Burmistrz Wadowic chciała rozmawiać?

Pomiędzy Ewą Filipiak a radnymi miejskimi doszło do dziwnej wymiany korespondencji. Burmistrz  niby chciała coś wyjaśnić, ale jak zwykle skończyło się na „chceniu”. Gdy radni zaprosili ją do debaty z mieszkańcami, zrejterowała. Czy Filipiak w ogóle zamierza z kimś rozmawiać?

Burmistrz Wadowic zdołała już nas przyzwyczaić do niekonwencjonalnych, zdumiewających, a może po prostu głupich wypowiedzi w reakcji na pytania radnych oraz mieszkańców. Nie inaczej było i tym razem. Nie pisaliśmy o tym wcześniej, bo czekaliśmy na rozwój wypadków. Teraz to już pewne – Ewa Filipiak nie jest zainteresowana debatą na temat problemów Gminy Wadowice. Choć początkowo deklarowała inaczej. Ale po kolei.

Radni Henryk Odrozek oraz Mateusz Klinowski od wielu tygodni bezskutecznie próbują wyegzekwować od burmistrz Wadowic odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania. Część z nich dotyczyła zatrudniania przez burmistrz na umowach i etatach lokalnych dziennikarzy (T. Bieniek, K. Kopacz, M. Płaszczyca), co oczywiście stanowi pogwałcenie demokratycznych standardów – wg. nich dziennikarze mają być „czwartą władzą”, kontrolującą pozostałe, a nie „chłopcami na posyłki” lokalnych polityków.

Burmistrz na pytania początkowo udzielała wymijających odpowiedzi, aż wreszcie… zaproponowała spotkanie. W spotkaniu uczestniczyć mieli zatrudniani przez nią dziennikarze, który sami odpowiedzieliby na wątpliwości radnych odnośnie swojego zatrudnienia. Dlaczego jednak to dziennikarze mieliby się tłumaczyć, a nie ich pracodawca? Tego nie wyjaśniła.

Równie zagadkowe było stwierdzenie, jakoby trzy wymienione nazwiska nie wyczerpywały listy wszystkich dziennikarzy zatrudnionych w Gminie i że „ponad 50% pracowników UM, WCK i Biblioteki Miejskiej można określić mianem dziennikarzy”. Na dodatek pomiędzy dziennikarzami a radnymi miało zdaniem burmistrz dojść do konfliktu, „który może mieć podłoże polityczne związane z krytycznymi publikacjami”. Dlatego potrzebna jest bezpośrednia rozmowa, „szczera i rzeczowa, która złagodzi stan napięcia (…) dla dobra naszej gminy” – pisała Filipiak. To z kolei wprowadziło w zakłopotanie radnego Klinowskiego.

Ze zdumieniem okryłem, że burmistrz zatrudnia setki dziennikarzy i wszyscy są ze mną w politycznym konflikcie – pisał do nas Klinowski – Nie rozumem dlaczego, bo przecież dziennikarze z definicji nie powinni uczestniczyć w polityce.

Mimo tych wątpliwości radny postanowił odpowiedzieć na ofertę spotkania wysuniętą przez burmistrz. Spotkanie z dziennikarzami i „osobami życzącymi naszej Gminie jak najlepiej” postanowił zorganizować z udziałem mieszkańców, zarejestrować je oraz udostępnić w Internecie. Na spotkanie zaprosił również burmistrz. Ponieważ jednak liczba zatrudnionych przez Filipiak jest imponująca, Klinowski postanowił zorganizować spotkanie w… Garsonierze (choć pewnie właściwsza byłaby raczej jedna z sal gimnastycznych). Klinowski poprosił burmistrz jedynie o wyznaczenie terminu oraz agendy spotkania, aby móc poinformować o nim mieszkańców.

Do spotkania – jak określiła to burmistrz – „ludzi, którzy czują się odpowiedzialni za losy naszej Małej Ojczyzny” nie doszło. W kolejnym liście burmistrz wyjaśniła, że stwarza ona radnym możliwość bezpośredniej rozmowy (sic!) jedynie z trzema dziennikarzami i poprosiła o niestosowanie uników, za co najwyraźniej uznała próbę organizacji spotkania z nią i wszystkimi zatrudnionymi przez nią dziennikarzami bez wyjątku. Propozycję Klinowskiego i sposób jej złożenia określiła zaś jako: „wyraz nadmiernej agresji politycznej polityka, chcącego dokuczyć i zaszkodzić władzy”, która „z całą pewnością przyczynia się do eskalacji konfliktów i jest zaprzeczeniem dialogu obywatelskiego”. I na tym temat możliwości bezpośredniego spotkania się mieszkańców z burmistrz Wadowic sprawującej swój mandat od 18 lat uznać należy za zakończony.

Na koniec warto przypomnieć, że również w czasie sesji Rady Miejskiej dialog z burmistrz jest dosyć utrudniony. ‎”Nie może tak być, że dyskutujemy ze sobą!” – powiedziała nawet Filipiak na sesji 22 lutego 2012. Świadkami tego były dziesiątki, a może i setki dziennikarzy, których zatrudnia w Urzędzie Miejskim, Bibliotece oraz WCK.