Burmistrz ukarała Zofię Siłkowską za referendum

w niedzielę referendum

Burmistrz Wadowic nałożyła na Zofię Siłkowską karę pieniężną 6 tys. zł. Za co? Za wywieszenie plakatów z datą referendum na wynajętych w tym celu latarniach i słupach. 

Na inicjatorów referendum za odwołaniem burmistrz Ewy Filipiak i kontrolowanej przez nią Rady Miejskiej spadają kolejne represje. Organizatorom referendum niszczono plakaty i banery, na końcu niszczono też samochody. W nielegalnych działaniach brali udział urzędnicy, pracownicy interwencyjni gminy, czy nawet przewodniczący Komisji Praworządności, radny Kazimierz Lichwiarski, przyłapany na kradzieży ulotek referendalnych ze skrzynek pocztowych. Jakby tego wszystkiego było jeszcze mało, burmistrz Ewa Filipiak właśnie postanowiła nałożyć na Zofię Siłkowską, pełnomocnika referendum, karę pieniężną w wysokości 6 368 zł.

Filipiak wymyśliła, że wywieszone przez organizatorów plakaty z datą referendum były… komercyjną reklamą! A na wywieszenie reklamy w pasie drogi zgodzić się musi… burmistrz Ewa Filipiak. Tymczasem, na takie „reklamy” burmistrz się nie zgodziła. Więcej, jak pamiętamy, sama nie wywieszała podobnych „reklam”, choć miała obowiązek poinformować mieszkańców o organizowanym głosowaniu. To dlatego właśnie organizatorzy referendum sami wywiesili plakaty, które później usuwali pracownicy gminy, czemu bezradnie przyglądała się Policja.

_Decyzja - referendum zajęcie pasa drogowego-1

Decyzja burmistrz – strona 1

_Decyzja - referendum zajęcie pasa drogowego-4

Decyzja burmistrz – strona 4

_Decyzja - referendum zajęcie pasa drogowego-5

Decyzja burmistrz – strona 5

Kolejną już próbę ukarania Zofii Siłkowskiej nie sposób nie uznać za skandal. Dalej w swojej ocenie idzie dr Mateusz Klinowski, również organizator referendum:

Uznanie plakatów referendalnych za reklamę jest sprzeczne z prawem i stanowi nadużycie. Decyzja burmistrz to bubel i próba wykorzystania stanowiska do odegrania się na oponentach. Nie ma szans ostać się w sądzie – napisał Klinowski.

Czemu więc Filipiak ponownie się wygłupiła i próbuje bezprawnie nałożyć karę na pełnomocnika referendum? Przecież niedawno skompromitowała, się, kiedy zatrudniony przez nią na fikcyjnym etacie w urzędzie dziennikarz lokalny Krzysztof Kopacz publikował w swojej gazecie zdjęcie Siłkowskiej z poderżniętym gardłem, obok trupów pozostałych organizatorów. Odpowiedź jest chyba prostsza niż się wydaje: taka właśnie jest umysłowość rządzących Wadowicami od dwóch dekad urzędników. Ewa Filipiak nie szanuje demokracji, nie ma też żadnej klasy jako polityk i urzędnik. Wadowiczanie przekonali się o tym w kampanii referendalnej, kiedy otoczenie Filipiak sięgało po wszystkie metody, włącznie z rękoczynami, aby utrzymać się przy władzy.

Cała kampania referendalna kosztowała organizatorów około 9 tys. zł, które pokryli z własnej kieszeni. Za to Ewa Filipiak do dzisiaj nie wyjaśniła, ile kosztował rozesłany przez nią do domów Wadowiczan list namawiający do nie brania udziału w referendum i kto za to zapłacił (do sprawy niebawem wrócimy)? Z tej perspektywy żądana przez burmistrz kwota kary tym bardziej wydaje się „przegięciem”.