Awantura w Urzędzie Miasta. Skandaliczne zachowanie burmistrz Filipiak

 

W Urzędzie Miejskim w Wadowicach doszło wczoraj do spotkania osób poszkodowanych w ostatnich nawałnicach, głównie mieszkańców okolic rzeki Choczenki. Oczekiwano realnej pomocy i deklaracji wykonania konkretnych działań. Zamiast konkretów były wymówki i arogancka Ewa Filipiak.

Z inicjatywą spotkania wystąpili mieszkańcy zalanych terenów. Cześć osób poniosła znaczne straty finansowe i oczekiwała pomocy. W spotkaniu oprócz mieszkańców udział wzięli przedstawiciele UM Wadowice, starostwa, Powiatowego Nadzoru Budowlanego i Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej.

Początkowo burmistrz Ewa Filipiak nie widziała potrzeby rozmawiania z mieszkańcami, jednak szybko zmieniła zdanie. Sprawiła to złożona w poniedziałek przez radnego Mateusza Klinowskiego interpelacja, w której zapytał on o rozmiar i rodzaje pomocy oferowanej poszkodowanym przez gminę. Wskazał też, jakie działania powinny być przez nią podjęte.

Przynajmniej część kroków wskazanych przed radnego Klinowskiego burmistrz zaczęła mniej lub bardziej udanie realizować. Na urzędzie miejskim pojawiła się nawet… kartka z apelem do poszkodowanych mieszkańców. Pozostaje zapytać, kto z nich tę kartkę przeczyta i czy nie powinno być raczej tak, że to urzędnicy udadzą się na miejsce podtopień i sami sprawdzą, czego poszkodowani potrzebują?

Samo spotkanie urzędników z mieszkańcami szybko przerodziło się w popis buty i arogancji władzy. Nic dziwnego, że emocje wzięły górę, a pod adresem burmistrz Filipiak posypały się mocne słowa. Wypominano przede wszystkim to, że na przestrzeni lat niewiele zrobiono, pomimo zgłaszanych przez mieszkańców postulatów, aby zapobiec utracie przez nich dobytku.

Na spotkaniu obecny był Mateusz Klinowski, którego tradycyjnie już nie dopuszczono do głosu. Choć o wypowiedź poprosił go organizator spotkania Marek Łasak, reprezentujący mieszkańców, radnego zakrzyczała Ewa Filipiak, która następnie demonstracyjnie opuściła salę. Widać więc, że radny nie może wypowiadać się nie tylko na sesjach Rady Powiatu, ale nawet na spotkaniach organizowanych w sali sesyjnej Rady Miejskiej, której jest członkiem. A może po prostu został ukarany za wytknięcie błędów Ewy Filipiak?

Radny Klinowski przesłał nam ze spotkania krótką relację:

Wypowiedzi, które słyszeliśmy z ust urzędników były dla mnie czymś zdumiewającym. Przedstawiciel RZGW zaczął od stwierdzenia, że przyczyną zalania domów był… deszcz. Idąc tym tropem, przyczyną pożarów jest wysoka temperatura, za zawalenia budynków odpowiada grawitacja itd. Argumentacja szła w kierunku stwierdzenia, że nikt za nic konkretnie nie odpowiada i właściwie nic nie da się konkretnego zrobić. Burmistrz jawnie umyła ręce, choć oczywiście nie użyła do tego gnijącej wody stojącej jeszcze w niejednej piwnicy.

Takie postawienie sprawy jest dla mnie oburzające. Zalanie nie nastąpiło terra incognita, lecz w Gminie Wadowice. Ten obszar ma swojego, świetnie opłacanego gospodarza – Ewę Filipiak. To zadaniem burmistrz jest koordynacja działań odpowiednich służb i wymuszenie na nich realizacji określonych rozwiązań. Burmistrz z tego zadania się nie wywiązała, a mieszkańców nie powinno nic więcej obchodzić. A już na pewno nie bajki o koszeniu trawy opowiadane przez urzędników z RZGW.

Warto też zaznaczyć, że podtopienia w Wadowicach nie są dziełem ulewnych deszczy, składa się na nie szereg zaniedbań w gospodarce gminnej. Od niedrożnych koryt, poprzez brak terenów retencyjnch, niewłaściwie pomyślaną kanalizację burzową czy brak obwałowania. Zapytajmy, w jaki sposób w Wadowicach prowadzone jest planowanie przestrzenne, czy uwzględnia się w nim czynniki atmosferyczne i inne, jakie scenariusze klęsk żywiołowych są omawiane, jaka pomoc jest przygotowana?

20 lat rządów ekipy Filipiak to masa zaniedbań, których skutki akurat teraz doświadczyła konkretna grupa mieszkańców. Ale na swój sposób doświadcza jej mniej lub bardziej boleśnie każdy z nas – zdając sobie z tego sprawę, czy też nie zdając. 

Przy okazji warto przypomnieć, że radny Mateusz Klinowski w swoich publikacjach i wypowiedziach na sesjach Rady Miejskiej zwracał uwagę na kanalizację burzową wpuszczoną w Choczenkę i przestrzegał przed niebezpieczeństwem z tym związanym. Uwagami tymi nikt się wtedy nie przejmował, a szkoda.

Wygląda na to, że ostatnia powódź w Wadowicach zademonstrowała wyraźnie, że etykieta „dobrego gospodarza”, którą posługuje się Filipiak, to jedynie wymysł propagandy na potrzeby kolejnych wyborów. Szkoda, że do mieszkańców prawda ta dociera dopiero po latach, kiedy na własnej skórze zdają sobie sprawę, że na własną gminę nie mają co liczyć.

Wkrótce opublikujemy pełną relację video ze spotkania.