Bar Pod Kluczem skarży burmistrz Wadowic

Właścicielki popularnego baru mlecznego „Pod Kluczem” zaskarżyły decyzję Ewy Filipiak o zabraniu im maleńkiego ogródka. Skarga wpłynęła do Rady Miejskiej, a wraz z nią petycja w obronie przedsiębiorców, którym burmistrz Wadowic postanowiła uprzykrzać życie. Podpisało się pod nią ponad stu mieszkańców Wadowic. Jednak kierujący pracami Rady Miejskiej radni – Zdzisław Szczur i Kazimierz Lichwiarski, zdecydowali, że skarga nie będzie rozpatrywana. Wszystko po to, aby ukryć niekompetencję kierującej się niskimi pobudkami burmistrz.

Kilka miesięcy temu opisywaliśmy, w jaki sposób „papieska burmistrz Wadowic” – Ewa Filipiak, zemściła się na właścicielkach popularnego w mieście baru „Pod Kluczem”. Właścicielki w niewystarczający sposób wspierały magistrackich kandydatów na posłów w kampanii wyborczej 2011 roku. Na dodatek, córka jednej z nich została zwolniona z pracy w Informacji Turystycznej, aby zrobić miejsce koleżance asystenta burmistrz – Marcina Płaszczycy oraz jednemu ze wspominanych kandydatów – Filipowi Kaczyńskiemu. A ponieważ poszła w tej sprawie do sądu (i w końcu wygrała)… bar doczekał się represji.

Czytaj: Burmistrz Wadowic znów się mści

Czytaj: Informacja Turystyczna, czyli ustawiony konkurs

W sprawie podjętej przez Burmistrz Wadowic decyzji o zabraniu ogródka właścicielki baru złożyły pod koniec maja 2012 roku skargę do Rady Miejskiej. Do skargi dołączono również petycję mieszkańców o przywrócenie ogródka. Los obu pism był łatwy do przewidzenia. Zdzisław Szczur, marionetkowy przewodniczący Rady, uzależniony od burmistrz, skargą nawet się nie zainteresował. Podobnie kolejny figurant – Kazimierz Lichwiarski, przewodniczący Komisji Praworządności i Spraw Obywatelskich, która powinna zająć się skargą. W czasie pierwszych po wakacjach obrad tej komisji o skargę upomniał się jedynie radny Mateusz Klinowski (skargę dostali do swoich teczek wszyscy radni). Zamieszczone przez niego nagranie wideo z posiedzenia komisji daje do myślenia.

Członkowie komisji sięgali po coraz bardziej zdumiewające argumenty, aby uzasadnić, dlaczego nie będą się zajmować skargą. Mogliśmy więc dowiedzieć się, że: „to było dawno”, „to była informacja”, „każdy może pisać, co uważa”, zaś w skardze popartej ponad setką podpisów mieszkańców znajduje się „szwarc, mydło i powidło” – jak zauważył przewodniczący Szczur. Koronnego argumentu dostarczył jednak nieoceniony przyboczny burmistrz Krzyś Salachna, który uznał, że skoro „pan przewodniczący już mówił, że jego zdaniem nie wygląda to na skargę”, to problemu nie ma. Prawo więc już nie obwiązuje, bo Szczur tak uznał.

W ten sposób niestety wyglądają obrady Rady Miejskiej – są one nie tyle kabaretem, co raczej kpiną z mieszkańców i obowiązującego prawa. Jak nazwać odpowiadających za tę farsę radnych pokroju Szczura, Lichwiarskiego, Salachny? Premedytacja, jaka bije z ich działań, pozwala domniemywać, że mamy do czynienia ze zwykłymi oszustami, którzy pod pozorem wypełniania demokratycznego mandatu, reprezentują nie mieszkańców, lecz interesy „samorządowego układu”,  który w Gminie Wadowice na przestrzeni lat stworzyli (warto wiedzieć, że krewni Lichwiarskiego i Szczura zatrudnieni są w jednostkach Gminy, a Salachna sam jest miejskim urzędnikiem).

Materiał filmowy zawiera również dyskusję na temat skargi radnego Mateusza Klinowskiego dotyczącej fałszowania protokołów z obrad Rady Miejskiej. Skarga nie została przyjęta, a radni nawet nie udawali, że próbowali ją przeczytać. O zasadności skargi rozstrzygnie teraz sąd administracyjny.