8. sesja RM – relacja VIDEO z komentarzem

W SKRÓCIE. Radni w bezprecedensowym głosowaniu zdecydowali, że nie będą zajmować się pracą, ani nawet zabierać głosu.  Burmistrz ogłosiła, że nie będzie odpowiadać na interpelacje radnych, bo są zbyt szczegółowe i realizują polityczny program. Po dwóch miesiącach wakacyjnej przerwy Rada Miejska nie zajęła się właściwie żadną z ważnych dla życia mieszkańców spraw. 

Gmina Wadowice i jej rada ma na swoim koncie kilka historycznych osiągnięć. Z jednej strony w Wadowicach urzęduje jeden z najdłużej utrzymujących się przy władzy burmistrzów (17 lat). Jednak jego, a właściwie jej, największą „zasługą” jest zmarnotrawienie potencjału miasta, o czym świadczą ogólnopolskie rankingi gmin, w których Wadowice lokują się daleko od czołówki, przegrywając z kretesem nawet z Suchą Beskidzką, Zatorem czy Skawiną. A więc okolicznymi miejscowościami, które miały nieporównywalnie gorszą pozycję startową. Sama Rada Miejska zasłynęła kilkoma mrożącymi krew w żyłach rezolucjami, jak choćby o uznaniu urzędującego Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego za persona non grata, czy niedawną rezolucją uznającą panie Annę i Zofię Siłkowskie za dewiantki i narkomanki. Zwołana 25 sierpnia nadzwyczajna sesja rady przekonała mnie jednak, że repertuar zdumiewających zachowań „papieskiej” Rady nie został jeszcze wyczerpany. Zostanie ona zapamiętana jako najprawdopodobniej najkrótsza sesja w historii polskiej samorządności.

Przewodniczący Zdzisław Szczur zwołał sesję w trybie nadzwyczajnym, a więc poza planem posiedzeń sesyjnych. A że planu takiego w ogóle nie ma, sesja właściwie niczym by się od innych nie różniła, gdyby nie okrojony program. Do przegłosowania była jedynie jedna pilna sprawa związana ze zbliżającymi się wyborami – odrębne obwody głosowania, oraz jedna mniej pilna – zespół opiniujący ławników. W porządku obrad nie znalazły się jednak żadne inne punkty, w szczególności zabrakło miejsca na wnioski, pytania, interpelacje, które przecież stanowią o sesyjnej pracy radnego.

Nieuwzględnienie w programie sesji tych punktów stanowiło złamanie regulaminu pracy Rady. Regulamin precyzuje, że w programie każdej sesji zwyczajnej musi znaleźć się miejsce na zapytania i interpelacje radnych. Co prawda nie mówi wprost, z jakich punktów składa się sesja nadzwyczajna, ale wyjaśnia za to, że jej szczególny charakter polega jedynie na specjalnym, skróconym trybie ogłoszenia. Luka ta uzasadniona jest tym, że dyskusja i zapytania stanowią przecież integralny elementem pracy radnego, bez którego nie sposób wyobrazić sobie pełnienia funkcji kontrolnej nad burmistrzem i urzędnikami. Piszącym regulamin najwyraźniej nie przyszło do głowy, że przewodniczący Rady może ją zwołać i prowadzić z pominięciem tych punktów.

Na problem pomijania zapytań i interpelacji w porządku obrad, i łamanie w ten sposób obowiązującego prawa, zwracałem przewodniczącemu Szczurowi uwagę już wcześniej. I tym razem, zaraz na początku sesji, wniosłem o uzupełnienie programu posiedzenia o interpelacje oraz zapytania. Wraz z kilkoma radnymi przygotowaliśmy  szereg pytań i wniosków, które naszym zdaniem należało pilnie rozpatrzyć, zwłaszcza po okresie dwumiesięcznej przerwy wakacyjnej w pracach rady. Zamiast jednak uzupełnić program posiedzenia o regulaminowe punkty, Szczur zarządził w tej sprawie głosowanie.

Było to posunięcie kuriozalne, obliczone na wykluczenie możliwości zabrania przez radnych na głosu. Od początku wiadomo przecież było, jak zagłosuje zwasalizowana większość członków Miejskiej Rady,  skupiona w ugrupowaniach Wspólny Dom i PiS. Doszło więc do absurdalnej sytuacji: radni głosowali nad tym, czy w czasie sesji w ogóle mogą zabrać głos!

Tylko 7 radnych (Paweł Janas, Janina Kamińska, Mateusz Klinowski, Henryk Odrozek, Andrzej Petek, Tomasz Ramenda, Maria Zadora) wyraziło wolę zajmowania się problemami miasta i jego mieszkańców. Oto nazwiska 13 radnych postanowiło w pracach rady nie brać udziału:

Andrzej Gałuszka, Stanisław Hucisko, Marek Kubata, Kazimierz Kuzon, Kazimierz Lichwiarski, Michał Ogiegło, Maria Potoczna, Mariusz Ruła, Krzysztof Salachna, Paweł Stopa, Andrzej Strzeżoń, Zdzisław Szczur, Stanisława Wodyńska.

Józef Cholewka w głosowaniu nie brał udziału, na sesję się spóźnił.

Co zatem robią w Radzie Miejskiej Wadowic wymienieni radni? Odpowiedź jest prosta – zasiadają tam wyłącznie dla diet i innych profitów, które dzięki sprawowaniu mandatu z rąk burmistrz Ewy Filipiak otrzymują (rady nadzorcze gminnych spółek, zatrudnienie w gminnych szkołach, członkowie rodzin zatrudnieni w UM). Nic więc dziwnego, że radni ci głosu nie zabierają i zabierać nie chcą, skoro reprezentują interesy wyłącznie burmistrz Ewy Filipiak. Często to głównie jej zawdzięczając wybór.

