25 sesja Rady Miejskiej: info-kioski, hot spot, kasa na organizacje pozarządowe

25 sesja RM 1

Prezentujemy ostatni fragment 25 sesji Rady Miejskiej Wadowic. Radni przyjęli uchwałę wymaganą dla świadczenia darmowego dostępu do Internetu – dwa lata po czasie. Przyjęto również plan podziału pieniędzy pomiędzy stowarzyszenia. Kasa pójdzie do tych, co zawsze.

Na terenie gminy rozmieszczono kilka drogich info-kiosków. Nie wiadomo, do czego służą i czy w ogóle ktoś będzie z nich korzystał. Jak ustalił redaktor portalu Wadowiceonline, większość z nich nawet nie działa. Można przyjąć, że ten absurdalny wydatek to kolejny dowód nieudolności burmistrz Ewy Filipiak, słynącej z nietrafionych inwestycji. Na pytanie radnego Mateusza Klinowskiego o sens uchwały przyjmowanej po wymaganym czasie, burmistrz zapewniła, że nie popełniła przestępstwa, „a tych, którzy poczuli się urażeni”, uroczyście przeprosiła. To chyba pierwszy taki przypadek w historii naszego samorządu.

Burmistrz zaznaczyła, że „nie ma za to żadnej sankcji, a mieszkańcy są z hot-spot zadowoleni”. Jesteście zadowoleni?

Ponieważ burmistrz Filipiak ogłosiła plan rozdawania komputerów i Internetu rodzinom wykluczonym cyfrowo (czy to aby pokłosie 20 lat jej nieudolnych rządów?), radny Klinowski poruszył problem wykluczenia cyfrowego dotykającego nie kilku rodzin, lecz setek  – spore połacie gminy, w tym osiedle Pod Skarpą, nie mają zasięgu nawet sieci telefonicznych. Doszło do zabawnej dyskusji.

Andrzej Strzeżoń, radny z Kaczyny, zapewnił, że w Kaczynie zasięg jest, tylko trzeba mieć odpowiedni telefon – na kabel. Po tych słowach nagle obudził się radny Henryk Odrozek i zapytał dokładnie o to, o czym przed chwilą rozmawiano. Widocznie w tamtym momencie też miał słaby zasięg.  „Pani burmistrz odpowiedziała, przeprosiła” – przytomnie jak nigdy odpowiedział przew. Szczur.

 

Kolejny fragment dotyczy podziału środków pomiędzy organizacje pozarządowe. Ponownie, tylko jeden radny „miał czelność” zgłosić wątpliwości. Program od początku stanowi fikcję – rozpisany jest pod konkretne osoby, stowarzyszenia powiązane z czołowymi radnymi, którzy program uchwalają. Cały proceder wyprowadzania pieniędzy gminnych opisaliśmy tutaj: Gminne dotacje, czyli kasa z układu

„Pod kogo ma być program rozpisany, jeżeli nie pod nasze organizacje” – oponowała wzburzona Anna Makuch. Tylko dlaczego „ustawkę” nazywa się jeszcze konkursem? Radny Klinowski śmiał zauważyć, że w programie powinno chodzić o potrzeby mieszkańców, a nie radnych i ich stowarzyszeń (stowarzyszenia radnych mają w programie zagwarantowane jakieś 500 tys. zł). „To środki na nasze dzieci!” – zakwilił Szczur. Ewa Filipiak zaś rzuciła, że „Pan Klinowski wielokrotnie obrażał kluby sportowe i demonizował piłkę nożną”. Na koniec zauważyła, że „27 października udowodnił, kto ma większy kontakt z mieszkańcami.”

W czasie obrad obecni byli przedstawiciele Fundacji Stańczyka, którzy badali proces tworzenia programu współpracy z organizacjami pozarządowymi. Z pewnością wiele się dowiedzieli na temat możliwych patologii.