę zorganizował dr Mateusz Klinowski, a patronat medialny objęła Gazeta Krakowska. Prezentujemy nagranie z przebiegu spotkania.

W bibliotece stawiło się trzech z czterech kandydatów. Zabrakło, co nikogo nie zaskoczyło, Ewy Filipiak, która konsekwentnie odmawia prezentowania się wyborcom. Program, pomysły na rozwój miasta, odpowiedź na wysuwane pod adresem 20 lat rządów zarzuty – o tym urzędująca burmistrz najwyraźniej nie zamierza rozmawiać. Publiczność za to tego wieczoru dopisała. Część osób stanowili kandydaci poszczególnych komitetów w wyborach czy członkowie sztabów kandydatów. Większość jednak to mieszkańcy, nie zabrakło również podobno jednego z wpływowych proboszczów. Niestety, debata ukazała zgromadzonym marny obraz lokalnej polityki.

Już na wstępie określający się jako „nowocześni” członkowie komitetu Jacka Jończyka złamali ustalenia debaty i postanowili rozdawać swoje materiały wyborcze. Wcześniej jednak sami głośno protestowali przeciwko udziałowi w debacie, bowiem zorganizował ją jeden z kandydatów (Klinowski), który w ten sposób miał się promować. Paweł Janas, odgrywający ważną rolę w komitecie Jończyka, publicznie formułował zarzuty, że Klinowski działa w zmowie z Ewą Filipiak, bo debatę organizuje w bibliotece… miejskiej. Sztab Jończyka intensywnie szukał równie głupich pretekstów do odmowy udziału w spotkaniu. Rzecznik starosty Marcin Gładysz nie widział więc w ogóle sensu debatowania, choć niedawno pozował na „niezależnego blogera”, któremu demokracja lokalna leży na sercu. Na swoim blogu ogłosił, że racją stanu jest wygrana Jończyka, a Klinowski chce mu tylko szkodzić i dlatego zaprasza go do niepotrzebnej debaty, a nawet ją organizuje. Jończyk też zapraszał do debaty, ale niczego nie organizował i to nawet w bibliotece powiatowej. Widocznie tak postrzegał własną rację stanu. Powtarzano również, że tylko komitet Jończyka ma program, a pozostali kandydaci zbiór medialnych postulatów. O jakości tego „programu” niedawno pisaliśmy.

Wyglądało na to, że w sztabie starosty Jończyka obawiano się, że bezpośrednie spotkanie bezlitośnie obnaży słabość kandydata – wywleczone zostaną wszystkie przewiny Jończyka, a on sam zmuszony do opowiadania o programie, którego nie tylko sam nie potrafił samodzielnie przygotować, ale nawet pewnie nie zna w szczegółach.

 

Debata nie tylko potwierdziła te obawy, ale obnażyła również niski poziom otoczenia starosty, na czele z kandydatami na radnych. Zachowanie członków „Nowoczesnego Samorządu” bulwersowało – nie brakowało krzyków i prostackich docinek ze strony osób, które w Wadowicach chcą piastować funkcje publiczne.

Próbę zadania pytania staroście odnośnie nepotyzmu po prostu zakrzyczano. Niezależnie od braku przekonującej odpowiedzi starosty na pytanie, taka reakcja osób, które deklarują chęć walki z nieprawidłowościami w gminie, a tolerują je w wydaniu Jacka Jończyka, ostatecznie pogrążyła w oczach wielu widzów jego kandydaturę. Jednym z najgłośniej krzyczących był Henryk Odrozek, radny Rady Miejskiej. Co krzyczał? „Pytanie!” – a więc dokładnie to samo, co krzyczy przerywając w prostacki sposób Odrozkowi zadawanie pytań Zdzisław Szczur, przewodniczący Rady Miejskiej. Na debacie Szczurem stał się jednak Odrozek i to on popisywał się prostactwem. Wyborcy pewnie to docenią. Bulwersowało zachowanie Marty Królik, wicestarosty i pretendentki do stanowiska starosty, która z pierwszego rzędu publiczności komentowała i przerywała wystąpienia.

Smuci również wystąpienie dr Konrada Meusa, autora programu Jończyka, który postanowił udawać, że jest kimś innym – dziennikarzem. Zadane staroście pytanie o zadłużenie było dość nieudolną próbą manipulowania publicznością, a także złamaniem reguł debaty. Wstyd, że dr Meus zniżył się do takiego poziomu. Krzyczał również Leon Jamrożek, do niedawna w Inicjatywie Wolne Wadowice, tropiciel nepotyzmu i krytyk poczynań Jończyka w szpitalu. On też próbował uniemożliwiać zadawanie pytań w sprawach, które niedawno sam nagłaśniał. Ale dzisiaj Pan Leon jest już w obozie Jończyka, dzięki którego przychylności prowadzi szpitalne interesy.

Sztab Jończyka zarzucał Klinowskiemu, że ten organizuje debatę, aby atakować Jończyka. Tymczasem to ludzie Jończyka skupili się na atakach na Klinowskiego. Członkowie „Nowoczesnego Samorządu” złamali więc kolejne reguły debaty i zadawali kandydatowi Wolnych Wadowic pytania, udając oczywiście „przypadkowe osoby” (pełnomocnik komitetu starosty i jego pracownik) czy dziennikarzy (Meus). Sam Jacek Jończyk swojego programu nie przedstawił (pokazał go tylko publiczności), na najważniejsze pytania nie odpowiadał (nepotyzm), albo odpowiadał w sposób kompromitujący (jak w sprawie Wiadomości Powiatowych).

Niewiele ciekawego do powiedzenia miał Zbigniew Jurczak, kandydat „z potrzeby” komitetu lokalnych struktur SLD. Jurczak większych szans w wyborach nie ma, ale kolejny raz swoim wystąpieniem postanowił je pomniejszyć. Było dużo kabaretu, ale po debacie kandydatów na burmistrza należało chyba oczekiwać czegoś innego. Nas zaskoczyła reakcja Jurczaka na pytanie o rolę pełnomocnika powiatu ws dróg. Jurczak przez całą kadencję sugerował, że Jończyk toleruje korupcjogenny układ w starostwie. Podawał przykłady inwestycji drogowych, których ceny były zawyżone, a także remontu przeprawy promowej. Na debacie nabrał jednak wody w usta i zamiast podtrzymać swoje zarzuty względem Jończyka, za wszelką cenę starał się uciec od odpowiedzi.

Obecni na debacie nie mieli wątpliwości, kto wyszedł z niej zwycięsko. Ale za zwycięzców mogą się też uważać mieszkańcy Wadowic, że przynajmniej część kandydatów zechciała im zaprezentować się osobiście, choć niektórych trzeba było do tego przymusić.