Z grupy „miernych i wiernych” wyłamała się jedynie Maria Zadora. Gest ten miał swoją cenę. Po głosowaniu Zadora natychmiast została wyprowadzona pod rękę do gabinetu Ewy Filipiak przez Zdzisława Szczura i Stanisława Kotarbę. Czego dotyczyła ich rozmowa łatwo się chyba domyślić.

Opisane zachowanie przewodniczącego Rady oraz przebieg nadzwyczajnej sesji powinny dać do myślenia wszystkim tym, którzy zarzucają radnym tzw. opozycji (choć raczej należałoby napisać: radnym poważnie traktującym swój mandat), że zamiast merytorycznie pracować, jedynie krytykują. Szczur dał jasno do zrozumienia, że na pracę w tej kadencji w radzie miejsca nie ma. Zresztą, od wielu miesięcy nic konkretnego radni nie robią, komisje nie zajmują się właściwie niczym, a od początku kadencji radni nie przygotowali żadnej uchwały. Podobnie było też w poprzednich kadencjach – uchwały Rady zdarzały się incydentalnie i dotyczyły kwestii błahych.

Rada Miejska Wadowic stanowi w istocie automat do głosowania przygotowanych przez burmistrz Filipiak uchwał. Przekonywał mnie zresztą o wartości tego rozwiązania w swoim czasie sam Stanisław Kotarba, stojący w cieniu burmistrz główny polityczny rozgrywający w powiecie.

Jeżeli chodzi o interpelacje, zamierzałem poruszyć w nich kilka kwestii, m.in. sprawę remontu rynku, przeniesienia przystanków busów oraz sprawę zdawkowych i zdumiewających odpowiedzi, jakie burmistrz udzieliła na skierowanie do niej poprzednio przez radnych pytania.

Odpowiedzi burmistrz Ewy Filipiak na interpelacje radnego Klinowskiego: 

strona 1, strona 2, strona 3, strona 4 .

Burmistrz Ewa Filipiak nie tylko nie dotrzymała 14 dniowego terminu odpowiedzi na interpelacje, ale na część z nich w ogóle odmówiła odpowiedzi, twierdząc, że są zbyt szczegółowe a ich celem jest „dokuczenie, a nie zaspokojenie wiedzy” oraz„realizacja politycznego planu radnego opozycyjnego”.

Pytałem między innymi o koszty funkcjonowania i wymierne efekty pracy „rzecznika” Stanisława Kotarby. Wygląda na to, że burmistrz Filipiak żadnymi sprawozdaniami nie dysponuje, co pozwala sądzić, że Kotarba faktycznie rzecznikiem nie jest, a jego zatrudnienie ma charakter fikcji – to raczej polityczny komisarz pilnujący interesów Filipiak, a może nawet sterujący poczynaniami burmistrz.

Nie dowiedziałem się również, ile pieniędzy otrzymuje z kasy gminy Marcin Płaszczyca, którego burmistrz Fillipiak nazywa „doświadczonym dziennikarzem”. Burmistrz przyznała jednak, że Płaszczyca jest na jej utrzymaniu. To zamyka więc sprawę „niezależności” jego portalu, który pełni rolę propagandowej tuby urzędu miasta.

Filipiak udzieliła również wymijającej odpowiedzi na pytania, czy i za ile zatrudniała w UM byłego vice-starostę Mirosława Nowaka.

Oprócz zdawkowych odpowiedzi z pisma burmistrz dowiedziałem się również, że obraziłem panie Siłkowskie, dyskredytuję i zastraszam pana Kotarbę, obrońcę gminy przed „pomówieniami i kłamstwami”, oraz ujawniającego niewygodne dla mnie fakty „dziennikarza” Płaszczycę. Ten ostatni na ogół ujawnia je na podstawie lektury mojego bloga, ale cóż – burmistrz ma przynajmniej poczucie, że wspiera dziennikarstwo śledcze.

Filipiak wyraziła jeszcze swoje niezadowolenie z Wadowickiej Informacji Turystycznej (która ostatnio otrzymała prestiżowe wyróżnienie), zapowiedziała (chyba) jej likwidację, wyraziła zadowolenie ze strony internetowej prowadzonej przez niegdysiejszego jej kontrkandydata w wyborach na burmistrza (!), pouczyła mnie w kilku kwestiach. Zamieściła również sprostowanie Zdzisława Szczura dotyczące „gminnej klątwy przeciwko Siłkowskim”.

Jest to oczywiście niezmiernie ciekawie, tylko dlaczego muszę to wszystko czytać? Czy moje pytania sformułowane są w sposób uniemożliwiający ich zrozumienie?

Próbowałem na forum Rady poruszyć wszystkie te problemy oraz uzmysłowić radnym, że skoro sprawujemy funkcję kontrolną nad burmistrz, na takie jej zachowanie nie może być zgody. Przewodniczący Szczur nakazał mi jednak udać się z moimi problemami gdzie indziej i tam się poskarżyć. Z podpowiedzi tej oczywiście skorzystam.

W ten oto sposób o 8. sesji Rady Miejskiej napisałem więcej zdań, niż w jej czasie padło.

dr Mateusz Klinowski, radny RM Wadowice.

Źródło: Wadowiceonline